Autonomia robotnicza

Autonomia robotnicza
Aby zapobiec degeneracji ruchu społecznego, włoscy autonomiści zrealizowali koncepcję, wybiegającą o krok dalej od realiów ruchów czy partii oficjalnie kontestujących, lecz rzeczywiście potwierdzających istnienie kapitalizmu, w jego ewentualnie odświeżonej formie i treści. Dokonali analizy z punktu widzenia tych, którzy najbardziej odczuwali agresywny charakter gospodarki.

Marksizm i anarchizm

Marksizm i anarchizm
Upadek marksizmu w sferze politycznej i kompromitacja praktycznej realizacji idei „dyktatury proletariatu”, pociągnęły za sobą ogromne przeobrażenia na płaszczyźnie kulturowej. Ideolodzy systemu kapitalistycznego, mogli więc ogłosić „koniec historii”, ruch rewolucyjny został wyrugowany nie tylko w sensie fizycznym, zniknął również z ludzkich umysłów.

Teorie kryzysu

Teorie kryzysu
Czy kryzysy są wpisane w naturę sytemu kapitalistycznego, czy też są wywołane czynnikami wobec niego zewnętrznymi? Rozstrzygnięcie tego dylematu oczywiście ma spore znaczenie dla postawy, jaką dziś przyjmiemy: odrzucimy system w całości, czy będziemy starali się go jedynie reformować... aby dotrwał do następnego wstrząsu.

Samorządowa alternatywa

Samorządowa alternatywa
Czy w latach 80. istniała w ruchu "Solidarność" samorządowa alternatywa, zarówno dla PRL-owskiego socjalizmu, jak i dla kapitalizmu? Co się z nią stało? Czy samorządowa rewolucja została zdradzona, a jeśli tak to przez kogo? Na te pytania, mające fundamentalne znaczenie dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji w Polsce, staramy się znaleźć odpowiedź w "Przeglądzie".

{{rokbox title=|Pet w maśle :: Biuletyn Międzymiastówki Anarchistycznej| thumb=|images/pet-m.jpg|}images/pet.jpg{/rokbox}
Fraternite

Pismo warszawskich anarchistów Fraternite powstało w roku 1989 i do końca kolejnego roku ukazały się trzy numery. Należy przyznać, że poziom pisma każe sklasyfikować je jako jedno z najlepszych pism anarchistycznych tamtych czasów.

Celem wydawców, jak można dowiedzieć się ze wstępniaka znajdującego się w pierwszym numerze pisma była "... prezentacja klasycznej myśli anarchistycznej, jej różnych odcieni i rodzajów, pojmowanych możliwie najszerzej”25. Swoje cele, w miarę możliwości, Fraternite realizowało sumiennie. Wewnątrz numerów znaleźć można było głównie przekłady prac klasyków anarchizmu (Kropotkin, Malatesta), mniej znanych teoretyków (J. Warren, I. Puente), manifesty programowe różnych nieco egzotycznych federacji anarchistycznych (kolumbijskiej i japońskiej), relacje z aktualnych działań grup anarchistycznych w różnych krajach, historię ruchu anarchistycznego w Europie i Ameryce, a od czasu do czasu także komentarze do aktualnych wydarzeń w kraju i wewnątrz polskiego środowiska anarchistycznego.

Deklarowane na wstępie przez wydawców Fraternite zainteresowanie różnymi odcieniami anarchizmu, znalazło potwierdzenie w rzeczywiście różnorodnych poglądach występujących na łamach. W piśmie można przeczytać o anarchosyndykalizmie, anarchokomunizmie, neostirneryzmie, anarchochrześcijaństwie, a nawet fragment Zielonej Książeczki Muamara Kadafiego.

Na łamach pisma ukazywały się teksty wykraczające poza bezpośrednie kwestie anarchizmu, takie jak na przykład zamieszczony w trzecim numerze, "Irlandia - nieznana wojna”, poświęcony kwestii raczej narodowowyzwoleńczej, niż anarchizmowi, kwestiom wyzwolenia społecznego, bądź emancypacji jednostki. Tekst ten nieco kontrastował z deklarowanym numer wcześniej przez głównego wydającego - P. Tymińskiego ("Być patriotą, czy nie - oto jest pytanie”) poglądem o zbędności niepodległej polskiej państwowości.

