Autonomia robotnicza

Autonomia robotnicza
Aby zapobiec degeneracji ruchu społecznego, włoscy autonomiści zrealizowali koncepcję, wybiegającą o krok dalej od realiów ruchów czy partii oficjalnie kontestujących, lecz rzeczywiście potwierdzających istnienie kapitalizmu, w jego ewentualnie odświeżonej formie i treści. Dokonali analizy z punktu widzenia tych, którzy najbardziej odczuwali agresywny charakter gospodarki.

Marksizm i anarchizm

Marksizm i anarchizm
Upadek marksizmu w sferze politycznej i kompromitacja praktycznej realizacji idei „dyktatury proletariatu”, pociągnęły za sobą ogromne przeobrażenia na płaszczyźnie kulturowej. Ideolodzy systemu kapitalistycznego, mogli więc ogłosić „koniec historii”, ruch rewolucyjny został wyrugowany nie tylko w sensie fizycznym, zniknął również z ludzkich umysłów.

Teorie kryzysu

Teorie kryzysu
Czy kryzysy są wpisane w naturę sytemu kapitalistycznego, czy też są wywołane czynnikami wobec niego zewnętrznymi? Rozstrzygnięcie tego dylematu oczywiście ma spore znaczenie dla postawy, jaką dziś przyjmiemy: odrzucimy system w całości, czy będziemy starali się go jedynie reformować... aby dotrwał do następnego wstrząsu.

Samorządowa alternatywa

Samorządowa alternatywa
Czy w latach 80. istniała w ruchu "Solidarność" samorządowa alternatywa, zarówno dla PRL-owskiego socjalizmu, jak i dla kapitalizmu? Co się z nią stało? Czy samorządowa rewolucja została zdradzona, a jeśli tak to przez kogo? Na te pytania, mające fundamentalne znaczenie dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji w Polsce, staramy się znaleźć odpowiedź w "Przeglądzie".

{rokbox title=|Faszyzm i antyfaszyzm :: Analiza liberalnej i lewicowej obsesji na punkcie faszyzmu i antyfaszyzmu oraz roli robotników w międzynarodowym sprzeciwie wobec niego.| thumb=|images/antifa-m.jpg|}images/antifa.jpg{/rokbox}
Analiza liberalnej i lewicowej obsesji na punkcie faszyzmu i antyfaszyzmu oraz roli robotników w międzynarodowym sprzeciwie wobec niego.

Faszyzm i totalitaryzm


Koszmar faszyzmu nie był pierwszym w swoim rodzaju, nie był też ostatnim. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, nie był też najgorszym1. Okrucieństwa z nim związane nie były gorsze niż „normalne” masakry na skutek wojen, głodu itd. Dla proletariatu stał się raczej usystematyzowaną wersją terroru, jakiego już doświadczył w 1832, 1848, 1871, 1919… r. Faszyzm jednak zajmuje wyjątkowe miejsce w spektaklu okrucieństwa. W tamtym czasie faktycznie niektórzy kapitaliści, jak i duża część klasy politycznej, byli represjonowani, razem z liderami oraz szeregowymi członkami oficjalnych organizacji robotniczych. Dla burżuazji i mieszczaństwa faszyzm był anormalnym zjawiskiem, odrzuceniem demokratycznych wartości, wytłumaczalnym jedynie poprzez uciekanie się do psychologicznych wyjaśnień. Liberalny antyfaszyzm traktował faszyzm jako zboczenie zachodniej cywilizacji, co skutkowało powstaniem przeciwnego efektu: sadomasochistycznej fascynacji faszyzmem manifestowanej przez kolekcje nazistowskich bibelotów. Zachodni humanizm nigdy nie zrozumiał, że swastyki noszone przez {yootooltip title=[Hell's Angels] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Hells Angels Motorcycle Club – międzynarodowy gang motocyklowy. Członkowie Hells Angels byli oskarżani m.in. o wymuszenia, handel narkotykami i kradzieże. Do gangu przyjmowani są tylko biali mężczyźni (przyp. red.).{/yootooltip}, odzwierciedlają jego własną wizję faszyzmu w odwróconej postaci. Logikę takiego nastawienia można podsumować następująco: jeżeli faszyzm to ostateczne Zło, to należy wybrać zło, należy przewartościować wszystkie wartości. To zjawisko jest typowe dla czasów, w których brakuje orientacji.

Typowa analiza marksistowska bez wątpienia nie ugrzęzła w psychologii. Od czasów Daniela Guerina2 za klasyczną uznano interpretację, że faszyzm jest narzędziem wielkiego biznesu. Powaga jego analizy maskuje jednak jej zasadnicze błędy. Większość „marksistowskich” opracowań podtrzymuje ideę, że pomimo wszystko faszyzm był do uniknięcia w 1922 lub 1933 r. Faszyzm został zredukowany do broni użytej przez kapitalizm w określonym momencie. Zgodnie z tymi analizami kapitalizm nie przekształciłby się w faszyzm, jeśli ruch robotniczy wywierałby wystarczającą presję, zamiast epatować sekciarstwem. Oczywiście nie mielibyśmy „rewolucji”, ale przynajmniej oszczędzono by Europie nazizmu, obozów itd. Pomimo kilku bardzo trafnych obserwacji na temat klas społecznych, państwa, powiązań pomiędzy faszyzmem i wielkim biznesem, perspektywa ta nie uwzględnia tego, że faszyzm był produktem podwójnej klęski: niepowodzenia rewolucjonistów, którzy zostali pokonani przez socjaldemokratów i ich liberalnych sprzymierzeńców, a następnie porażki liberałów i socjaldemokratów w efektywnym zarządzaniu kapitałem. Nie zrozumiemy natury faszyzmu i jego dojścia do władzy bez analizy walk klasowych poprzedzających ten okres i ich ograniczeń. Jedno nie może zostać zrozumiane bez drugiego. To nie przypadek, że Guerin mylił się nie tylko co do znaczenia faszyzmu, ale też co do francuskiego Frontu Ludowego, który ocenił jako „przegapioną rewolucję”.

Paradoksalnie, istota mistyfikacji antyfaszyzmu polega na tym, że demokraci ukrywają naturę faszyzmu, jak tylko mogą, jednocześnie obnosząc się radykalizmem w jej ujawnianiu tutaj, teraz i zawsze. Trwa to już od 50 lat. Boris Souvarine w 1925 r.3 pisał: „Faszyzm tu, faszyzm tam. {yootooltip title=[Action Française] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Skrajnie prawicowa, francuska grupa polityczna. Patrz więcej artykuł: „Francuska skrajna prawica i ruch antyfaszystowski”, w tym numerze Przeglądu Anarchistycznego (przyp. red.).{/yootooltip} – faszyzm. {yootooltip title=[National Bloc] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Syryjska partia konserwatywna powstała w 1928 r. Skupiała syryjską burżuazję walczącą z francuską obecnością w kraju (przyp. red.).{/yootooltip} – faszyzm... Każdego dnia przez ostatnie sześć miesięcy. {yootooltip title=[Humanité] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Dziennik francuski, założony w 1904 r. w Paryżu przez francuskiego działacza socjalistycznego Jeana Jauresa. W latach 1920-1994 centralny organ Francuskiej Partii Komunistycznej (przyp. red.).{/yootooltip} szykuje nową faszystowską niespodziankę. Jednego dnia ogromny, na sześć kolumn szeroki nagłówek trąbi: SENAT NA WSKROŚ FASZYSTOWSKI. Innym razem drukarza, który odmówił wydrukowania komunistycznej gazety przez wydawcę, ogłasza się: FASZYSTĄ W NATARCIU... Dzisiaj we Francji nie istnieje ani bolszewizm, ani faszyzm, ani nawet szkoła Kereńskiego. Liberté i Humanité podgrzewają atmosferę: faszyzm, który dla nas wyczarowują, nie jest realny, obiektywne warunki dla jego zaistnienia jeszcze nie nastały (...). Nie można pozostawić tego bez odpowiedzi. Lecz nie jest konieczne nadawanie tym reakcjom miana faszyzmu, po to, by je zwalczać”.

W czasie, w którym słowa mało znaczą, „faszyzm” jest tylko pustym słowem używanym przez lewicowców do zademonstrowania ich radykalizmu. Sposób jego stosowania pociąga jednak za sobą zarówno pomieszanie, jak i teoretyczne ustępstwa wobec państwa i kapitału. Istotą antyfaszyzmu jest walka z faszyzmem przy jednoczesnym wsparciu dla demokracji. Innymi słowy, walka dążąca nie do obalenia kapitalizmu, ale do zmuszenia go, aby wyrzekł się swej totalitarnej formy. Socjalizm jest rozumiany jako absolutna demokracja, kapitalizm łączy się z rozwojem faszyzmu, opozycje proletariat/kapitał, komunizm/praca najemna, proletariat/państwo, zastępuje je przeciwstawieniem „demokracji”/„faszyzmowi”, przedstawianym jako kwintesencja perspektywy rewolucyjnej. Antyfaszyzm odnosi sukces jedynie w pomieszaniu dwóch zjawisk: tak zwanego „faszyzmu” i ewolucji kapitału oraz państwa w kierunku totalitaryzmu. Myląc te dwa zjawiska, część biorąc za całość, rozmywa się przyczynę faszyzmu i totalitaryzmu, ostatecznie wzmacniając to, co chciało się zwalczać.

Nie możemy mierzyć się z rozwojem kapitalizmu i jego totalitarnych form poprzez potępianie „ukrytego faszyzmu”. Faszyzm był szczególnym epizodem podczas ewolucji kapitału w kierunku totalitaryzmu, ewolucji, w której demokracja odgrywała i wciąż odgrywa tak samo kontrrewolucyjną rolę, jak faszyzm. Nadużyciem jest dzisiaj mówić o „przyjaznym” pokojowym faszyzmie, który pozostawiłby tradycyjne organy ruchu robotniczego nietkniętymi. Faszyzm był ruchem ograniczonym w czasie i przestrzeni. Sytuacja w Europie, która po 1918 r. określała jego sprzeczne cechy, już się nigdy nie powtórzy.

Zasadniczo, faszyzm był połączony z ekonomiczną i polityczną unifikacją kapitału, tendencją, która upowszechniała się od 1914 r. Faszyzm był szczególnym sposobem realizacji tego celu w określonych krajach – we Włoszech i w Niemczech – gdzie państwo okazało się niezdolne do zaprowadzenia porządku (tak jak to rozumie burżuazja), nawet po stłumieniu rewolucji. Charakterystyczne dla faszyzmu jest to, że: 1) zrodził się na ulicy; 2) wywoływał chaos, głosząc porządek; 3) jest ruchem przestarzałych klas średnich, których końcowi towarzyszy większa lub mniejsza przemoc; 4) odtwarza z zewnątrz tradycyjne państwo, które nie jest zdolne rozwiązać problemu kapitalistycznego kryzysu.

Faszyzm był rozwiązaniem państwa na kryzys w czasie przejścia do totalnej dominacji kapitału nad społeczeństwem. Organizacje robotnicze określonego typu były niezbędne do stłumienia rewolucji; następnie faszyzm miał położyć kres brakowi porządku, który po tym nastąpił. Tak naprawdę faszyzm nigdy nie przezwyciężył kryzysu: państwo faszystowskie było skuteczne jedynie w sposób powierzchowny, ponieważ polegało na systematycznym wykluczaniu klasy robotniczej z życia społecznego. Ten kryzys został efektywniej stłumiony przez państwo w naszych czasach. Państwo demokratyczne stosuje wszystkie narzędzia faszyzmu nawet skuteczniej, ponieważ integruje organizacje robotnicze nieunicestwiające robotników. Społeczne ujednolicenie wybiega dalej niż to niesione przez faszyzm, choć on sam, jako określony ruch, już nie istnieje. W wyjątkowy sposób odpowiada on dyscyplinie, wymuszanej przez burżuazję w państwie, które również wywiera presję.

Burżuazja właściwie zapożyczyła termin „faszyzm” od włoskich organizacji robotniczych, które często nazywały siebie „fasces”. Znaczące jest, że na początku faszyzm określał się jako rodzaj organizacji, a nie program. Jego jedynym założeniem programowym było zjednoczenie wszystkich w fasces, by zjednoczyć razem wszystkie elementy tworzące społeczeństwo:

„Faszyzm wykradł proletariatowi jego sekret: organizację. (…) Liberalizm jest samą ideologią bez organizacji; faszyzm jest samą organizacją bez ideologii”. (Bordiga)

Dyktatura nie jest bronią kapitału, ale raczej jego skłonnością materializującą się, kiedy tylko zajdzie potrzeba. Powrót do demokracji parlamentarnej po okresie dyktatury – jak w Niemczech po 1945 r. – oznacza jedynie, że dyktatura jest bezużyteczna (aż do następnego razu) w integrowaniu mas w ramach państwa. Nie zaprzeczamy, że demokracja zapewnia łagodniejsze formy wyzysku niż dyktatura: każdy wolałby raczej być tak wykorzystywany, jak jest Szwed, niż jak Brazylijczyk. Czy jednak mamy WYBÓR? Jeśli to będzie konieczne, demokracja prędko przekształci się w dyktaturę. Państwo może posiadać tylko jedną funkcję, którą może pełnić albo demokratycznie, albo autorytarnie. Pierwszą formę można bardziej preferować od drugiej, lecz nie można zmusić państwa, aby pozostawało demokratyczne. Polityczne kształty, które przybiera kapitał, nie zależą już od działania klasy robotniczej tak, jak zależą od intencji burżuazji. Republika Weimarska skapitulowała przed Hitlerem – w gruncie rzeczy powitała go z otwartymi ramionami. Dalej, Front Ludowy we Francji nie „zapobiegał faszyzmowi”, ponieważ w 1936 r. Francja nie musiała jednoczyć swojego kapitału czy redukować klasy średniej. Takie przemiany nie wymagają żadnego politycznego wyboru ze strony proletariatu.

Hitlera dyskredytuje się za zachowanie z wiedeńskiej socjaldemokracji, z czasu jego młodości, tylko jej metod propagandowych. Co z tego? „Istotę” socjalizmu można było łatwiej dostrzec w tych metodach niż w wyrafinowanych pismach austriackiego marksizmu. Powszednim problemem socjaldemokracji i nazizmu było to, jak zorganizować masy i w razie potrzeby zastosować wobec nich represje. To socjaliści, nie naziści, {yootooltip title=[stłumili powstania proletariatu] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Więcej na ten temat w Przeglądzie Anarchistycznym nr 8 w dziale „Rewolucja niemiecka 1918”, s. 288-346 (przyp. red.).{/yootooltip}. (Nie powstrzymało to ówczesnej SPD, znów u władzy jak w 1919 r., od publikowania znaczków pocztowych ku pamięci Róży Luksemburg, którą zamordowała w 1919 r.). Dyktatura zawsze przychodzi po tym, jak proletariusze zostają pokonani przez demokrację wspieraną przez związki i partie lewicowe. Z drugiej strony, zarówno socjalizm, jak i nazizm przyczyniły się do polepszenia (tymczasowo) poziomu życia. Hitler, tak jak SPD, stał się narzędziem ruchu społecznego, któremu umknęła jego istota. Tak jak SPD, walczył o władzę, o prawo mediacji pomiędzy robotnikami a kapitałem. Hitler oraz SPD stali się instrumentami kapitału i zostali zdyskredytowani zaraz po tym, jak wykonali powierzone im zadania.

Antyfaszyzm – najgorszy wytwór faszyzmu


Od czasu międzywojennego faszyzmu, pojęcie „faszyzm” pozostaje w modzie. Która grupa polityczna nie oskarżała swoich przeciwników o używanie „faszystowskich metod”? Lewica nigdy nie przestaje demaskować odradzającego się faszyzmu, prawica nie wystrzega się tego terminu, nazywając Francuską Partię Komunistyczną „partią faszystowską”. Słowo to, określając wszystko i nic, straciło swoje znaczenie, odkąd liberalna międzynarodowa opinia opisuje każde silne państwo jako „faszystowskie”. Tym sposobem wskrzesza się iluzje faszyzmu lat 30. i przedstawia jako dzisiejszą rzeczywistość. Franco uważał się za faszystę, tak jak i jego mentorzy: Hitler i Mussolini, ale nigdy nie było żadnej faszystowskiej międzynarodówki.

Pomimo że dzisiaj w ramach dominującej ideologii nazywa się greckich pułkowników i chilijskich generałów faszystami, reprezentują oni jednak odmianę kapitalistycznego PAŃSTWA. Przyklejanie etykiety faszyzmu do jakiegoś państwa jest jednoznaczne z potępieniem partii nim rządzących. Zgodnie z tym unika się krytyki państwa poprzez napiętnowanie tych, którzy nim kierują. Lewica próbuje uwierzytelnić swój ekstremizm, podnosząc wrzawę o faszyzm, pomijając tym samym krytykę państwa. W praktyce, w miejsce istniejącej, oferuje ona inną formę państwa (demokratyczną lub ludową).

Termin „faszyzm” jest jeszcze bardziej nieodpowiedni w przypadku krajów zaawansowanego kapitalizmu, gdzie komunistyczne i socjalistyczne partie będą odgrywały główną rolę w jakimkolwiek przyszłym państwie „faszystowskim”, występującym przeciwko ruchowi rewolucyjnemu. W tym przypadku o wiele bardziej stosowne jest mówienie wprost o państwie, nie wspominając wcale o faszyzmie. Faszyzm zatriumfował, ponieważ jego zasady – unifikacja kapitału oraz wydajne państwo – uległy generalizacji. Niemniej jednak w naszych czasach faszyzm jako taki zanikł, zarówno jako ruch polityczny, jak też forma państwa. Poza pewnymi podobieństwami do faszyzmu, partie uznawane za faszystowskie po 1945 r. (we Francji np. RPF, poujadyzm, dzisiaj w pewnym zakresie RPR) nie miały na celu podbicia z zewnątrz niewydolnego państwa4.

Nieustanne podtrzymywanie zagrożenia faszyzmem równa się ignorowaniu faktu, że prawdziwy faszyzm był słabo przystosowany do konkretnych zadań, których się podjął, i którym nie podołał. Zamiast wzmocnienia niemieckiego narodowego kapitału, ostatecznie podzielił go na dwie części. Dzisiaj funkcjonują inne formy państwa, daleko odbiegające od faszyzmu i ciągle opiewanej demokracji.

Wraz z II wojną światową mitologia faszyzmu została wzbogacona o nowy element. Ten konflikt był koniecznym rozwiązaniem zarówno problemów ekonomicznych (załamanie w 1929 r.), jak i społecznych (nieposłuszna klasa robotnicza, która pomimo braku rewolucyjnego nastawienia musiała zostać zdyscyplinowana). II wojnę światową można opisać jako wojnę przeciwko totalitaryzmowi pod postacią faszyzmu. Ta interpretacja została utrzymana, a stałe odwoływanie się do niej przez pogromców nazistowskiego okrucieństwa w 1945 r., służy za usprawiedliwienie wojny przez nadanie jej charakteru humanitarnej krucjaty. Wszystko, nawet użycie bomby atomowej przeciw tak barbarzyńskiemu wrogowi, może być usprawiedliwione. To usprawiedliwienie nie jest jednak bardziej wiarygodne niż demagogia nazistów, którzy wzywali do walki z kapitalizmem i zachodnią plutokracją. W skład sił „demokratycznych” wchodziło państwo tak samo totalitarne i krwawe jak hitlerowskie Niemcy – stalinowski Związek Radziecki z jego kodeksem karnym przewidującym karę śmierci dla ludzi już od dwunastego roku życia. Wszyscy wiedzą też, że alianci korzystali z podobnych metod terroru i eksterminacji zawsze kiedy tylko widzieli taką potrzebę (strategiczne bombardowania itp.). Zachód czekał aż do Zimnej Wojny, aby wyjawić wiedzę o radzieckich obozach. Niemniej każdy kapitalistyczny kraj musiał się zmierzyć ze swymi specyficznymi problemami: Wielka Brytania nie musiała radzić sobie z wojną w Algierii, ale z podziałem Indii kosztującym życie milionów ofiar. Stany Zjednoczone nigdy nie musiały zakładać obozów koncentracyjnych5, by uciszyć robotników i pozbyć się nadmiaru mieszczaństwa, ale same rozpętały wojnę kolonialną w Wietnamie. W Związku Radzieckim i jego gułagach, które dziś potępia się na całym świecie, w ciągu paru dekad skoncentrowano horror, który rozgrywał się przez kilka stuleci w starszych krajach kapitalistycznych, również przynosząc miliony ofiar choćby poprzez traktowanie Czarnych. Rozwój kapitału niesie ze sobą pewne konsekwencje, z których głównymi są: 1) dominacja nad klasą robotniczą idąca w parze ze stłumieniem – łagodnym lub nie – ruchu rewolucyjnego; 2) współzawodnictwo z kapitałem narodowym innych krajów prowadzące do wojny. Gdy władza leży w rękach partii „robotniczych”, inna jest tylko jedna rzecz – demagogia dotycząca klasy robotniczej jest bardziej podejrzana, ale robotnikom nie zostaną oszczędzone najostrzejsze represje, jeśli tylko będą one potrzebne. Triumf kapitału nigdy nie jest tak totalny, jak w momencie, gdy sami robotnicy mobilizują się w poszukiwaniu „lepszego życia” za jego pośrednictwem.

Chcąc chronić nas przed nadużyciami kapitału, antyfaszyzm w rzeczy samej wzywa państwo do interwencji. Antyfaszyzm paradoksalnie staje się orędownikiem silnego państwa. Przykładowo, Francuska Partia Komunistyczna (PCF) pyta nas: „Jaki typ państwa jest dzisiaj potrzebny Francji?... Czy nasze państwo jest stabilne i silne, zgodnie z tym, co twierdzi prezydent Republiki? Nie – jest słabe, niezdolne wyciągnąć kraj ze społecznego i politycznego kryzysu, w którym jest zatopiony. Tak naprawdę wprowadza nieporządek”6.

Zarówno dyktatura, jak i demokracja proponują wzmocnienie państwa, pierwsza jako kwestię zasad, druga, aby nas chronić – ostatecznie osiągając ten sam efekt. Oba systemy zmierzają w tym samym kierunku – ku totalitaryzmowi. W obu przypadkach chodzi o to, by każdego zmusić do zaangażowania w społeczeństwie – odgórnie w dyktaturach, oddolnie w demokracjach.

Czy myśląc o dyktaturze i demokracji, możemy mówić o walce pomiędzy dwoma socjologicznie zróżnicowanymi frakcjami kapitału? Mamy raczej do czynienia z dwiema różnymi metodami dyscyplinowania proletariatu, albo poprzez integrowanie go siłą, albo za pośrednictwem jego „własnych” organizacji. Kapitał wybiera pierwsze bądź drugie rozwiązanie w zależności od potrzeby zaistniałej w danym momencie. W Niemczech po 1918 r. socjaldemokracja i związki zawodowe były niezbędne, aby kontrolować robotników oraz izolować rewolucjonistów. Z drugiej strony, po 1929 r., Niemcy musiały skoncentrować swój przemysł, wyeliminować warstwę klas średnich i zdyscyplinować burżuazję. Ten sam tradycyjny ruch robotniczy, broniący politycznego pluralizmu i bezpośrednich interesów robotniczych, stał się przeszkodą dla dalszego rozwoju. „Organizacje robotnicze” wiernie wspierały kapitalizm, zachowując jednak autonomię; jako organizacje przede wszystkim dążyły do utrzymania swojego istnienia. Dzięki temu skutecznie odgrywały one rolę kontrrewolucyjną w czasie od 1918 do 1921 r., co pokazał upadek niemieckiej rewolucji. W 1920 r. socjaldemokratyczne organizacje dały pierwszy przykład antyrewolucyjnego antyfaszyzmu (zanim jeszcze faszyzm został nazwany po imieniu)7. W następstwie waga, jakiej nabrały te organizacje, zarówno w społeczeństwie jak i w samym państwie, kazała im odgrywać rolę społecznego konserwatyzmu, ekonomicznego {yootooltip title=[maltuzjanizmu] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Teoria sformułowana przez Thomasa Malthusa zakłada stałą dysproporcję pomiędzy tempem wzrostu liczby ludności a tempem wzrostu produkowanej żywności. Według niej płaca robocza ma naturalną tendencję do osiągania poziomu określonego przez minimum fizjologiczne robotników. Wzrost płac pociaga za sobą wzrost populacji robotników, a przez to wzrost liczby bezrobotnych, co powoduje spadek płac (przyp. red.).{/yootooltip}. Musiały zostać wyeliminowane. Pomiędzy 1918 a 1921 r. pełniły one funkcję antykomunistyczną, ponieważ były wyrazem obrony pracy najemnej jako takiej, jednak ta sama racjonalność wymagała od nich dalszego reprezentowania bezpośrednich interesów robotników najemnych ze szkodą dla reorganizacji kapitału jako całości.

Wielu rozumie, dlaczego nazizm miał na celu brutalne zniszczenie ruchu robotniczego, inaczej niż dzisiejsze tzw. partie faszystowskie. To jest zasadnicza różnica. Socjaldemokracja, oswajając robotników, wykonała swoją robotę bardzo dobrze, zbyt dobrze. Socjaldemokracja zajęła ważną pozycję w państwie, ale nie była zdolna zjednoczyć przez to całych Niemiec. To było zadanie dla nazizmu, który wiedział, w jaki sposób zwrócić się do wszystkich klas: od bezrobotnych do monopolistycznych kapitalistów.

Podobnie, {yootooltip title=[Jedność Ludowa] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Jedność Ludowa (Unidad Popular) – chilijska koalicja lewicowa dzięki, której Salvador Allende został w 1970 r. prezydentem Chile (przyp. red.).{/yootooltip} w Chile była w stanie kontrolować robotników, ale nie zgromadziła całego narodu wokół siebie. Wobec tego koniecznym stało się obalenie jej siłą. W przeciwieństwie do Chile, w Portugalii po listopadzie 1975 r. nie doszło (jeszcze?) do masowych represji i jeżeli aktualna władza twierdzi, że kontynuuje „rewolucję oficerów”, to nie dlatego, że siła klasy robotniczej i demokratycznych organizacji zapobiegła puczowi prawicy. Lewicowe partie i związki nigdy nie udaremniły żadnego takiego wydarzenia, z wyjątkiem tego, kiedy przewrót był przedwczesny, np. {yootooltip title=[pucz Kappa] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Pucz Kappa był nieudaną próbą przewrotu monarchistycznego w Republice Weimarskiej, dokonaną w marcu 1920 r. (przyp. red.).{/yootooltip} w 1920 r. Biały terror w Portugalii nie miał miejsca, ponieważ był niepotrzebny partii socjalistycznej, aż do dzisiaj jednoczącej za sobą całe społeczeństwo8.