Na podstawie artykułów autorstwa wydawców pisma, podobnie jak na podstawie różnorodnych przekładów, nie sposób zaklasyfikować światopogląd Fraternite jednoznacznie, do którejś z odmian anarchizmu, gdyż artykuły te (może z wyjątkiem wspominanego wcześniej artykułu Tymińskiego - "Być patriotą...”) dotyczą kwestii uniwersalnych dla wszystkich anarchistów (wrogość wobec wszelkich autorytetów, antymilitaryzm, czy dążenie do ograniczenia kompetencji służb bezpieczeństwa). Nie mało było też na łamach Fraternite komentarzy do aktualnej sytuacji, w której znalazł się ruch anarchistyczny. Przeczytać można było artykuł krytyczny dotyczący poziomu polskiej prasy alternatywnej (relacja z Wystawy Prasy Zajebistej autorstwa "Kojota"), oraz kilka artykułów krytykujących happening i "zadymę”, jako podstawowe formy aktywności społecznej ówczesnych anarchistów polskich. Trudno z całą pewnością określić liczbę numerów pism alternatywnych, tak jest i w przypadku Fraternite. Osobiście dotarłem do trzech numerów i sądzę, że kolejne nie ukazały się, za czym przemawia brak recenzji numeru 4 i kolejnych w którymkolwiek z pism wydawanych równolegle.

Fraternite było pismem odpłatnym. Jego wydawanie przypadło na okres galopującej inflacji, tak więc cena była zmieniana często, a powolny okres dystrybucji przynosił czasem dotkliwe straty wydawcy. Jako że pismo nie było nastawione na zysk jego cena oscylowała wokół kosztów druku. We wstępie do pierwszego numeru pisma wydawcy deklarowali chęć przekształcenia w przyszłości, przy bardziej sprzyjających warunkach, w pismo bezpłatne.

Wydawcy Fraternite zdobyli się na wydawanie obszerniejszych tekstów w postaci zeszytów "Biblioteki Fraternite”. W ten sposób ukazały się przetłumaczone na polski mowy sądowe Roya Luca Levasseura - amerykańskiego anarchisty skazanego przez sąd za działania terrorystyczne oraz ze względu na szerzone poglądy26.

Jeśli chodzi o szatę graficzną, to pierwsze dwa numery Fraternite wyglądały bardzo skromnie - pojawiły się w nich dosłownie pojedyncze ilustracje. Wykorzystana czcionka była, podobnie jak w większości pism podziemnych, bardzo mała (rozmiar 8). Dopiero trzeci numer przyniósł zmianę - pojawiła się większa ilość ilustracji a układ tekstu stał się nieco bardziej urozmaicony.

Wszystkie trzy numery pisma powielane były techniką offsetową, co zapewniało mu zadowalającą czytelność. Jako że Fraternite ukazywało się w latach 1989-90, a więc w okresie przełomu, podczas którego zmalały represje ze strony władz, dystrybucja i powielanie pisma przebiegały bez większych problemów.

Katatymia

W latach 1987 - 1988 w Warszawie ukazywał się kwartalnik Katatymia. Do połowy 1988 roku z całą pewnością ukazały się co najmniej trzy numery. Dwa numery, do których dotarłem ukazały się: drugi w listopadzie 1987, a trzeci w marcu 1988.

Katatymia w odróżnieniu od np. Fraternite, zajmowała się aktualnymi, nie rzadko lokalnymi sprawami, teorię spychając do roli wypełniania pozostałych wolnych miejsc. (Wydaje się, że właśnie taką rolę w drugim numerze spełniał pozostawiony bez komentarza fragment nieczajewoskiego "Katechizmu rewolucjonisty”, albo silnie skrytykowany "Manifesto del Futurismo”).

Przeważającą część Katatymii zajmowały teksty dotyczące antykomunizmu i opozycji antykomunistycznej. Bohaterem wieloczęściowego opowiadania "Neverending Story” jest więc Lenin, a całe opowiadanie jest parodią licznie powstających w czasach komunistycznych hagiograficznych opowieści o niezłomnym wodzu rewolucji. Podobny charakter mają przedrukowane w drugim numerze autentyczne dokumenty partyjne z początku lat 50. (głównie opinie na temat pracowników zakładów farbiarskich). Pełny komunistycznej "nowomowy” oraz absurdalnej treści tekst nie potrzebował żadnego komentarza. W innym, poważnym tym razem artykule "Czy aby na pewno rewolucja” autor atakował komunizm w inny sposób, zanegował bowiem powszechne mniemanie, jakoby rewolucja październikowa była w rzeczywistością rewolucją. W oczach autora rewolucja październikowa miała konotację jednoznacznie negatywną i nie miała nic wspólnego z postępem, który zdaniem autora jest nierozłączny z rewolucją. Wydarzenia mające miejsce w Rosji w październiku 1917 uznane zostały za antydemokratyczną rewoltę, znoszącą osiągnięcia rewolucji lutowej.

Krytyka komunizmu nie dotyczyła wyłącznie jego "heroicznej” historii - doskonałą okazją do kpin były, nie bez przyczyny, aktualne posunięcia władz PRL - takie jak choćby referendum dotyczące przemian gospodarczo-społecznych w Polsce z 29. 11. 1987. Niebezzasadnej niechęci do kolejnych propozycji peerelowskich reform dano wyraz we własnej wersji referendum, w którym zadano dwa pytania: "1. Czy chuj powinno pisać się przez "ch”? 2. Czy huj powinno pisać się przez "h”?” Odpowiedź dwa razy "nie” oznaczać miała bojkot referendum, a dwa razy "tak”, że wszystko chuj.

Wydawcy Katatymii, mimo że darzyli komunizm daleko posuniętą niechęcią, bynajmniej nie patrzyli bezkrytycznie na swoich sojuszników walce z panującym wówczas systemem. Warszawska Federacja Młodzieży Walczącej stała się obiektem drwin ze strony anarchistów wydających Katatymię. Jako, że gazeta ukazywała się w okresie sprzed "okrągłego stołu”, można w niej odnaleźć wywiad z H. Wujcem z Solidarności ("KUR-wie lepiej” w drugim numerze).

W trzecim numerze pisma opublikowany został wywiad z warszawskim liderem WiP-u Jaremą Dubielem "O anarchizmie, RSA i WiP gawęda z Jaremą Dubielem” oraz dość pokaźny artykuł o paryskich wystąpieniach maja1968 roku. Katatymia miała szatę graficzną typową dla wydawnictw podziemnych w tym okresie: teksty pisane były na maszynie, grafiki wykonywane były odręcznie raczej przez amatorów, a całość montażu dokonywany był ręcznie. Pismo powielane było techniką offsetową, co dawało lepszą jakość niż byłoby to w przypadku powielacza białkowego bądź kserokopii.

Iskra

Jednym z najsilniejszych ośrodków polskiego anarchizmu był Kraków, którego główną postacią był Marek Kurzyniec. To właśnie on wydawał w końcówce lat 80. Iskrę, obok Piątku Wieczorem najsłynniejszego anarchistycznego pisma z Krakowa. Iskra poruszała głównie aktualne w tamtym okresie sprawy opozycji akademickiej, czyli likwidacji przeszkolenia wojskowego dla studentów, zwiększenia autonomii uczelni wyższych i legalizacji dotychczas nielegalnych organizacji studenckich.

Duża aktywność grupy krakowskich anarchistów, początkowo związanych z WiP-em, znajdowała odzwierciedlenie w piśmie, które pełne było relacji z demonstracji, pikiet, strajków. Bezpośrednim adresatem pisma byli studenci krakowskich uczelni, na co wskazują relacje z działań przeciwko studium wojskowemu oraz polemiki z innymi opozycyjnymi organizacjami studenckimi, takimi jak "Universitas”. Stosunek Kurzyńca do współ-studentów był jednak dość krytyczny o czym mógłby świadczyć choćby artykuł "Wodzu prowadź nas (za rączkę)”27. Iskra promowała zaś postawę nonkonformistyczną, czego przykładem był tekst "Studenci i historia”, o studentach historii UJ sprzeciwiających się nauce "oficjalnej” historii28.

Z czasem, być może w związku z rozczarowaniami ugodową postawą części studentów, coraz więcej miejsca zaczęły zajmować teksty dotyczące ogólnej sytuacji w kraju ("Przepraszam, czy już mogę się zbuntować” - dotyczący rozmów rząd - opozycja), a także historii ruchu anarchistycznego (artykuły o powstaniu Machny). Na łamach Iskry pojawiła się także tematyka ekologiczna, przy okazji protestu przeciw budowie zapory w Czorsztynie, oraz informacje o charakterze społecznym - strajki górnicze.

Mimo krótkiego okresu wydawania Iskry (jesień 1988) ukazało się aż 5 numerów pisma (w tym dwa podwójne), co karze zaklasyfikować Iskrę jako dwutygodnik. Problemem była stosunkowo niska jakość druku obniżająca w sposób widoczny czytelność pisma (we wszystkich egzemplarzach piątego numeru dwie strony są prawie zupełnie nieczytelne). Problem ten był wynikiem użycia techniki sitodrukowej, która w połączeniu z bardzo małymi literami i fatalnym gatunkiem papieru dawała taki właśnie efekt.

Spartakus i Biuletyn Zawodowego Związku Federacyjnego

W latach 1988-89 ukazywał się w trójmieście pismo anarchistyczne Spartakus. Wydawcą jego był Zbigniew Stybel, organizator Zawodowego Związku Federacyjnego Pracowników Służby Zastępczej. Spartakus miał charakter anarchosyndykalistyczny, a akcent stawiany był głównie na kwestie społeczno-ekonomiczne. Pismo współpracowało z Międzymiastówką Anarchistyczną29. Prezentowane tam poglądy wyraźnie stały w opozycji do prokapitalistycznego stanowiska Solidarności. Najczęściej pojawiającym się problemem była reprywatyzacja, której anarchiści wydający Spartakusa ostro się sprzeciwiali. W każdym z czterech numerów pisma do których dotarłem znajdował się co najmniej jeden artykuł poruszający kwestię reprywatyzacji.