Antyfaszyzm, czy się do tego przyznaje, czy nie, stał się konieczną formą zarówno dla klasy robotniczej, jak i kapitalistycznego reformizmu. Antyfaszyzm łączy w sobie oba, chcąc reprezentować prawdziwe ideały burżuazyjnej rewolucji zdradzonej przez kapitał. Demokracja jest postrzegana jako element socjalizmu, element już obecny w naszym społeczeństwie. Socjalizm postrzega się jako totalną demokrację. Walka o socjalizm miałaby być walką o coraz więcej demokratycznych praw w ramach kapitalizmu. Przy pomocy faszystowskiego kozła ofiarnego wzmacnia się {yootooltip title=[demokratyczny gradualizm] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Teoria polityczna zakładająca, iż zmiana społeczna następuje powoli, stopniowo, a nie w sposób gwałtowny, poprzez rewolucje czy powstania. Jest to jedna z istotnych cech konserwatyzmu oraz reformizmu (przyp. red.).{/yootooltip}. Faszyzm i antyfaszyzm mają te same korzenie i taki sam program, z tym że pierwszy chciał wyjść poza kapitał i klasy, podczas gdy drugi próbuje osiągnąć „prawdziwą” demokrację burżuazyjną, którą można doskonalić bez końca poprzez dodawanie coraz większych dawek demokracji. W rzeczywistości demokracja burżuazyjna jest etapem przejmowania władzy przez kapitał, a jej rozciągnięcie na XX w. zaowocowało wzrastającą izolacją jednostek. Zrodzona jako pozorne rozwiązanie problemu dotyczącego separacji ludzkiej aktywności i społeczeństwa, demokracja nigdy nie będzie w stanie uporać się z kwestią najbardziej w całej historii podzielonego społeczeństwa. Antyfaszyzm zawsze zakończy się wzrostem totalitaryzmu. Jego walka o „demokratyczne” państwo zakończy się wzmocnieniem państwa.

Z różnych powodów rewolucyjne analizy faszyzmu i antyfaszyzmu, a w szczególności analizy hiszpańskiej wojny domowej, która jest bardziej złożonym przykładem, są ignorowane, niezrozumiane lub regularnie przeinaczane. W najlepszym wypadku uznawane są za perspektywę idealistyczną, w najgorszym za pośrednie wsparcie dla faszyzmu. Zauważcie, mówią, że Włoska Partia Komunistyczna (PCI) pomogła Mussoliniemu, ponieważ nie chciała traktować faszyzmu poważnie, a szczególnie, dlatego, że nie połączyła sił z nurtami demokratycznymi; albo że Komunistyczna Partia Niemiec (KPD) pozwoliła Hitlerowi dojść do władzy, traktując SPD jak głównego wroga. Inaczej w Hiszpanii, będącej przykładem zdecydowanej walki antyfaszystowskiej, która mogłaby odnieść sukces, gdyby było więcej stalinistów – socjalistów – anarchistów (niepotrzebne skreślić). Te tezy oparte są na zniekształconych faktach.

Włochy i Niemcy


Na czele sprzecznych prawd znajduje się zniekształcona ocena wydarzenia, w którym przynajmniej jedna ważna część proletariatu walczyła z faszyzmem swoimi metodami i dla własnych celów – we Włoszech w latach 1918-1922. Ta walka nie była typowo antyfaszystowska – walczyć z kapitałem znaczyło walczyć tak samo z faszyzmem, jak przeciwko demokracji parlamentarnej. Ten epizod wiele znaczy, ponieważ ruch w tym wypadku był prowadzony przez komunistów, a nie przez reformistycznych socjalistów, którzy przyłączyli się do Kominternu (np. PCF) lub stalinistów konkurujących z nazistami w nacjonalistycznej demagogii (tak jak KPD mówiąc o „narodowej rewolucji” w latach 30.). Przewrotnie, robotniczy charakter walki pozwolił antyfaszystom odrzucić wszystko to, co rewolucyjne w doświadczeniach z Włoch – PCI, której liderami w tym czasie byli {yootooltip title=[Bordiga] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Amadeo Bordiga (1889-1970) – teoretyk marksizmu, założyciel Włoskiej Partii Komunistycznej. W latach 20 XX w. zwolennik taktyki organizowania robotniczego powstania co było sprzeczne z kominternowską strategią frontów ludowych. W 1924 r. wraz z grupą swoich zwolenników (z czasem nazwanych włoskimi lewicowymi komunistami) utracił wpływy w partii na rzecz stalinowskiej frakcji. Krytykował związek radziecki jako państwo kapitalistyczne. Był przeciwnikiem demokracji, której przeciwstawiał swoją wizję dyktatury proletariatu (przyp. red.).{/yootooltip} oraz lewicowi komuniści, jest oskarżane o faworyzowanie Mussoliniego podczas jego marszu do władzy. Epizod ten, bez jego idealizowania, jest wart zbadania, ponieważ pokazuje bez cienia dwuznaczności, że następujący po nim defetyzm rewolucjonistów względem wojny „demokracji” przeciwko „faszyzmowi” (hiszpańska wojna domowa lub II wojna światowa) nie jest stanowiskiem purytan dążących jedynie do „rewolucji”, bez chęci ruszenia się z miejsca aż do momentu nadejścia oczekiwanego wielkiego dnia. Ta rezygnacja była skutkiem nieobecności proletariatu w latach 20. i 30. jako siły historycznej. Wynikało to z jego przegranej, po tym, jak częściowo ukształtował się on w końcu I wojny światowej.

Faszystowskie represje nastąpiły dopiero po przegranej proletariatu. Nie stłumiły one sił rewolucyjnych, którymi jedynie tradycyjny ruch robotniczy mógł kierować przy użyciu bezpośrednich i pośrednich metod. Rewolucjoniści zostali pokonani przez demokrację, która nie wahała się użyć wszystkich możliwych środków, w tym działań zbrojnych. Faszyzm wyeliminował tylko pomniejszych przeciwników, takich jak reformistyczny ruch robotniczy, który stał się przeszkodą dla dalszego rozwoju. Kłamstwem jest przedstawianie przejęcia władzy przez faszyzm jako owocu walk ulicznych, w których faszyści pokonali robotników.

We Włoszech, tak jak w wielu innych krajach, rok 1919 był decydującym, ponieważ wtedy proletariat przegrał walkę, z powodu zarówno bezpośrednich działań państwa, jak i polityki wyborczej. Aż do 1922 r. państwo oferowało faszystom największą wolność działania: folgowanie w prawnych procedurach, jednostronne rozbrojenie robotników, okazjonalne wsparcie zbrojne, nie wspominając już memorandum {yootooltip title=[Bonomi] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Ivanoe Bonomi (1873-1951) – reformistyczny polityk włoski, dwukrotnie, w 1921 i 1943 r., obejmował urząd premiera Włoch. W czasie II wojny światowej aktywny w ruchu antyfaszytowskim (przyp. red.).{/yootooltip} z października 1921 r., które wysyłało 60 tys. oficerów do faszystowskich grup ofensywnych, aby odgrywali rolę liderów. Jeszcze przed zbrojną ofensywą faszystowską państwo nawoływało do... urn wyborczych. Podczas okupacji zakładów w 1920 r. państwo wycofało się z atakowania proletariuszy, pozwalając, z pomocą Powszechnej Konfederacji Pracy (CGL), która złamała strajki, wygasnąć ich walce. Co do „demokratów”, nie opierali się oni uformowaniu „bloku narodowego” (z liberałów i prawicy) – który w majowych wyborach 1921 r. przyjął faszystów. W czerwcu i lipcu 1921 r. PSI zawarła bezużyteczny i fałszywy „pakt pokojowy” z faszystami.

Trudno mówić o zamachu stanu z 1922 r. – miało raczej miejsce przekazanie władzy. „Marsz na Rzym” Mussoliniego (który, swoją drogą, wolał udać się tam pociągiem) nie był środkiem nacisku na legalny rząd, ale raczej propagandowym popisem. Ultimatum, które Mussolini postawił rządowi 24 października, nie groziło wojną domową – było ono ostrzeżeniem dla kapitalistycznego państwa (i w ten sposób było odebrane przez państwo), iż odtąd jedynie PNF stała się siłą zdolną utrzymać jedność państwa. Państwo bardzo szybko się podporządkowało. Stan wojenny ogłoszony po nieudanej próbie kompromisu został anulowany przez króla, który następnie polecił Mussoliniemu sformowanie nowego rządu (który obejmowałby również liberałów). Każda partia z wyjątkiem PCI i PSI osiągnęła porozumienie z PNF i w parlamencie głosowała na Mussoliniego. Władza dyktatora została ratyfikowana przez demokrację. Taki sam scenariusz został powielony w Niemczech. Prezydent Hindenburg (wybrany w 1932 r. przy wsparciu socjalistów, którzy widzieli w nim... bastion wobec Hitlera) mianował Hitlera kanclerzem, natomiast w pierwszym gabinecie Hitlera naziści stanowili jedynie mniejszość. Po pewnych oporach kapitał poparł Hitlera – odkąd ujrzał w nim polityczną siłę konieczną do utrzymania jedności państwa, zatem również społeczeństwa. (To, że kapitał nie przewidział pewnych wynikających z nazizmu form państwa to inna kwestia).

W obu krajach faszyzm był daleki od pokonania „ruchu robotniczego”. Jego organizacje, zupełnie niezależne od robotniczego ruchu społecznego, działały tylko po to, aby utrzymać swoje instytucjonalne istnienie i były gotowe zaakceptować każdą władzę polityczną, prawicową czy lewicową, która by je tolerowała. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) i związany z nią Powszechny Związek Robotników (UGT) współpracowały pomiędzy 1923 a 1930 r. z dyktaturą {yootooltip title=[Primo de Riviery] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Miguel Primo de Rivera y Orbaneja (1870-1930) – wojskowy dyktator Hiszpanii w latach 1923-1930. We wrześniu 1923 r., po bezkrwawym zamachu stanu, król Alfons XIII mianował go premierem. W efekcie gospodarczej klęski i narastającej opozycji, w styczniu 1930 r. został zmuszony do ustąpienia. Zmarł w dwa miesiące później w Paryżu (przyp. red.).{/yootooltip}. W 1932 r. niemieckie socjalistyczne związki zawodowe ustami swych liderów ogłosiły się niezależnymi od jakichkolwiek partii politycznych i obojętnymi na formę państwa oraz próbowały osiągnąć porozumienie z Schleicherem (nieszczęsny poprzednik Hitlera) a później z Hitlerem, który przekonał je, że narodowy socjalizm umożliwiłby im nieprzerwane funkcjonowanie. Po tym niemieccy związkowcy zniknęli za swastykami – w tym samym czasie, kiedy w 1933 r. pierwszy maja został mianowany „Świętem Niemieckich Robotników”. Naziści przeszli do zsyłania liderów związkowych do więzień i obozów, co natychmiast przyczyniło się do nadawania ocalałym z łapanek miana rozsądnych „antyfaszystów”.

We Włoszech związkowi liderzy chcieli osiągnąć porozumienie z faszystami o wzajemnej tolerancji. Kontaktowali się z PNF w końcu 1922 i w 1923 r. Na krótko przed objęciem władzy przez Mussoliniego deklarowali: „W tym momencie, gdy polityczne pasje są rozjątrzone, a dwie siły obce ruchowi związkowemu (PCI oraz PNF) ostro rywalizują o władzę, CGL uważa, że jej obowiązkiem jest ostrzec robotników przed interwencją partii lub politycznymi przetasowaniami mającymi na celu wciągnięcie proletariatu do walki, względem której musi się on zdecydowanie trzymać z daleka, jeśli nie chce skompromitować swojej niezależności”.

Z drugiej strony, w lutym 1934 r., w Austrii lewica z partii socjaldemokratycznej stawiła zbrojny opór siłom państwa, które okazało się zmierzać w stronę dyktatury i polubownych gestów względem faszystów. Walka ta nie miała rewolucyjnego charakteru, ale wynikała z faktu, iż w Austrii po roku 1918 nie było praktycznie żadnych starć ulicznych. Najbardziej bojowi proletariusze nie zostali pokonani, ale przetrwali w kręgach socjaldemokratycznych, które w ten sposób uchroniły pewne rewolucyjne tendencje. Oczywiście opór ten zaistniał spontanicznie i nie udało się go skoordynować.

Rewolucyjna krytyka tych wydarzeń nie dochodzi do wniosku „wszystko albo nic”, tak jakby trzeba było upierać się przy walce jedynie dla „rewolucji” i tylko po stronie najczystszych ideowo i najtwardszych komunistów. Mówi się nam, że należy walczyć o reformy, kiedy nie jest możliwe wzniecenie rewolucji – dobrze poprowadzona walka o reformy przygotowuje grunt pod rewolucję. Zawsze, gdy można zrobić wiele, można też mniej, ale gdy nie można zrobić choćby mało, niemożliwe jest zrobić więcej – kto nie wie jak się bronić, nie będzie umiał atakować itd. Wszystkie te uogólnienia zacierają sens. Od czasu Drugiej Międzynarodówki polemika pomiędzy marksistami nie skupia się na konieczności lub bezsensowności uczestnictwa komunistów w reformistycznych walkach, które i tak są rzeczywistością. Chodzi o to, by wiedzieć, czy dana walka sytuuje robotników pod kontrolą (bezpośrednio lub pośrednio) kapitału – a dokładniej jego państwa – i jaką pozycję rewolucjoniści muszą zająć w tym wypadku. Dla rewolucjonisty „walka” (słowo, którym rozkoszują się lewicowcy) sama w sobie nie ma wartości; najbardziej brutalne działania kończyły się często utworzeniem partii czy związków, które w konsekwencji okazywały się być wrogami komunizmu. Każda walka, nieważne jak bardzo na początku spontaniczna i jak pełna energii, która stawia robotników w pozycji zależności od kapitalistycznego państwa, może mieć tylko kontrrewolucyjną funkcję. Każda antyfaszystowska walka w imieniu mniejszego zła (lepsza jest kapitalistyczna demokracja niż kapitalistyczny faszyzm) jest jak wejście z deszczu pod rynnę. Ponadto kierując kogoś na działania państwowe, trzeba liczyć się ze wszystkimi konsekwencjami, włączając represje, które – jeżeli zajdzie konieczność – państwo będzie stosować przeciwko robotnikom i rewolucjonistom, którzy chcieliby pójść dalej – poza antyfaszyzm.

Zamiast obarczać Bordigę i PCI (z lat 1921 i 1922) całą odpowiedzialnością za triumf Mussoliniego, trzeba by raczej zastanowić się nad ciągłym niedorozwojem antyfaszyzmu, którego życiorys jest przygnębiająco negatywny – kiedy antyfaszyzm w ogóle zapobiegł lub spowolnił rozwój totalitaryzmu? II wojna światowa miała zagwarantować istnienie demokratycznych państw, ale demokracje parlamentarne są dziś tego zaprzeczeniem. W tak zwanych socjalistycznych państwach zanik tradycyjnej burżuazji oraz rządy państwowego kapitalizmu zaowocowały dyktaturami, które w żaden sposób nie były bardziej do przyjęcia niż wcześniejsze reżimy państw osi. Afryka, Azja i latynoska Ameryka funkcjonują w systemach jednopartyjnych lub militarnych dyktaturach. Przerażają nas tortury w Brazylii, jednakże demokracja meksykańska nie cofnęła się przed otwarciem ognia do demonstrantów w 1968 r., zabijając 300 ludzi. Przynajmniej pokonanie sił osi przyniosło pokój... ale tylko Europejczykom, nie milionom ludzi, którzy umarli w czasie nieustających wojen i ciągłego głodu. Krótko mówiąc, wojna w celu zakończenia wszelkich wojen i totalitaryzmów była klęską.

Odpowiedź antyfaszystów jest automatyczna: to wina amerykańskiego lub sowieckiego imperializmu, bądź obu razem. A na pewno – według najradykalniejszych – jest to wina ocalałego kapitalizmu i towarzyszącej mu nieprawości. Zgoda. Problem jednak pozostaje. Jak wojna wszczęta przez kapitalistyczne państwa mogła przynieść jakiekolwiek inne efekty niż tylko wzmocnienie kapitału?

Antyfaszyści (szczególnie „rewolucjoniści”) dochodzą do zupełnie przeciwnego wniosku, gdy wzywają do powstania nowej fali antyfaszyzmu, która musi być bezustannie radykalizowana, by mogła rozwijać się tak dalece, jak to możliwe. Nigdy nie zaprzestają potępiać faszystowskich „odrodzeń” lub „metod”, ale nigdy też nie wyciągają z nich wniosków na temat konieczności zniszczenia korzeni zła – kapitału. Raczej dochodzą do odwrotnego wniosku, mianowicie, iż należy powrócić do „prawdziwego” antyfaszyzmu, sproletaryzować go, wznowić syzyfową pracę polegającą na demokratyzacji kapitalizmu. Teraz można nienawidzić faszyzmu i kochać humanitaryzm, ale nic nie zmieni kwestii zasadniczej: 1) kapitalistyczne państwo (a to znaczy każde państwo) musi przejawiać się jako coraz bardziej represyjne i totalitarne; 2) wszystkie próby wywarcia presji na państwo, aby nadać mu kierunek bardziej przyjazny robotnikom lub bliższy „wolności”, w najlepszym wypadku spełzną na niczym, w najgorszym (co zwykle się dzieje) zakończą się wzmocnieniem iluzji, jakoby państwo było arbitrem ponad społeczeństwem, bardziej lub mniej neutralną siłą będącą ponad klasami.

Działacze lewicowi w nieskończoność powtarzają klasyczną marksistowską analizę państwa jako instrumentu klasowej dominacji i jednocześnie proponują, aby „posłużyć się” tym państwem. Podobnie, studiują dzieła Marksa o zniesieniu klasy robotników najemnych i wymiany, a następnie obracają kota ogonem i określają rewolucję jako ultrademokratyzację pracowników najemnych.

Niektórzy idą dalej. Przyjmują część rewolucyjnych tez, gdy głoszą, że odkąd kapitał jest synonimem „faszyzmu”, walka z faszyzmem o demokrację pociąga za sobą walkę z samym kapitałem. Ale na jakim polu oni walczą? Walka pod przewodnictwem jednego lub więcej kapitalistycznych państw – ponieważ utrzymują one kontrolę nad walką – jest zapewnieniem sobie przegranej w walce z kapitałem. Walka o demokrację nie jest skrótem pozwalającym robotnikom na rozpoczęcie rewolucji bez zdania sobie z tego sprawy. Proletariat pokona totalitaryzm tylko jeżeli zniesie demokrację i w tym samym czasie wszystkie inne polityczne formy. Do tego czasu „faszystowskie” i „demokratyczne” systemy będą powielane w czasie i przestrzeni; dyktatury przeobrażające się chcąc nie chcąc w demokracje i na odwrót; dyktatury współistniejące z demokracjami, jeden typ służący za kontrast i samousprawiedliwienie dla drugiego.

Z tego względu absurdem jest mówić, że demokracja jest korzystniejszym niż dyktatura systemem społecznym dla rewolucyjnej działalności, ponieważ ta pierwsza – zagrożona rewolucją – natychmiast zwraca się ku środkom dyktatorskim, tym bardziej wtedy, gdy „partie robotnicze” są u władzy. Jeśli ktoś chciałby doprowadzić antyfaszyzm do logicznego końca, musiałby naśladować pewnych lewicowych liberałów mówiących nam: ponieważ ruch rewolucyjny popycha kapitał w kierunku dyktatury, pozwólcie nam odwołać wszelką rewolucję i zadowólmy się podążaniem ścieżką reform tak daleko, jak to możliwe i dopóki, dopóty nie będziemy zagrażać kapitałowi. Taka przezorność jest jednak sama w sobie utopijna, ponieważ „faszyzacja”, której próbuje uniknąć, nie jest wynikiem jedynie rewolucyjnego działania, ale też kapitalistycznej koncentracji. Możemy spierać się o zakres czasowy i praktyczne rezultaty uczestnictwa rewolucjonistów w demokratycznych ruchach do początku XX w., ale tej możliwości już nie ma, odkąd kapitał osiągnął zupełną dominację nad społeczeństwem, jako że teraz tylko jeden typ polityki jest możliwy – demokracja staje się mistyfikacją i pułapką dla nieświadomych. Za każdym razem, gdy proletariusze polegają na demokracji, jako broni przeciw kapitałowi, wymyka się ona spod ich kontroli lub przeobraża w swoje przeciwieństwo... Rewolucjoniści odrzucają antyfaszyzm, ponieważ nie można walczyć wyłącznie przeciw JEDNEJ politycznej formie, nie wspierając tym samym innych, do których jednak antyfaszyzm się odwołuje. Błędem antyfaszyzmu nie jest walka z faszyzmem, ale wzniecanie takiej walki, która czyni tę pierwszą nieefektywną. Rewolucjoniści nie potępiają antyfaszyzmu za „niewszczynanie rewolucji”, ale za bezsilność w powstrzymaniu totalitaryzmu i za umacnianie – świadome lub nie – kapitału oraz państwa.

Nie tylko demokracja, praktycznie bez walki, poddaje się faszyzmowi, ale również faszyzm odtwarza demokrację potrzebną państwu z siłami społeczno-politycznymi. Przykładowo, w 1943 r. Włochy zmuszone były wstąpić do obozu zwycięzców, dlatego ich lider – „dyktator” Mussolini – znalazł się w mniejszości Wielkiej Rady Faszystowskiej i podporządkował demokratycznemu werdyktowi tego organu. Marshal Badoglio, jeden z wysokich urzędników faszystowskich, zwołał demokratyczną opozycję i uformował rząd koalicyjny. Mussoliniego aresztowano. We Włoszech wydarzenia te znane są jako „rewolucja 25 sierpnia 1943 r.”. Demokraci opierali się, ale nacisk ze strony Rosji i PCI zmusił ich w kwietniu 1944 r. do zaakceptowania kierowanego przez Badoglio rządu jedności narodowej, do którego należeli również Togliatti i Benedetto Croce. W czerwcu 1944 r. socjalista Bonomi utworzył radę ministrów, która wyłączyła faszystów ze swego kręgu. Ustanowiono tym samym trójpartyjną formułę (PCI – PSI – Chrześcijańska Demokracja), dominującą w pierwszych latach powojennego okresu. Widzimy zatem transformację, której chcieli i którą częściowo kierowali faszyści. W taki sam sposób, w jaki demokracja widziała w 1922 r. najlepszą drogę do uchronienia państwa – powierzenie sterów nad nim dyktaturze partii faszystowskiej – faszyzm w 1943 r. rozumiał, że jedynym środkiem utrzymania integralności narodu i ciągłości państwa było przywrócenie kontroli nad nim partiom demokratycznym. Demokracja sama przeobraża się w faszyzm i vice versa, zależnie od okoliczności. To, co się liczy, to przejęcie lub kombinacja politycznych form zapewniających przetrwanie państwa jako gwarancji utrzymania kapitalizmu. Zaznaczmy, że „powrót” do demokracji jest jednocześnie daleki od odnowienia w swym łonie walki klasowej. W rzeczywistości partie robotnicze dochodzące do władzy jako pierwsze stają do walki w imieniu narodowego kapitału. Stąd materialne poświęcenie i odrzucenie walki klasowej usprawiedliwiane potrzebą „pokonania w pierwszej kolejności faszyzmu” były wtłaczane w imieniu idei oporu po pokonaniu państw osi. Obie ideologie: faszystowska i antyfaszystowska są – w zależności od okoliczności – do przyjęcia w imieniu fundamentalnych, w danym momencie, interesów kapitału.

Od samego początku, zawsze, kiedy podnosi się krzyk „faszyzm nie przejdzie”, nie dość, że zawsze przechodzi, co dzieje się to w groteskowy sposób – rozgraniczenie pomiędzy faszyzmem i nie-faszyzmem przebiega wzdłuż linii będącej w ciągłym ruchu. Na przykład, francuska lewica ogłaszała zagrożenie „faszyzmem” po 13 maja 1958 r., jednak w tym samym czasie sekretarz generalny SFIO brał udział w pisaniu konstytucji V Republiki Francuskiej.

Portugalia i Grecja dały nowy przykład metamorfozy dyktatury w demokrację. Pod wpływem szoku związanego z zewnętrznymi okolicznościami (kwestia kolonialna dla Portugalii, konflikt cypryjski dla Grecji) kręgi militarne wolały znieść reżim, aby uchronić państwo. Demokraci rozumują i zachowują się tak samo, gdy „faszyści” zabiegają o władzę. Dzisiejsza Komunistyczna Partia Hiszpanii (PCE) przedstawia dokładnie ten punkt widzenia (jest to wciąż widoczne, niezależnie czy hiszpański kapitał chce i potrzebuje PCE): „Hiszpańskie społeczeństwo pragnie, aby cała transformacja dokonywała się w taki sposób, by zapewniała normalne funkcjonowanie – bez przewrotów i wstrząsów politycznych. Ciągłość państwa wymaga braku ciągłości reżimów”.

Ma miejsce przejście z jednej formy w drugą; przejście, z którego proletariat jest wykluczony i nad którym nie ma żadnej kontroli. Kiedy próbuje interweniować, kończy się to jego integracją z państwem, przez co kolejne walki stają coraz trudniejsze – wyraźnie pokazuje to przykład Portugalii.

Chile


Prawdopodobnie przykład Chile przyczynił się najbardziej do odnowienia fałszywej opozycji demokracja/faszyzm. Ten przypadek ilustruje, aż za dobrze, mechanizm zwycięstwa dyktatury przy potrójnej klęsce proletariatu.