Pierwszy numer pisma wyszedł przy okazji fali strajków z sierpnia 1988 roku (konkretnie datowany jest dnia 28.08. 1988 i zatytułowany był "Spartakus Strajkowy”. Pismo stanowiły dwie strony formatu A4, na których znalazły się dwa artykuły: pierwszy wyrażający sceptycyzm wobec "pieriestrojki” i rzeczywistych intencji Gorbaczowa, który zdaniem autora planuje zdemontować wyłącznie wrogie mu frakcje związane z poprzednimi sekretarzami KPZR, drugi zaś komentujący aktualne wydarzenia w kraju. Z krytyką Sparatakusa spotkała się ugodowa polityka władz Solidarności podczas strajków lata 1988 (która zresztą wkrótce zaowocowała poddaniem strajku Stoczni Gdańskiej).

Kolejny numer Spartakusa wyglądał już znacznie staranniej - zmienił się format na A5, a pismo miało 4 strony. Pojawiła się winieta z elementami graficznymi i grafika wewnątrz tekstu. Numer zawierał trzy obszerne teksty (w tym jedną polemikę do tekstu z poprzedniego numeru, oraz odezwę "Fabryki dla robotników - cała władza w ręce Rad” podpisana przez Joachima Bluma).

Najistotniejszym tekstem był artykuł "Trójpanowanie a związek zawodowy” autorstwa Bogumiła Kalineckiego. Opierając się na teoriach Leszka Nowaka i Milovana Dżilasa o "trójpanowaniu” (kontrola środków produkcji, przymusu i indoktrynacji jest podstawą panowania elit w krajach tzw.”demokracji ludowej”) autor dowodzi, że błędem jest stawianie jako kluczowego żądania przez strajkujących, postulatu legalizacji NSZZ Solidarność, zasadniczym celem być powinno, jego zdaniem, przejęcie środków produkcji, co realnie zagroziłoby "systemowi”.

Trzeci numer Spartakusa z początku 1989 roku przyniósł kolejny tekst Bogumiła Kalineckiego o reprywatyzacji, przedruk z "Solidarności Walczącej” bardzo interesującego stanowiska podjętego przez działaczy NSZZ "S”30. Całość zamykają "Nasze bogactwa” - fragment dzieła Kropotkina - Zdobycie chleba.

Kolejny numer - połączony czwarty i piąty był formatu A5, miał 32 strony i nosił podtytuł "alternatywny kwartalnik społeczny”. Powielono go techniką offsetową. Wewnątrz numeru znalazła się przede wszystkim publicystyka. Tematem dominującym w numerze były rozmowy "okrągłego stołu”, do których autorzy byli nastawieni negatywnie. Bogumił Kalinecki w swoim artykule "Porozumienie społeczne, czy porozumienie elit” przez pryzmat "teorii trójpanowania”, roztrząsa problem porozumienia "okrągłego stołu” i dochodzi do pesymistycznych wniosków.

Wywiad "Czy okrągły stół rozwiąże nasze problemy” został przeprowadzony z przedstawicielami kilku radykalnych grup opozycyjnych, w 1989 roku już jednogłośnie przez władze komunistyczne oraz tzw. konstruktywną opozycję określanych jako ekstremistyczne. Głos w dyskusji zabrały: Ruch Społeczeństwa Alternatywnego, Konfederacji Polski Niepodległej, Solidarności "Dym” (grupa tzw. zadymiarzy ze Stoczni Gdańskiej), Ruchu "Ruch” oraz Wspólnoty Eden. Mimo różnic światopoglądowych, opinia grup na temat ewentualnych skutków rozmów "okrągłego stołu” była negatywna, co na co dzień (a w zasadzie raczej w każdy dzień świąteczny) demonstrowali, organizując manifestacje i wszczynając zamieszki uliczne po mszy w kościele św. Brygidy.

W numerze tym poświęcono dużo miejsca kwestii opozycji czechosłowackiej - znalazł się w nim tekst "W 20 lat później. Inwazja oczyma Vaclava Havla”, oraz dość obszerny tekst dotyczący sytuacji więźniów politycznych w Czechosłowacji.

Obok wyżej wymienionych tekstów pojawiły się dwa dosyć dziwne teksty. Pierwszy zatytułowany "Wolność wymaga własności” wychwalający system kapitalistyczny i wiążący z nim sukces gospodarczy krajów Europy Zachodniej, sam w sobie nie był niczym szczególnie dziwnym, jednak jego pojawienie się w piśmie takim jak Spartakus (zdecydowanie wrogim reprywatyzacji i niechętnym liberalizmowi gospodarczemu) musi zastanawiać. Drugi tekst następujący dla kontrastu zaraz po wspomnianym artykule o własności, nosił tytuł "Środowisko to zagadnienie klasowe”.