Front Ludowy Chile w latach 30. obrał „oligarchię” na swojego wroga. Walka z oligarchiczną kontrolą władzy ustawodawczej, przedstawianą jako uciszanie najbardziej konserwatywnych sił, sprzyjała ewolucji w kierunku bardziej scentralizowanego systemu prezydenckiego ze wzmocnioną władzą państwa, zdolną do przeprowadzenia reform związanych np. z rozwojem przemysłowym. Front ludowy (który istniał głównie od 1936 do 1940 r.) odpowiadał sytuacji powstania miejskiej klasy średniej (burżuazja i pracownicy umysłowi) oraz walk klasy robotniczej. Ta ostatnia była organizowana przez socjalistyczną federację robotniczą (zdziesiątkowaną przez represje); przez anarchosyndykalistyczne CGT pozostające pod wpływami IWW i będące raczej słabym związkiem (20 do 30 tys. członków z całkowitej liczby 200 tys. związkowców); a szczególnie przez federację pozostającą pod wpływami partii komunistycznej. Strajki związków pracowników umysłowych w latach 20. wybuchały z taką samą gwałtownością jak strajki związków pracowników przemysłowych, z wyjątkiem tych dwóch bastionów wojowniczości klasy robotniczej: przemysłu azotanowego (później miedziowego) i węglowego. Pomimo że socjalistyczno-stalinistyczno-radykalna koalicja usiłowała przeprowadzić reformę rolną, nie udało się narzucić jej oligarchom. Koalicja niewiele zdziałała w celu odzyskania bogactw utraconych w wyniku eksploatacji surowców naturalnych (głównie azotanu) przez cudzoziemców, ale pokierowała przeskokiem do produkcji przemysłowej, jakiej Chile nigdy wcześniej i później już nie doświadczyło. Państwo za pomocą instytucji podobnych do tych wprowadzonych przez amerykański New Deal zapewniło główną część inwestycji i wprowadziło struktury kapitalizmu państwowego, koncentrującego się na przemyśle ciężkim i energii. Produkcja przemysłowa w tym czasie wzrastała o 10 proc. rocznie; od tego czasu do 1960 r. o 4 proc. rocznie i w latach 60. o 1 do 2 proc. rocznie. Ponowne zjednoczenie socjalistycznych i stalinowskich federacji robotniczych miało miejsce w końcu 1936 r. i jeszcze osłabiło CGT. Front Ludowy wykończył wszystko, co było poważnie wywrotowe. Reżim w postaci wspomnianej koalicji trwał do 1940 r., kiedy to partia socjalistyczna się wycofała. Niemniej rząd wspierany zarówno przez radykałów i partię komunistyczną, jak i popierany od czasu do czasu przez faszystowską falangę (prawicowi przodkowie Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Chile (PDC) i pierwszej partii lidera chrześcijańsko-demokratycznego {yootooltip title=[Eduardo Freia] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Eduardo Frei Montalva (1911-1982) – współtwórca chilijskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej. Kandydował w wyborach prezydenckich w 1952, 1958 i 1964; prezydent w latach 1964-1970. Działacz opozycji w okresie dyktatury generała Pinocheta. Jego najstarszy syn, Eduardo Frei Ruiz-Tagle był prezydentem Chile w latach 1994-2000 (przyp. red.).{/yootooltip}) zdołał się utrzymać do 1947 r. Partia komunistyczna wspierała reżim do 1947 r. – w tym roku została zdelegalizowana przez radykałów.

Lewica zawsze nam mówi, że fronty ludowe są wynikiem walki klasy robotniczej, ale takiej walki, która pozostaje w granicach kapitalizmu i przyspiesza jego modernizację. Jedność Ludowa jako cel powzięła uzdrowienie chilijskiego kapitału narodowego (którego PDC nie umiała chronić w latach 60.) poprzez integrację robotników. Ostatecznie chilijski proletariat przegrał trzy razy. Najpierw porzucając ekonomiczne zmagania, aby stanąć w jednym szeregu z siłami lewicy, akceptując nowe państwo, ponieważ było ono wspierane przez organizacje „robotnicze”. Allende w roku 1971 na pytanie:„Myślisz, że możliwe jest uniknięcie dyktatury proletariatu?” odpowiedział: „Myślę, że tak. Do tego właśnie dążymy”9.

Drugi raz klasa robotnicza została pokonana po zamachu stanu, doświadczając represji ze strony wojska, co w rzeczywistości było przeciwieństwem tego, w jaki sposób wydarzenie to zostało przedstawione przez lewicową prasę – ta pisała o „zbrojnym oporze”. Proletariusze zostali materialnie i ideologicznie rozbrojeni przez rząd Allende. Ten przy licznych okazjach zmusił ich do złożenia broni. Sam poprzez mianowanie generała na ministra spraw wewnętrznych zainicjował transformację w kierunku rządu wojskowego. Szukając schronienia w demokratycznym państwie, którego cechą wrodzoną jest nieuniknione dążenie do totalitaryzmu, proletariusze z góry skazali się na paraliż w obliczu prawicowego zamachu. Ważne porozumienie pomiędzy UP a PDC głosiło:„Pragniemy, aby policja i siły zbrojne nadal gwarantowały demokratyczny porządek, który pociąga za sobą uznanie zorganizowanej, hierarchicznej struktury armii i policji”.

Najbardziej haniebną porażką okazała się jednak trzecia. Trzeba tutaj obdarzyć międzynarodową skrajną lewicę medalem, na który zasłużyła. Po tym, jak wsparły kapitalistyczne państwo, aby się rozwijało, lewica i skrajna lewica prawiły niczym prorocy: „Ostrzegaliśmy was: państwo jest represyjną siłą kapitału”. Ci sami, którzy 6 miesięcy wcześniej podkreślali przedostanie się radykalnych elementów do armii lub wniknięcie rewolucjonistów do całego życia politycznego i społecznego, teraz powtarzali, że armia pozostaje tylko „armią burżuazji”, i że zawsze o tym wiedzieli...

Oczywiście, próbując najpierw usprawiedliwić swą nienaprawialną porażkę, zagrali na emocjach i szoku spowodowanym zamachem stanu, aby stłumić podjęte przez niektórych proletariuszy (w Chile i wszędzie indziej) próby wyciągnięcia lekcji z tych wydarzeń. Lewica, zamiast pokazać, co UP zrobiło, a czego mogło nie robić, wskrzeszała tę samą starą politykę, nadając jej lewicowe zabarwienie. Fotografia Allende chwytającego broń automatyczną podczas przewrotu stała się symbolem lewicowej demokracji, która w końcu postanowiła skutecznie walczyć z faszyzmem. Głosowanie jest OK, ale nie wystarcza – karabiny są też potrzebne. Oto lekcja, którą lewica wyciągnęła w Chile. Śmierć Allende – wystarczający „fizyczny” dowód porażki demokracji – jest maskowana jako dowód jego woli do walki.

„Jeśli zaś w praktyce okaże się, że ich interesy nie wzbudzają zainteresowania, siła zaś ich jest bezsilnością, wówczas winę ponoszą ci, którzy rozbijają stanowiący całość lud na różne wrogie obozy, albo armia była niezbyt zezwierzęcona i zbyt zaślepiona, ażeby w czystych celach demokracji rozpoznać swe własne dobro (…). W każdym razie demokrata wychodzi z najhaniebniejszej porażki równie nieposzkodowany, jak niewinnie się w niej uwikłał”10.

Wnikając w naturę UP, w sens tej słynnej walki (jednego dnia na głosy, drugiego na kule), w skrócie – w naturę kapitalizmu, komunizmu i państwa – w sumie to inna sprawa – luksus, na który nie może sobie pozwolić, kiedy „faszyzm atakuje”. Można by również zapytać, dlaczego przemysłowe „kordony” ledwo ruszyły się z miejsca. Teraz jest jednak czas, aby działać razem – przegrana jednoczy antyfaszystów bardziej niż zwycięstwo. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę sytuację w Portugalii, należy unikać wszelkiej krytyki, aby czasem nie uczynić czegoś, co hamowałoby „ruch”. W rzeczywistości jedną z pierwszych deklaracji portugalskich trockistów po 25 kwietnia 1974 r. było potępienie „ultralewicy”, która nie chciała podjąć gry w demokrację.

W skrócie, międzynarodowa skrajna lewica połączyła siły w utrudnianiu rozszyfrowania chilijskich wydarzeń po to, aby odsunąć proletariuszy jeszcze dalej od perspektywy komunistycznej. W ten sposób lewica przygotowuje powrót chilijskiej demokracji w dniu, w którym kapitał potrzebuje tego najbardziej.

Portugalia


Pomimo że portugalski wątek wciąż może być na nowo rozwijany, jest on zagadką nie do rozwiązania tylko dla tych (najliczniejszych), którzy nie wiedzą czym jest rewolucja. Rewolucjoniści choć szczerzy, pozostają jednak zdezorientowani i zmieszani w obliczu upadku ruchu, który kilka miesięcy wcześniej wydawał im się podstawą działalności. To niezrozumienie polega na dezorientacji. Portugalia ilustruje to, czego proletariat może dokonać, i pokazuje raz jeszcze, że kapitał musi się z tym liczyć. Działania proletariatu nie są może motorem historii, ale na politycznym i społecznym planie stanowią podstawę ewolucji każdego nowoczesnego państwa kapitalistycznego. Niemniej nowe wdarcie się na historyczną scenę nie jest automatycznie równoznaczne z rewolucyjnym postępem. Teoretyczne łączenie tych dwóch jest pomieszaniem rewolucji z jej przeciwieństwem. Mówienie o rewolucji portugalskiej jest pomyleniem rewolucji w ogóle z reorganizacją kapitału. Tak długo, jak długo proletariat pozostanie ekonomicznie i politycznie ograniczany przez kapitalizm, nie tylko podstawy społeczeństwa pozostaną nienaruszone, ale też wywalczone reformy (polityczne prawa oraz ekonomiczne podstawy) będą spychane na poziom efemerycznego istnienia. Cokolwiek kapitał uzna pod presją klasy robotniczej, w całości lub częściowo będzie z powrotem jej odebrane tak szybko, jak szybko zostanie złagodzony nacisk. Każdy ruch sam siebie skazuje na klęskę, jeśli ogranicza się do wywierania presji na kapitalizm. Dopóki proletariusze będą działać w ten sposób, dopóty będzie to tylko walenie głową o mur.

Portugalska dyktatura przestała być odpowiednią formą umożliwiającą rozwój narodowego kapitału, czego dowodzi jej niezdolność do rozwiązania kwestii kolonialnych. Kolonie nie przyniosły fortuny metropolii, co więcej, zdestabilizowały ją. Na szczęście, znalazła się gotowa do walki z „faszyzmem”... armia. Tylko armia jako jedyna zorganizowana siła w kraju mogła rozpocząć zmiany – ich skuteczne przeprowadzenie to już inna kwestia. Działając zgodnie z przyzwyczajeniem, ograniczone swoją rolą i dążeniem do władzy w ramach kapitału lewica i skrajna lewica odkryły „głęboki wywrotowy” potencjał armii. Podczas gdy wcześniej oficerowie pozostawali w ich oczach tylko kolonialnymi oprawcami, teraz lewica ujrzała w nich armię ludową. Z pomocą socjologii demonstrowała ona ludowe korzenie i aspiracje dowódców wojskowych, którzy rzekomo zwrócili się w stronę socjalizmu. Tak pozostało, aby kultywować dobre intencje tych oficerów, którzy – jak nam mówiono – chcieli być oświeconymi jedynie przez „marksistów”. Cały świat, od PS do najskrajniejszej lewicy, spiskował, aby ukryć prosty fakt, że kapitalistyczne państwo nie zniknęło, a armia pozostaje jego głównym instrumentem.

Wmówiono nam, że skoro udostępniono bojownikom klasy robotniczej pewne stanowiska aparatu państwowego, to państwo zmieniło swą funkcję. Ponieważ wyrażało się ono w populistycznym języku, uznano, że armia stoi po stronie robotników. Ponieważ zapanowała względna wolność słowa, uznano „demokrację robotniczą” (fundament socjalizmu, jak powszechnie wiadomo) za skutecznie ustanowioną. Z pewnością miały miejsce serie sygnałów ostrzegawczych oraz wskrzeszano władzę państwową w jej starej postaci. Niemniej ponownie, lewica i skrajna lewica dochodziły do wniosku, że należy wywierać coraz większy nacisk na państwo, nie atakując go; nie bały się przy tym, że mogą działać na korzyść „prawicy”. Wypełniły one jednak dokładnie program prawicy, a przy tym dokonały czegoś, do czego prawica jest zwykle niezdolna – integracji mas. Otwarcie się państwa na wpływy „lewicy” nie oznacza jego zaniku, ale raczej wzmocnienie. Lewica zaszczepiła ludową ideologię oraz robotniczy entuzjazm w służbie na rzecz budowy portugalskiego kapitalizmu narodowego.

Przyjaźń pomiędzy lewicą a armią była niepewna. Lewica przyciągnęła masy, armia zapewniła stabilizację pod groźbą użycia broni. Dla PCP oraz PS liczyło się ostrożne kontrolowanie mas. W tym celu musiały one fundować materialne przywileje, które z kolei były niebezpieczne dla słabego kapitalizmu. Stąd brały się sprzeczności i kolejne polityczne przetasowania. Organizacje „robotnicze” mogą ujarzmić i kierować robotnikami, ale nie dostarczać kapitałowi zysków, których ten wymaga. Wobec tego należało zlikwidować sprzeczności i przywrócić dyscyplinę. Rzekoma rewolucja pozwoliła wycieńczyć tych najrezolutniejszych, zniechęcić innych, odizolować, a w gruncie rzeczy rewolucjonistów poddać represjom. Następnie państwo brutalnie interweniowało, pokazując przekonująco, że nigdy nie zniknęło. Tym, którzy próbowali podbić państwo od wewnątrz, udało się jedynie utrzymać je w krytycznym momencie. Ruch rewolucyjny nie może istnieć tylko w Portugalii, ale jest zależny od szerszego kontekstu, a w każdym innym razie będzie mógł istnieć jedynie na innych zasadach niż kapitalistyczno-demokratyczny ruch kwietnia 1974 r.

Nawet w celach reformistycznych walka robotników stwarza trudności dla kapitału, a ponadto umożliwia proletariatowi niezbędne doświadczenie, aby ten mógł się przygotować do rewolucji. Walka przygotowuje przyszłość, ale przygotowania te mogą pójść w dwóch kierunkach (nic nie dzieje się automatycznie) – tak samo mogą one wzmocnić, jak i zdusić ruch komunistyczny. W tych okolicznościach dążenie do „autonomii” robotniczej działalności jest niewystarczające. Autonomia nie jest bardziej rewolucyjną zasadą niż „planowanie” mniejszości. Rewolucja nie potrzebuje demokracji bardziej niż dyktatury.