Spartakus był jednym z niewielu pism anarchistycznych tamtego okresu, podającym nazwę drukarni, w której był on drukowany. Drugi numer drukowany był przez wydawnictwo Margines, a trzeci przez Wydawnictwo Prasowe "Myśl”.

Spartakus był w latach 1988-89 dość ważnym pismem, w odróżnieniu od wielu innych pozycji anarchistycznych zajmujący się prawie wyłącznie bieżącymi wydarzeniami społeczno-ekonomicznymi z całkowitym wyłączeniem pierwiastka kontrkultury, obecnego w wielu innych pism wydawanych przez anarchistów. Stylistyka winiety i ozdobników (bordiury) znajdujących się w Spartakusie przypominają raczej prasę anarchistów bądź socjalistów z początku XX wieku, niż kolaże rodem z kontrkultury lat 60. bądź punk rocka lat 70. Było to pismo poważne (a przynajmniej takie miało być w zamierzeniu wydawcy) i, co niestety za tym idzie, pozbawione pewnego poczucia humoru, ujmującego przy lekturze Acapelli czy Homka.

W latach 1989-1990 ukazały się co najmniej 3 numery Biuletynu Informacyjnego Związku Zawodowego Federacyjnego, wydawcą tego pisma także był Zbigniew Stybel. Biuletyn powielany był techniką białkową i składał się z dwóch luźnych kartek A4 (w numerze 2. - cztery strony, a w numerze 3. - trzy strony druku). W piśmie nie pojawiały się żadne ilustracje. Numery biuletynu sygnowane były datami dziennymi, choć częstotliwość ukazywania się kazałyby sklasyfikować go jako kwartalnik. Na treść biuletynu składały się teksty, zarówno dotyczące spraw związku zawodowego - "Jak starać się o służbę zastępczą?”, czy "Dlaczego powinniśmy walczyć o sześciogodzinny dzień pracy”31, jak i innych aktualnych kwestii - jeden numer w całości wypełnił wywiad z J. Jaśkowskim na temat budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu32.

Rebeliant Poranny

Organem górnośląskiej Międzymiastówki Anarchistycznej był ukazujący się w Katowicach Rebeliant Poranny. W roku 1989 najprawdopodobniej ukazały się jedyne dwa numery tego pisma. Wydawcami Rebelianta Porannego byli Jacek Sierpiński i Stanisław Górka, w przyszłości wydający An Arche i coraz silniej ewoluujący w kierunku libertarianizmu. Rebeliant Poranny jeszcze nie zdradza późniejszych prokapitalistyznych (bo tak chyba należałoby zaklasyfikować libertarianizm) przekonań.

Na zawartość Rebelianta Porannego składała się publicystyka, serwis informacji dotyczący działalności Międzymiastówki oraz teksty teoretyków ruchu. Pismo było powielane techniką kserograficzną, było formatu A5 i o objętości 12-16 stron.

Pierwszy numer pisma zawierał relację ze zjazdu MA, przedruk zasad i deklaracji MA, relacje z akcji ulicznych zorganizowanych przez MA w Krakowie i na Śląsku, deklarację ideologiczną Ruchu Młodych Zielonych oraz relację ze "spotkania grup związanych ze środowiskiem punk”, które odbyło się w Pile. Tak duża ilość informacji o aktualnych działaniach środowiska anarchistycznego zbliżałaby Rebelianta Porannego do poziomu i funkcji biuletynu, jednak znalazły się w nim także dwa teksty klasyków anarchizmu - Michała Bakunina i Lwa Tołstoja.

Znacznie ciekawszy od pierwszego numeru okazał się drugi numer Rebelianta Porannego, w którym oprócz pokaźnego serwisu informacyjnego z działań górnośląskich i krakowskich anarchistów znalazły się dość ciekawe teksty autorstwa, samych wydawców pisma. Autorem dwóch artykułów był Jacek Sierpiński (później jeden z głównych ideologów i popularyzatorów libertarianizmu w Polsce). Pierwszy z nich "Triumfujący parlamentaryzm, czyli jak ubezwłasnowolnić społeczeństwo” krytykował demokrację przedstawicielską, jako dającą społeczeństwu jedynie pozory wpływu na władzę. Drugi artykuł Sierpińskiego - "Przerywanie ciąży a wolność” był bardziej interesujący, ze wzglądu na rzeczowe i pozbawione zbędnych emocji podejście oraz wysunięte wnioski odbiegające od ówczesnego stanowiska większości środowisk alternatywnych, silnie zaangażowanych w protesty przeciw ustawie antyaborcyjnej. W swoim tekście Sierpiński neguje zasadność argumentu feministek o prawie kobiet do decydowania "o swoim brzuchu”. Dowodzi, że z punktu widzenia anarchisty, który dopuszcza robienie wszystkiego, co nie ogranicza wolności innych, wybór aborcji jest niedopuszczalny. W najbardziej dyskusyjnym punkcie (dodatkowo kluczowym dla rozstrzygnięcia sprawy) - kwestii od jakiego momentu rozwoju (płód czy noworodek) można mówić o człowieku, staje na stanowisku, że nie należy ryzykować, a wątpliwości rozstrzygnąć na korzyść domniemanego dziecka. Artykuł ten był pierwszą, z jaką się spotkałem, polemiką pomiędzy J. Sierpińskim a anarchofeminizmem. Spór, dotyczący stosunku do pornografii i sposobu eksponowania ciała kobiecego, wybuchł w połowie lat 90.

W drugim numerze Rebelianta Porannego ukazał się także tekst o wolnych związkach i zbędności legalizacji małżeństwa oraz artykuł o Edwardzie Abramowskim i fragment jego pracy "Idee społecznego kooperatywizmu”.
Ukazująca się później gazeta An Arche (ukazało się jej około 100 numerów), kontynuowała tradycję Rebelianta Porannego, także jeśli chodzi o zawartość w której dominowały: relacje, ogłoszenia i polemiki, co dość znacznie ograniczało jej zasięg odbiorców i spowodowało, że stała się ona biuletynem wewnętrznym. Fakt ten może być korzystny dla badacza zajmującego się działalnością ruchów anarchistycznych, dla którego skrzętnie posegregowane chronologicznie relacje z akcji mogą stanowić wymarzone źródło do sporządzenia kalendarium wydarzeń.

Wybrane pisma ruchu punk o charakterze anarchistycznym

Ruch punk dotarł do Polski pod koniec lat 70., jednak przez znaczny czas nie był on realnie zaangażowany w działalność anarchistyczną. Pisma (ziny) związane z ruchem punk ukazywały się już przed rokiem osiemdziesiątym. Jak już wspominałem na wstępie, niewielka ilość pism punkowych jest istotna z punktu widzenia tej pracy.

Najważniejszym pismem lat 80. było wydawane w Warszawie Qqryq. Do czerwca 1990 roku ukazało się 15 numerów pisma. Objętość i format Qqryq ulegały zmianie: numer 3. miał 20 stron formatu A5, 5. – 12 stron A4, 6. – 8 stron A4, 7. – 12 stron A4, 10. – 12 stron A4, 12. – 20 stron A5, 14 – 40 stron B5, 15. – 56 stron B5. Dominującą część Qqryq przez cały okres istnienia pisma zajmowały artykuły dotyczące muzyki punk (wywiady z zespołami, artykuły o zespołach, recenzje płyt i relacje z koncertów), jednak praktycznie w każdym z numerów ukazał się jakiś artykuł dotyczący anarchizmu33, praw zwierząt i ekologii34.

W Rybniku od 1983 roku, jeśli wierzyć informacji z pierwszej strony numeru 21, wychodził Terrorysta. Jedyny numer, do którego dotarłem, wymieniany już numer 21 z lata 1989 miał 20 stron formatu A5 i był powielany kserograficznie. Oprócz relacji z koncertów punkowych znaleźć w nim można było: kilka interesujących artykułów wyrażających jednoznacznie anarchistyczne poglądy autorów, dotyczących antyfaszyzmu, graffiti, popularyzujących wegetarianizm oraz relacje z organizowanych w Trójmieście akcji ulicznych (burzenie Muru Berlińskiego, Hyde Park).

Od połowy lat 80. w Warszawie ukazywał się Azotox – pismo wydawane przez Dezertera – najsłynniejszy polski zespół punkowy. Motto pisma brzmiało: "Gazety manipulują – ta też. Myśl sam.” Wydaje się, że głównym celem pisma było zmuszenie czytelników (zazwyczaj punków) do refleksji zarówno nad systemem państwowym panującym powszechnie, jak i nad postawą punków oraz ewentualnymi formami kontestacji przez nich wybieranymi. Jedyny numer, do którego dotarłem – 2 pochodzi z 1985 roku – składa się z 12 stron A4 powielonych kserograficznie.

W Trójmieście ukazywały się w latach 1985-86 dwa istotne pisma punkowe, które można zaklasyfikować do grupy anarchistycznych, były to: Gangrena i FuturFoto, oba pisma wydawał znany obecnie Paweł "Konjo” Konnak (współtwórca manifestu Międzymiastówki Anarchistycznej). Gangrena ukazywała się z podtytułem tadży-pao młodzieży wegetującej. Najbardziej charakterystyczną cechą obu pism była szata graficzna. Pisma wykonywane były w konwencji kolaży, co powodowało, że tekst był wyjątkowo nieczytelny.