Proletariat utrzyma kontrolę nad walką tylko, jeżeli podejmie pewne środki. Gdy ograniczy się do reformistycznego działania, prędzej czy później walka wymknie się mu spod kontroli – przejmie ją wyspecjalizowany organ typu syndykalnego, który może się nazywać związkiem lub „komitetem fabrycznym”. Autonomia sama w sobie nie jest rewolucyjną wartością. Każda forma organizacji zależy od istoty celu, dla którego została stworzona. Nacisk nie może być położony na osobistą aktywność robotników, ale na komunistyczną perspektywę, której realizacja sama skutecznie pozwala robotniczej działalności uniknąć dostania się pod kierownictwo tradycyjnych partii i związków. Istota działalności jest determinującym kryterium: rewolucja nie jest jedynie kwestią tego, czego chce „większość”. Nadając naczelne znaczenie robotniczej autonomii, kierujemy się w ślepy zaułek.

{yootooltip title=[Oparaismo] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Ruch powstały we Włoszech na początku lat 60. XX w. Jego twórcy opierali się na krytyce związków zawodowych, które ze względu na swój etatyzm, są wyalienowane od klasy robotniczej, przez co stanowią narzędzie kapitału, ograniczające robotniczą walkę. Operaismo stanowi część tradycji marksizmu autonomistycznego. Autonomizm akceptuje marksistowski podział społeczeństwa na klasy oraz koncepcję walki klasowej jako głównego motoru zmian społecznych. Za najskuteczniejszą formę walki klasowej uważa bezpośrednią aktywność robotników poza tradycyjnymi strukturami politycznymi. W odróżnieniu jednak od tradycyjnego marksizmu do klasy robotniczej zalicza również bezrobotnych i studentów, jako grupy posiadające wspólny interes z robotnikami najemnymi. Tendencja ta jest związana z niemarksistowskimi ruchami o charakterze emancypacyjnym, takimi jak feministyczny, mniejszości seksualnych czy rasowych, ekologiczny... Operaismo (wł.), (workerism, ang.) pochodzi od włoskiego operaio – robotnik. Termin operaismo w języku polskim nie posiada swojego odpowiednika a przetłumaczyć go można przy pomocy neologizmu „robotnictwo”, który nie jest szczególnie udaną formą. W związku z tym pozostajemy przy włoskim oryginale. (przyp. red.).{/yootooltip} bywa czasem zdrową odpowiedzią na sytuację, ale jest niewątpliwie katastroficzny, kiedy staje się celem samym w sobie. Operaismo często odżegnuje się od decydujących dla rewolucji zadań. W imię robotniczej „demokracji” ogranicza proletariat do ram kapitalistycznej przedsiębiorczości i związanych z nią problemów produkcji (nie ukazując rewolucji jako obalenia samej przedsiębiorczości). Ponadto operaismo mityzuje problem państwa. W najlepszym wypadku odkrywa na nowo rewolucyjny syndykalizm.

Hiszpania: wojna czy rewolucja?


Demokracja wszędzie kapitulowała przed dyktaturą, a ściślej – witała dyktaturę z otwartymi rękami. A Hiszpania? Nie stanowi tutaj szczęśliwego wyjątku – reprezentowała skrajny przypadek zbrojnego starcia pomiędzy demokracją i faszyzmem bez zmiany natury owej walki. Zawsze są to dwie opozycyjne względem siebie formy kapitalistycznego rozwoju, dwie polityczne formy kapitalistycznego państwa, dwa systemy państwowe spierające się nad legitymacją legalnego i zwyczajnie kapitalistycznego państwa. Poza tym konfrontacja była ostra, ponieważ robotnicy sami sformowali szyki bojowe przeciwko faszyzmowi. Złożoność hiszpańskiej wojny wynika z tego podwójnego aspektu: wojny domowej (proletariat przeciwko kapitałowi) przeistaczającej się w wojnę kapitalistyczną (proletariusze obu obozów, wspierający rywalizujące struktury kapitalistycznego państwa).

Po tym, jak ułatwiono rebeliantom, pod każdym względem, przygotowanie się, republika zamierzała negocjować i/lub poddać się, gdy proletariusze wystąpili przeciwko faszystowskiemu zamachowi stanu, nie dopuszczając do jego sukcesu na teranie połowy kraju. Hiszpańska wojna nie rozpoczęłaby się bez tego autentycznego powstania robotniczego (które było czymś więcej niż spontanicznym wybuchem). Tylko to jednak nie wystarcza, aby scharakteryzować całą hiszpańską wojnę oraz następujące po niej wydarzenia. Opisuje to tylko pierwszy okres walki, która była faktycznie powstaniem proletariatu. Robotnicy, po tym jak w wielu miastach pokonali faszystów, przejęli władzę. Taka sytuacja miała miejsce zaraz po powstaniu, ale co dalej zrobili z tą władzą? Czy oddali ją z powrotem w ręce państwa republikańskiego, czy wykorzystali ją, aby pójść dalej w kierunku komunizmu? Zaufali legalnemu rządowi, tj. istniejącemu państwu kapitalistycznemu. Każde ich kolejne działania były podejmowane pod kierunkiem tego państwa. To jest kluczowy punkt. Chodzi tu o to, że cały ruch hiszpańskiego proletariatu w swojej walce zbrojnej przeciwko Franco i podczas przemian socjoekonomicznych, umiejscawiał się bezpośrednio w ramach struktury kapitalizmu i mógł mieć tylko kapitalistyczną naturę. Jego prawdziwe próby, aby pójść dalej, miały miejsce w sferze społecznej (wspomnimy o tym później); lecz te próby pozostały hipotetyczne tak długo, jak utrzymywano państwo kapitalistyczne. Zniszczenie państwa jest niezbędnym (lecz nie wystarczającym) warunkiem komunistycznej rewolucji. W Hiszpanii prawdziwa władza była sprawowana przez państwo, a nie przez organizacje, kolektywy, związki, komitety itd. Dowodem na to jest to, że potężne CNT musiało poddać się PCE (bardzo słabej przed czerwcem 1936 r.). Można to zweryfikować poprzez oczywisty fakt, że państwo było w stanie brutalnie użyć swojej siły wtedy, kiedy było trzeba (maj 1937 r.). Nie ma rewolucji bez zniszczenia państwa.<

„To jedna ze szczególnych cech rewolucji, że gdy ludzie zdają się być tuż o krok od wielkiego początku i rozpoczęcia nowej ery, dają się zwodzić przez złudzenia z przeszłości i oddają całą władzę oraz wpływy, które tak dzielnie wywalczyli, w ręce ludzi, którzy reprezentują albo przynajmniej przypuszcza się, że reprezentują, ruch ludowy minionej epoki”11.

Nie możemy porównywać uzbrojonych „kolumn” robotniczych z drugiej połowy 1936 r. z ich późniejszą militaryzacją i redukcją do poziomu organów armii burżuazyjnej. Te dwie fazy istotnie się różnią, lecz nie w tym sensie, że nierewolucyjna faza nastąpiła po fazie rewolucyjnej: najpierw nastąpiła faza zduszenia rewolucyjnego przebudzenia, podczas którego ruch robotniczy przejawiał pewną autonomię, pewien entuzjazm oraz, rzeczywiście, komunistyczną postawę doskonale opisaną przez Orwella12. Po czym faza ta, z pozoru rewolucyjna, lecz faktycznie tworząca podstawy dla klasycznej wojny przeciwko proletariatowi, dała zielone światło temu, co zapowiadała.

Kolumny opuściły Barcelonę, aby walczyć z faszystami w innych miastach, głównie w Saragossie. Gdyby miały zamiar rozszerzyć rewolucję poza obszary republikańskie, niezbędne byłoby albo wcześniejsze, albo równoczesne ich zrewolucjonizowanie13. {yootooltip title=[Durruti] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Buenaventura Durruti – hiszpański anarchista, działacz polityczny i związkowy. Po 19 lipca 1936 r. był głównym organizatorem anarchistycznych milicji robotniczych. 23 lipca przygotował wymarsz na Saragossę na froncie aragońskim, dowodząc ochotniczymi oddziałami anarchistycznymi znanymi jako Kolumna Durruti. 20 listopada 1936 r. został śmiertelnie ranny podczas walk o Madryt (przyp. red.).{/yootooltip} wiedział, że instytucja państwa nie została zniszczona, lecz ignorował ten fakt. W trakcie marszu jego kolumna, składająca się w 70 proc. z anarchistów, naciskała na kolektywizację. Milicja pomagała chłopom i nauczała ich idei rewolucyjnych. Ale „przyświeca nam tylko jeden cel: zniszczyć faszystów”. Durruti dobrze to ujął: „nasza milicja nigdy nie będzie bronić burżuazji, oni po prostu nie będą jej atakować”. Noc przed swoją śmiercią (21 listopada 1936 r.) Durruti stwierdził:„Jedna myśl, jeden cel (...): zniszczenie faszyzmu (...) w dzisiejszych czasach nikt nie przejmuje się podwyżkami cen czy zmniejszeniem ilości godzin pracy (...). Aby się poświęcić i pracować tyle, ile jest wymagane (...) powinniśmy stać się twardzi jak blok granitu. Nadszedł moment, aby związki i organizacje polityczne skończyły ze swoim wrogiem raz na zawsze. Poza działaniami na froncie potrzebne są nam umiejętności administracyjne (...) gdy ta wojna się skończy, nie prowokujmy poprzez naszą niekompetencję kolejnej wojny domowej pomiędzy nami samymi (...) aby przeciwstawić się faszystowskiej tyranii, musimy pokazać jedną siłę: musi istnieć jedna organizacja z jedną dyscypliną”.

Wola walki nie może nigdy służyć jako substytut walki rewolucyjnej. Co więcej, przemoc polityczna jest łatwo przejmowana do celów kapitalistycznych (co udowadniają ostatnie przejawy terroryzmu). Fascynacja „walką zbrojną” obraca się przeciwko proletariuszom, jak tylko skierują swoje ciosy wyłącznie w kierunku konkretnej formy państwa, a nie państwa jako takiego.

W różnych warunkach ewolucja wojskowa obozu antyfaszystowskiego (powstanie, po którym pojawiły się milicje, a w końcu regularna armia) przypomina antynapoleońską wojnę partyzancką opisaną przez Marksa: „Zestawiając trzy okresy wojny partyzanckiej z polityczną historią Hiszpanii można dostrzec, że odpowiadają one poszczególnym etapom wygasania entuzjazmu w masach ludowych pod wpływem rządu opanowanego przez nastroje kontrrewolucyjne. Wojna partyzancka zaczęła się od powstania całej ludności, następnie prowadziły ją oddziały partyzanckie, dla których zapleczem były całe okręgi, aż skończyła się na formowaniu nieregularnych jednostek wojskowych, które w każdej chwili mogły się były bądź przekształcić w gromadę bandytów, bądź też przekształcić się w regularne pułki”14.

Nie można porównywać ze sobą tych dwóch sytuacji, ale wojskowej ewolucji z 1936, tak jak z 1808 r., nie można wytłumaczyć jedynie przez względy „techniczne” związane ze sztuką wojenną: trzeba również rozważyć stosunki pomiędzy politycznymi i społecznymi siłami oraz ich przekształcenia w sensie antyrewolucyjnym. Zauważmy, że „kolumny” z 1936 r. nawet nie odniosły sukcesu w wojnie przeciwko frankistom i utknęły przed Saragossą. Kompromis przywołany wcześniej przez Durrutiego – konieczność jedności za wszelką cenę – mógłby jedynie oddać zwycięstwo najpierw państwu republikańskiemu (nad proletariatem), a następnie Franco (nad państwem republikańskim).

Na pewno to, co wydarzyło się w Hiszpanii, było zaczątkiem rewolucji, ale próba ta nie udała się jak tylko proletariusze zaczęli wierzyć w istniejące państwo. Nie ma już nawet większego znaczenia, jakie były ich intencje. Pomimo tego, że ogromna większość proletariatu, która była gotowa do walki przeciwko Franco pod przewodnictwem państwa, wolała trzymać się realnej władzy bez względu na wszystko inne i wspierała państwo jedynie ze względu na wygodę, determinującym czynnikiem było ich działanie, a nie ich intencje. Po tym, jak zorganizowali się, aby obalić zamach stanu, po tym, jak nauczyli się podstaw autonomicznej struktury wojskowej (milicji), robotnicy zgodzili się pozostać pod kierownictwem koalicji „organizacji robotniczych” (większość z nich była otwarcie kontrrewolucyjna), które zaakceptowały władzę legalnego państwa. Na pewno niektórzy proletariusze mieli nadzieję na odzyskanie realnej władzy (o którą skutecznie walczyli, jednak przez bardzo krótki okres), pozostawiając oficjalnemu państwu jedynie pozory posiadania władzy. To był prawdziwy błąd, za który drogo zapłacili.