Ważne pismo punkowe stanowiła też Antena Krzyku, która ukazywała się we Wrocławiu, której wydawca - Arek Marczyński współpracował w owym okresie z działaczami MA.

Lubelskie i rzeszowskie pisma anarchistyczne

Lubelski oraz rzeszowski ośrodek FA/MA prowadziły w okresie 1988-91 bardzo ożywioną działalność, przy okazji której wydawanych zostało kilka pism. Nie były to tak istotne pozycje jak Homek, Acapella czy Rewolta, jednak nie można o nich nie wspomnieć.

Najważniejszym pismem ukazującym się pod koniec lat osiemdziesiątych w Rzeszowie była bez wątpienia Deprawacja. Pismo ukazywało się tylko w roku 1989, wyszło w nim jednak siedem numerów Deprawacji. Z wyjątkiem pierwszej, mającej 2 strony, miała z reguły objętość czterech stron i była formatu A4. Duży format i korzystanie z techniki kserograficznej sprzyjał powstaniu interesującej oprawy graficznej pisma – Deprawacja była bowiem graficznie jednym z najciekawiej opracowanych pisma anarchistycznych. Wykonana była ona w technice kolażu dalece przewyższającego, jeśli wziąć pod uwagę estetykę i pomysłowość, większość wychodzących wówczas pism, które też korzystały z tej techniki. Deprawacja posiadała podtytuł "Sztuka i ulice”.

Jeśli chodzi o treść, to w Deprawacji ukazywały się głównie opowiadania, wiersze oraz artykuły publicystyczne. Zdarzało się, że cały numer poświęcony był wyłącznie jednemu tematowi, dla przykładu numer ósmy poświęcony był w całości prawom zwierząt (wiwisekcja, futra, wegetarianizm).

Drugim ważnym pismem anarchistycznym pochodzącym z Rzeszowa była Zmowa. Ukazało się co najmniej 14 numerów tego pisma. Niestety udało mi się dotrzeć jedynie do dwóch numerów. W październiku 1989 ukazał się numer dziesiąty, a w lutym 1990 numer czternasty tego pisma. Miały one po 8 stron A5 i powielane były offsetowo. Wewnątrz pisma znalazł się obszerny fragment stanowiska FMA, tłumaczenie artykułu E. Canettiego "Masy i władza”, oraz polemikę autorstwa Swana z tekstem Adama Michnika z Gazety Wyborczej – "Polska to nie draka”.

W Lublinie zaś ukazywała się Victoriada – agitpismo LAGA. Numeracja pisma z całą pewnością jest nie prawdziwa, gdyż egzemplarz, do którego dotarłem (prawdopodobnie był jedynym numerem tego pisma) nosił numer 100.

Biuletyny MA, FMA i FA oraz Pet w maśle

Powstanie szerszej niż RSA struktury ruchu anarchistycznego w Polsce, jakie miało miejsce pod koniec 1988 roku, zaowocowało nowymi publikacjami anarchistycznymi. Co prawda, z założenia służyły one komunikacji wewnętrznej ruchu, jednak nie zamykały się w suchych relacjach z demonstracji. Międzymiastówka Anarchistyczna, Federacja "Międzymiastówka Anarchistyczna” i Federacja Anarchistyczna wydawały swoje biuletyny w latach 1989-1999. Ogółem ukazało się około 40 numerów. Wydawania biuletynów rotacyjnie podejmowały się różne ośrodki (trójmiejski, krakowski, górnośląski, słupski i warszawski). Biuletyny powielane były na różne sposoby: kserograficznie, offsetowo i sitodrukiem. Na zawartość Biuletynu składały się głównie relacje z akcji, sprawozdania z prowadzonych kampanii, ogłoszenia, apele, adresy kontaktowe grup federacji, wzory różnego rodzaju petycji do władz oraz reklamy nowych publikacji wydawanych przez anarchistów.

Dla niniejszej pracy istotnymi, ze względu na czas ukazywania się, jest pierwszych pięć numerów Biuletynu oraz Pet w maśle, czyli numer zerowy, którego numeracja biuletynu nie objęła.

Pet w maśle wydany został na początku 1989 roku przez ośrodek trójmiejski. Miał on objętość 4 stron A4, na których obok relacji z założycielskiego zjazdu MA oraz z kilku akcji ulicznych, znalazły się dwa artykuły J. Waluszki. Pierwszy - "Co dalej z MA?” poddawał w wątpliwość, czy ówczesna MA jest w stanie przekształcić się w sprawnie działającą stricte anarchistyczną federację. Drugi "O zachowaniu się przy stole” zawierał porady, jak zachowywać się po zatrzymaniu przez policję oraz ostrzegał przed szeregiem podstępów jakich można się spodziewać ze strony policji (z policjantami nie należy rozmawiać, nawet prywatnie, należy absolutnie odmówić składania zeznań, nie należy niczego podpisywać, ani do niczego się nie przyznawać, a przede wszystkim nie należy się bać).