Niektórzy krytycy wcześniejszej analizy zgadzają się z naszym postrzeganiem wojny hiszpańskiej, lecz nalegają na to, że sytuacja ta była „otwarta” i mogła ewoluować. Dlatego trzeba było wspierać autonomiczny ruch hiszpańskich proletariuszy (przynajmniej do maja 1937 r.), nawet jeśli ten ruch stosował formy raczej nieodpowiednie w danej sytuacji. Ruch ewoluował i trzeba było wesprzeć jego dojrzewanie. Odpowiemy na to, że było wręcz przeciwnie, autonomiczny ruch hiszpańskiego proletariatu szybko zniknął, ponieważ został wchłonięty przez strukturę państwa, które dość szybko dławiło każdą radykalną tendencję. Do połowy 1937 r. wszyscy o tym wiedzieli, lecz „krwawe dni Barcelony” służyły tylko temu, aby ukazać rzeczywistość, która istniała od końca czerwca 1936 r.: efektywna władza została przekazana z rąk robotników w ręce państwa kapitalistycznego. Dodajmy jeszcze dla tych, którzy na równi traktują faszyzm i dyktaturę burżuazji, że rząd republikański używał „metod faszystowskich” przeciwko robotnikom. Oczywiście liczba ofiar była o wiele mniejsza w porównaniu z represjami Franco, lecz wiąże się to z odmienną funkcją tych dwóch rodzajów represji, demokratycznych i faszystowskich. Podstawowy podział pracy: grupa docelowa rządu republikańskiego była o wiele mniejsza (niekontrolowalne elementy, POUM, lewa strona CNT).

Październik 1917 r. i czerwiec 1936 r.


Oczywiste jest, że rewolucja nie rodzi się w jeden dzień. Zawsze istnieje rozproszony ruch w wielu formach. Problemem jest zdolność ruchu rewolucyjnego do działania w coraz bardziej wyraźny sposób i do nieodwracalnego pochodu naprzód. Porównania Rosji i Hiszpanii, często nieudolne, dobrze to ukazują. Pomiędzy lutym a październikiem 1917 r. sowiety stanowiły siłę odpowiadającą władzy państwa. Przez dość długi czas wspierały prawomocne państwo i przez to nie działały w sposób rewolucyjny. Można nawet stwierdzić, że sowiety były kontrrewolucyjne. Nie oznacza to jednak, że przyjęły stałe pozycje – właściwie to były stroną w długiej i gorzkiej walce pomiędzy ówczesnymi rewolucjonistami (reprezentowanymi głównie, lecz nie jedynie, przez bolszewików) i różnymi mediatorami. Dopiero pod koniec tej walki zajęły pozycję w opozycji do państwa15. W lutym 1917 r. byłoby absurdem, gdyby komunista twierdził, iż: sowiety zachowują się w sposób nierewolucyjny, potępiam je i będę walczył przeciwko nim. Sowiety bowiem nie posiadały wówczas stabilnych pozycji. Konflikt, który ożywiał je, przez kilka miesięcy nie był walką idei, lecz odzwierciedleniem sprzecznych interesów.

„To właśnie interesy – a nie zasady – wprawią rewolucję w ruch. Właściwie to zasady rozwijają się właśnie z powodu interesów i to tylko i wyłącznie z ich powodu; co oznacza, że rewolucja nie będzie jedynie polityczna, lecz również socjalna”16.

Rosyjscy robotnicy i chłopi pragnęli pokoju, ziemi oraz reform demokratycznych, których rząd nie był w stanie zapewnić. Ten antagonizm tłumaczy rosnącą wrogość, prowadzącą do konfrontacji, która oddzieliła rząd od mas. Co więcej, wcześniejsze walki klasowe doprowadziły do uformowania się rewolucyjnej mniejszości, która wiedziała mniej lub więcej czego chce (porównaj z ciągłym niezdecydowaniem przywództwa bolszewików po lutym), oraz która organizowała się dla tych celów, podnosząc żądania mas, aby użyć ich przeciwko rządowi. W kwietniu 1917 r. Lenin powiedział: „Jeśli mówimy o wojnie domowej, zanim jeszcze ludzie zrozumieli jej konieczność, wówczas bez wątpienia popadamy w blankizm. (…) karabiny są w rękach żołnierzy, a nie w rękach kapitalistów; kapitaliści radzą sobie obecnie nie przemocą, lecz oszustwem i krzyczeć teraz o przemocy nie można, jest to niedorzeczność. (…) Na razie wyrzekamy się tego hasła, ale tylko na razie”17. Jak tylko doszło do zmiany wśród sowietów (we wrześniu), Lenin wezwał do zbrojnego przejęcia władzy...

Nic takiego nie miało miejsca w Hiszpanii. Pomimo częstotliwości i przemocy, seria konfrontacji, które odbyły się po I wojnie światowej, nie służyła zjednoczeniu proletariuszy jako klasy. Ograniczeni do walki z użyciem przemocy z powodu represji wobec ruchu reformistycznego, nieustannie walczyli, lecz nie udało im się skoncentrować swoich uderzeń w kierunku wroga. W tym sensie nie było „partii” rewolucyjnej w Hiszpanii. Nie dlatego, że rewolucyjna mniejszość nie zdołała się zorganizować: to byłoby postrzeganiem tego problemu ze złej strony. Było tak raczej dlatego, że walki, jak bardzo zajadłe by nie były, nie skutkowały wytworzeniem się wyraźnej opozycji klasowej pomiędzy kapitałem a proletariatem. Mówienie o „partii” ma sens tylko wtedy, gdy rozumiemy ją jako organizację ruchu rewolucyjnego. Ten ruch był jednak zawsze zbyt słaby, zbyt rozproszony (nie przestrzennie, lecz w stopniu, w jakim rozproszone były jego uderzenia), nie atakował samego serca wroga, nie uwolnił się od przewodnictwa CNT, organizacji zasadniczo reformistycznej, na co skazane są wszystkie organizacje syndykalistyczne, pomimo presji ze strony radykalnych bojowników. Przykład hiszpański ukazuje, że intensywność walki klas – nie do podważenia w Hiszpanii – niekoniecznie niesie za sobą działania rewolucyjne i przez to nie zachęca „partii” rewolucyjnej do kontynuacji działań. Hiszpańscy proletariusze zawsze chętnie poświęcali swoje życie (czasami bez powodu), lecz nigdy nie przezwyciężyli bariery, która dzieliła ich od ataku na kapitał (państwo i system ekonomiczny). Brali w ręce broń, rozpoczynali spontaniczne inicjatywy (wolnościowe komuny przed 1936 r., późniejsze kolektywizacje), lecz nie szli dalej. Bardzo szybko przejęli kontrolę nad milicjami Centralnego Komitetu Milicji. Niemniej ani ten organ, ani żaden inny, który powstał na tej fali nastrojów w Hiszpanii, nie może być porównany do rosyjskich sowietów. „Wieloznaczna pozycja KC Milicji” równocześnie „ważny dodatek Generalicji” (rządu katalońskiego) oraz „pewien rodzaj komitetu koordynującego różne antyfaszystowskie organizacje wojskowe” sugerowały zintegrowanie z państwem, ponieważ były podatne na wpływy organizacji, które rozprawiały na temat (kapitalistycznej) władzy państwa18.

W Rosji toczyła się walka pomiędzy radykalną mniejszością, zorganizowaną i zdolną przedstawić perspektywę rewolucyjną, a większością sowietów. W Hiszpanii elementy radykalne, w cokolwiek by nie wierzyły, akceptowały pozycję większości: Durruti wyruszył do walki przeciwko Franco, pozostawiając za sobą nienaruszone państwo. Gdy radykałowie rzeczywiście przeciwstawili się państwu, nie chcieli zniszczyć organizacji „robotniczych”, które ich „zdradzały” (w tym CNT i POUM). Ważna różnica, powód, dla którego nie było „hiszpańskiego października”, to nieobecność prawdziwego konfliktu interesów pomiędzy proletariuszami a państwem. „Obiektywnie” proletariat i kapitał stoją w opozycji, lecz ta opozycja istnieje na poziomie pryncypiów, co w tym wypadku nie przekłada się na rzeczywistość. W swoim skutecznym ruchu społecznym, hiszpański proletariat nie był zmuszony do stawienia jednym frontem czoła kapitałowi i państwu. W Hiszpanii nie było palących żądań, odczuwanych jako absolutnie potrzebne, które mogłyby zmusić robotników do ataku na państwo w celu ich zrealizowania (tak jak w Rosji, gdzie żądano pokoju, ziemi itd.). Ta nieantagonistyczna sytuacja była połączona z nieobecnością „partii”, co w dużej mierze zadecydowało o przebiegu wydarzeń, zapobiegając późniejszemu dojrzewaniu i wybuchowi antagonizmu. Porównując to do niestabilności w Rosji pomiędzy lutym a październikiem, Hiszpania znajdowała się na drodze do normalizacji od początku sierpnia 1936 r. Armia państwa rosyjskiego rozpadła się po lutym 1917 r., natomiast hiszpańska połączyła się ponownie po czerwcu 1936 r., jednak w nowej, „ludowej” formie.

Komuna Paryska


Jedno z (wielu) porównań zasługuje na uwagę i zmusza nas do skrytykowania standardowego poglądu marksistowskiego. Po Komunie Paryskiej, Marks wyraził swoje słynne stwierdzenie: „(...) klasa robotnicza nie może po prostu objąć w posiadanie gotowej maszyny państwowej i puścić ją w ruch dla swoich własnych celów”19. Marksowi jednak nie udało się jasno rozróżnić ruchu powstańczego rozpoczętego 18 marca 1871 r. od jego późniejszego przeobrażenia, które zakończyło się 26 marca wybraniem „Komuny”. Pod pojęciem „Komuny Paryskiej” rozumie się obydwie te fazy, co ukrywa jej ewolucję. Pomimo niejednorodności ruch był początkowo zdecydowanie rewolucyjny, rozwijał walki społeczne w imperium. Niemniej ruch ten chciał następnie przybrać strukturę polityczną oraz kapitalistyczną treść. W końcu wybrana Komuna zmieniła tylko zewnętrzne formy burżuazyjnej demokracji. Gdyby biurokracja i stała armia stały się charakterystycznymi cechami państwa kapitalistycznego, nadal nie stanowiłyby jego istoty. Marks zaobserwował, iż: „Komuna urzeczywistniła hasło wszystkich rewolucji burżuazyjnych - tani rząd - usuwając dwie największe pozycje wydatków: armię i biurokrację”20.

Jak wiadomo, wybrana Komuna była w dużej mierze zdominowana przez burżuazyjnych republikanów. Komuniści, ostrożni i reprezentowani w niewielkiej liczbie, zostali wcześniej zobligowani do wypowiadania się w prasie republikańskiej do tego stopnia słaba była ich organizacja, zatem nie wnosili wiele w życie wybranej Komuny. Jeśli chodzi o program Komuny – to decydujące kryterium – wyjątkowo zwiastował on program III Republiki. Nawet bez żadnego makiawelizmu części burżuazji, wojna Paryża przeciwko Wersalowi (nie przez przypadek bardzo słabo przeprowadzona) służyła osłabieniu treści rewolucyjnej i skierowaniu początkowego ruchu w kierunku czysto militarnych działań. Ciekawe, że Marks definiował rządową formę Komuny przede wszystkim ze względu na jej sposób funkcjonowania, a nie na to, co faktycznie robiła. Była ona „(...) prawdziwą przedstawicielką wszystkich zdrowych żywiołów społeczeństwa francuskiego, a więc prawdziwym rządem narodowym”21. Nie będziemy w stanie zbadać tutaj, dlaczego Marks przyjął tak sprzeczną pozycję (przynajmniej publicznie, w czasie Pierwszej Międzynarodówki, ponieważ prywatnie był bardziej krytyczny)22. W każdym razie mechanizm uciszania ruchu rewolucyjnego przypominał ten z roku 1936. Tak jak w 1871 r., hiszpańska republika używała hiszpańskich i zagranicznych elementów radykalnych jako mięsa armatniego (naturalnie tych najbardziej nastawionych na zniszczenie faszyzmu), sama tak naprawdę nie walcząc na poważnie, nie używając wszystkich środków, które miała do dyspozycji. Przy barku analizy klasowej tej władzy (takiej, jak w przykładzie z 1871 r.), fakty te jawią się jako „błędy”, i rzeczywista „zdrada”, lecz nie reprezentują nigdy swojej własnej logiki.

Meksyk


Możliwa jest też inna analogia. Podczas rewolucji burżuazyjnej w Meksyku większa część zorganizowanej klasy robotniczej współpracowała w tamtym czasie z demokratycznym i postępowym państwem w celu odparcia burżuazji i zapewnienia ochrony swoich własnych interesów jako pracowników najemnych w ramach kapitału. „Czerwone bataliony” w latach 1915-1916 reprezentowały sojusz wojskowy pomiędzy ruchem związkowym a państwem, na którego czele stał w tamtym czasie Carranza. Założone w 1912 r. Casa del Obrero Mundial (COM) zadecydowały o „zawieszeniu profesjonalnych organizacji związkowych” i o walce wraz z państwem republikańskim przeciwko „burżuazji i jej bezpośrednim sojusznikom – zawodowej armii i klerowi”. Część ruchu robotniczego nie zgadzała się z tym i przy pomocy siły przeciwstawiła się COM i jego sojusznikowi, państwu. COM „próbowały uzwiązkowić robotników wszelkiej maści na polu konstytucyjnym przy wsparciu armii”. Czerwone bataliony walczyły równocześnie przeciwko innym siłom politycznym aspirującym do kontrolowania państwa kapitalistycznego („reakcjonistom”), przeciwko chłopskiej rebelii oraz radykalnym robotnikom23.

Warto zauważyć, że bataliony te organizowały się według kryterium zawodu lub branży (drukarze, pracownicy kolei itd.). Podczas wojny w Hiszpanii niektóre odziały milicji również przyjmowały nazwy branżowe. Podobnie, w 1832 r. w Lyonie podczas powstania robotnicy przemysłu włókienniczego organizowali się w grupy dowodzone przez brygadzistów. Tym sposobem powstali oni z bronią w ręku jako robotnicy najemni, by bronić istniejącego systemu pracy przeciwko „wykroczeniom” kapitału. Podobnie różnią się siebie rewolta z 1832 r. przeciwko państwu, od przykładu meksykańskiego i hiszpańskiego, podczas których zorganizowani robotnicy bronili państwa. Chodzi tutaj o to, by zrozumieć sens walki klasowej, która bazuje na organizacji pracy jako takiej. Nie ważne, czy integruje się ona z państwem, czy nie, walka ta skazana jest na porażkę, albo ze względu na wchłonięcie jej przez państwo, albo ze względu na represje z jego strony. Ruch rewolucyjny może podbić państwo tylko jeśli proletariusze wykroczą poza podstawowe powstanie (choćby zbrojne), które nie atakuje pracy najemnej jako takiej. Robotnicy najemni mogą przewodzić walce zbrojnej jedynie poprzez zniszczenie swojego własnego statusu.

Wojny imperialne


W celu rozpoczęcia rewolucji, niezbędne jest choćby zapoczątkowanie ataków przeciwko źródłom społeczeństwa: państwu i organizacji gospodarczej. Do tego właśnie doszło w Rosji w lutym 1917 r., po czym powoli nabierało rozpędu... Nie można mówić o takich początkach w Hiszpanii, gdzie proletariusze podporządkowali się państwu. Od samego początku wszystko, co robili (walka zbrojna przeciwko Franco, społeczna transformacja) było przeprowadzane pod egidą kapitału. Najlepszym tego dowodem jest nagły rozwój tych działań, których nie są w stanie wyjaśnić lewicowi antyfaszyści. Walka zbrojna szybko zamieniła się w praktykowanie statycznych metod burżuazyjnych, które zostały zaakceptowane przez skrajną lewicę ze względu na ich skuteczność (a które niemal zawsze dowodziły swojej nieskuteczności). Demokratyczne państwo nie może kontynuować walki zbrojnej przeciwko faszyzmowi, jeśli nie może zapobiec jego pokojowemu dojściu do władzy. Całkowicie normalna w przypadku burżuazyjnego państwa demokratycznego jest odmowa zastosowania metod walki społecznej, wymaganych do demoralizacji wroga, zamiast tradycyjnej walki na frontach, gdzie nie ma ono szans podczas zetknięcia z nowoczesną armią, lepiej wyposażoną i wyszkoloną do tego rodzaju walki. Jeśli chodzi o uspołecznienie i kolektywizację, tu podobnie brakowało sił sprawczych komunizmu. Zwłaszcza z powodu braku zniesienia państwa, które nie dopuściło do zorganizowania gospodarki nieopartej na zysku na poziomie całego społeczeństwa, i które podzieliło społeczeństwo na wyizolowane, przypadkowo powołane społeczności, nie połączone wspólnym działaniem. Państwo wkrótce ponownie ustanowiło swoją władzę. W rezultacie w Hiszpanii od sierpnia 1936 r. nie było rewolucji lub choćby jej początku. Wręcz przeciwnie, ruch dążący do rewolucji był coraz bardziej blokowany, a jego odbudowanie coraz mniej prawdopodobne. Uderzające jest to, że w maju 1937 r. proletariusze ponownie zaczęli współdziałać, aby stawić opór państwu (tym razem demokratycznemu) i zorganizowali powstanie zbrojne, lecz nie zdołali doprowadzić walki do momentu zerwania z państwem. Po podporządkowaniu się państwu prawa w 1936 r. proletariusze byli w stanie wstrząsnąć jego podstawami w maju 1937 r. jedynie po to, by ustąpić przed „reprezentatywnymi” organizacjami, które skłoniły ich do odłożenia broni. Stawili oni czoła państwu, lecz nie zniszczyli go. Przyjęli rady ze strony POUM i CNT o zachowaniu umiaru: nawet radykalna grupa {yootooltip title=[Przyjaciele Durrutiego] width=[300] mode=[cursor] sticky=[0] }Organizacja anarchistyczna powstała w marcu 1937 r., założona przez byłych bojowników Kolumny Durruti, którzy nie zgadzali się z dekretem o militaryzacji milicji robotniczych. Przeciwstawiała się ugodowemu kierownictwu CNT, opowiadała za kontynuowaniem rewolucji (przyp. red.).{/yootooltip} nie wezwała do obalenia tych kontrrewolucyjnych organizacji.

W wypadku Hiszpanii możemy mówić o wojnie, ale nie o rewolucji. Podstawową funkcją tej wojny było rozwiązanie problemu kapitalistycznego: stworzenie prawomocnego państwa w Hiszpanii, które miało rozwijać swój narodowy kapitał w możliwie jak najbardziej efektywny sposób i równolegle integrowałoby proletariat. Analizy społecznego składu dwóch armii stojących naprzeciwko siebie, widziane z tej perspektywy, w dużej mierze są nie na temat, jak np. analiza mierząca „proletariacki” charakter partii ze względu na odsetek robotników pośród jej członków. To są fakty i muszą zostać wzięte pod uwagę, ale mają drugorzędne znaczenie w porównaniu ze społecznymi funkcjami tego, co próbujemy zrozumieć. Partia z robotnikami pośród jej członków, która popiera kapitalizm, jest kontrrewolucyjna. Hiszpańska armia republikańska, w której skład zapewne wchodziło wielu robotników, lecz która walczyła o cele kapitalistyczne, nie była bardziej rewolucyjna niż armia Franco.

Formuła „wojny imperialnej” zastosowana do tych konfliktów zaszokuje tych, którzy kojarzą imperializm z walką o czystą gospodarczą dominację. Niemniej ukrytym celem wojen imperialnych, od lat 1914-1918 do dziś, jest rozwiązanie zarówno ekonomicznych, jak i społecznych sprzeczności kapitału, przez wyeliminowanie potencjalnego dążenia w stronę komunizmu. Nie ma wielkiego znaczenia, że wojna w Hiszpanii nie była bezpośrednio walką o rynek. Wojna służyła do polaryzacji proletariuszy całego świata, zarówno z krajów faszystowskich, jak i demokratycznych, wokół opozycji faszyzm/antyfaszyzm. W tym celu w latach 1939-1945 powołano święty sojusz. Inna rzecz, że nie brakowało wtedy ani motywów ekonomicznych, ani strategicznych. Niezbędne było dla przeciwstawnych stron, które nie były wtedy dobrze zdefiniowane, zawiązanie sojuszy lub osiągnięcie życzliwej ich solidarności. Równie zrozumiały był fakt, że Hiszpania nie wzięła udziału w II wojnie światowej. Hiszpania nie musiała tego robić, rozwiązawszy własny problem społeczny przez podwójne zgniecenie (demokratyczne i faszystowskie) proletariuszy podczas wojny domowej. Jej ekonomiczne problemy zostały rozwiązane dzięki zwycięstwu konserwatywnych sił kapitalistycznych, które przystąpiły do ograniczenia sił produkcyjnych w celu uniknięcia społecznego wybuchu. Niemniej ponownie, wbrew całej ideologii, ten antykapitalistyczny, „feudalny” faszyzm zaczął wbrew sobie rozwijać hiszpańską gospodarkę w latach 60.

Wojna z lat 1936-1939 miała podobne funkcje w Hiszpanii, jak II wojna światowa dla reszty świata, lecz z jedną istotną różnicą (która nie zmieniła ani charakteru, ani funkcji tego konfliktu): rozpoczęła się od rewolucyjnego zrywu, wystarczająco silnego, aby odeprzeć faszyzm i zmusić demokracje do podniesienia broni w obliczu groźby faszyzmu, lecz za słabego, aby zniszczyć je oba. Nie niszcząc ich, rewolucja została jednak skazana na porażkę, dlatego że zarówno faszyzm, jak i demokracja były potencjalnymi formami prawomocnego państwa kapitalistycznego. W razie zwycięstwa którejkolwiek z nich, proletariusze mogli być pewni, że zostaną zmiażdżeni od ciosów zawsze szykowanych dla nich ze strony kapitalistycznego państwa...

Przypisy:


1 Opinia publiczna nie potępia aż tak bardzo nazizmu za jego okrucieństwa, gdyż od tamtego czasu inne państwa – w rzeczywistości kapitalistyczne organizacje gospodarki światowej – pokazały, że są tak samo destrukcyjne dla ludzkiego życia, poprzez wojny i sztucznie wywoływany głód, jak nazizm. Nazizm raczej potępia się za działanie celowe, za świadome planowanie, za podjęcie decyzji o eksterminacji Żydów. Nikt nie jest odpowiedzialny za głód, który zdziesiątkował całe populacje, lecz nazizm chciał dokonać eksterminacji. Chcąc położyć kres temu absurdalnemu moralizmowi, trzeba zastosować materialistyczne podejście do obozów koncentracyjnych. Nie były one produktem oszalałego świata. Przeciwnie, były zgodne z prostą kapitalistyczną logiką, zastosowaną w wyjątkowych okolicznościach. Zarówno jeśli chodzi o korzenie, jak i funkcjonowanie, obozy należały do świata kapitalistycznego.

2 Zob. D. Guerin, „Faszyzm i wielki biznes”, w: Przegląd Anarchistyczny, nr 10, s.

3 Bulletin communiste, 27 listopada 1925 r. Boris Souvarine urodził się w Kijowie w 1895 r., wyemigrował do Francji we wczesnych latach swojego życia. Robotnik samouk, był jednym z założycieli Kominternu i PCF, lecz został wyrzucony z obu organizacji w 1924 r. za lewicowe skrzywienie.

4 Rassemblement du Peuple Frangais (RPF) – partia gaullistowska (1947-1952); Poujadyzm – prawicowy ruch drobnej burżuazji podczas IV Republiki we Francji; Rassemblement pour la Republique (RPR) – współczesna partia guallistowska.

5 100 tys. Japończyków zostało internowanych w obozach USA podczas II wojny światowej, lecz nie było potrzeby ich likwidacji.

6 L'Humanité, 6 marca1972.

7 Pucz Kappa w 1920 r. został przełamany przez strajk generalny, lecz powstanie w Zagłębiu Ruhry, które wybuchło krótko po nim i które miało sięgać dużo dalej poza obronę demokracji, zostało stłumione w imieniu armii... przez armie, która poparła pucz.

8 Wsparcie od radykalnej prawicy po lewicę nie powinno zaskakiwać. Komunistyczne partie Ameryki Łacińskiej mają często w zwyczaju popieranie militarnych lub dyktatorskich reżimów, dlatego że są „rozwojowe”, w znaczeniu wspierania aliantów podczas II wojny światowej, rozwijania narodowego kapitalizmu, czy ustępowania przed robotnikami. V. Alba, Politics & the Labor Movement in Latin America, Stanford 1968. Maoiści i trockiści często zachowują się w podobny sposób, np. w Boliwii.

9 Le Monde, 7-8 stycznia 1971.

10 K. Marks, Osiemnasty brumaire'a Ludwika Bonaparte, Warszawa 1948, s. 52.

11 Marks i Engels, Collected Works, t. 13, Lawrence & Wishart, London 1980, s. 340.

12 G. Orwell, W hołdzie Katalonii, Gdynia 1990.

13 A. Paz, Durruti: The People Armed, Black Rose Books, Montrial 1976.

14 K. Marks, F. Engels, „Rewolucyjna Hiszpania, cz. V”, w: Dzieła, t. 10, Warszawa 1965, s. 520.

15 O. Anweiler, The Soviets; The Russian Workers, Peasants, and Soldiers Councils 1905-1921, New York 1974.

16 K. Marks, F. Engels, Ecrits militaires, L'Herne 1970, s. 143.

17 W. Lenin, „Referat o chwili bieżącej 24 kwietnia (7 maja)”, w: Dzieła wszystkie, t. 31, Warszawa 1987, s. 340.

18 C. Semprun-Maura, Rivolution et contre-rivolution en Catalogne, Mame 1974, s. 53-60.

19 K. Marks, Wojna domowa we Francji, Warszawa 1947, s. 61.

20 Tamże, s. 68.

21 Tamże, s. 73.

22 S.K. Padover red., The Letters of Karl Marx, Prentice-Hall 1979, s. 333-335.

23 A. Nunes, Les rivolutions du Mexique, Flammarion 1975, s. 101-2.

23 A. Nunes, Les rivolutions du Mexique, Flammarion 1975, s. 101-2.


Tekst pierwotnie stanowił pierwszą połowę przedmowy do zbioru artykułów na temat hiszpańskiej wojny domowej, napisanych przez włoskich lewicowych komunistów J. Barrot red.„Bilan”– contre-révolution en Espagne, U.G.E. 10/18, Paris, s. 9-47. Polski przekład opiera się na wersji angielskiej J. Barrot, Fascism/Antifascism, Edmonton 1982.

Artykuł opublikowany w 10 numerze Przeglądu Anarchistycznego
Tłumaczenie:

Cytowanie artykułu:
Barrot Jean : Faszyzm i antyfaszyzm :  Analiza liberalnej i lewicowej obsesji na punkcie faszyzmu i antyfaszyzmu oraz roli robotników w międzynarodowym sprzeciwie wobec niego [online]. Przegląd Anarchistyczny, [dostęp: 24.07.2017]. Dostępny w Internecie: http://przeglad-anarchistyczny.org/faszyzm-w-demokracji/231-faszyzm-i-antyfaszyzm

Przypis zgodny ze standardem PN-ISO 690-2:1999. Informacja i dokumentacja. Przypisy bibliograficzne. Dokumenty elektroniczne i ich części.

Artykuł aktualizowany: 17.11.2010