{rokbox title=|Biuletyn Federacji Anarchistycznej :: numer 5| thumb=|images/biulfa-m.jpg|}images/biulfa.jpg{/rokbox}
Pierwszy numer Biuletynu Federacji MA ukazał się także w roku 1989, niestety brak jest szczegółowych informacji dotyczących miesiąca jego ukazania się, jednak biorąc pod uwagę, że w tym roku ukazały się jeszcze cztery numery biuletynu, można przyjąć, że ukazał się on w pierwszym kwartale roku. W Biuletynie znalazły się informacje dotyczące zorganizowanego w Gdańsku Hyde Parku, Lubelskiej Autonomistycznej Grupy Anarchistów (LAGA) oraz artykuł "Generałowie muszą odejść”. Numery 2 i 3 zdominowała polemika pomiędzy M. Kurzyńcem i J. Waluszką, mająca swój początek w omawianym już Pecie w maśle, a dotycząca tego, jakie informacje i relacje powinny ukazywać się w Biuletynie i czy FA ma być formacją polityczną czy kulturową. Interesująca propozycja padła w piątym numerze Biuletynu FA, pojawił się bowiem pomysł na utworzenie "rady do spraw międzynarodowych”. Zadaniem jej byłoby nawiązywanie i utrzymywanie w imieniu FA kontaktów z innymi organizacjami anarchistycznymi zza granicy.

Po roku 1989 ukazało się jeszcze ponad 30 numerów Biuletynu, choć numeracja, rozpoczęta przez grupę śląską od nowa, może wskazywać inaczej. Od 1994 roku był on zatytułowany Biuletyn Informacyjny Federacji Anarchistycznej i wydawało go Biuro Informacyjne FA w Słupsku.

Czasopisma Pomarańczowej Alternatywy

Inną interesującą, z punktu widzenia tematu pracy grupą z przełomu lat 70. i 80. był wrocławski Ruch Nowej Kultury, istotny z tego powodu, że stanowił on zalążek bardzo ważnego nurtu lat osiemdziesiątych, w dużej mierze współtworzonego i animowanego przez zadeklarowanych anarchistów, jakim była Pomarańczowa Alternatywa. Nazwa tego, chyba jedynego powszechnie znanego dawniej, a dziś jeszcze przez wielu pamiętanego, polskiego ruchu happenerskiego pochodzi właśnie od wydawanego wówczas przez RNK pisma, zatytułowanego nie inaczej jak Pomarańczowa Alternatywa. Pismo to ujrzało światło dzienne w listopadzie 1981 roku i jak można się spodziewać ze względu na stan wojenny znikło.

Pismo, powielane techniką białkową, było kolportowane wśród studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Ukazało się 8 numerów Pomarańczowej Alternatywy, była ona formatu A4 i miała 2 strony. Pomarańczowa Alternatywa posiadała przekornym podtytuł "Wszyscy proletariusze bądźcie piękni!”. Oprócz manifestów dotyczących rewolucji i kultury w Pomarańczowej Alternatywie opublikowano pochodzący z roku 1925 roku list Andre Bretona do rektorów uniwersytetów europejskich, karykaturalne obrazki i poezję zaangażowaną.

Treść pisma stanowiły różne przedziwne manifesty, przypominające dokonania kontrkultury studenckiej roku 1968 na Zachodzie. Znaleźć w nich można było elementy zahaczające o anarchizm (od strony merytorycznej) oraz o surrealizm, jeśli chodzi o ich formę. Całość zjawiska jego twórcy określili jako surrealizm socjalistyczny.

W pierwszym numerze PA można było się zapoznać z pierwszymi wykładami programu późniejszej organizacji – Pomarańczowej Alternatywy:  "(...) Wolność jest komfortem. Strajk jest przejawem artystycznego gniewu o skomplikowanej strukturze gramatycznej. Wolność jest jednostkowa. Masa jest armią jednostkowej wolności.”35
W siódmym numerze pojawił się program, postulowanego przez RNK, Wolnego Uniwersytetu, gdzie zamiast wyuczania się na pamięć formułek, praktykowanoby swobodne myślenie i dyskusję: "(...) jeśli chcesz wiedzieć, jak latają ptaki, nie osłabiaj ich lotu swoja lornetką, lataj razem z nimi. (...) jeśli chcesz poznać Hegla, nie zjadaj jego słów, są ludzie którzy też chcą go poznać, poszukaj ich na wolnym uniwersytecie...”

Sam wolny uniwersytet definiowano zaś w sposób nasuwający skojarzenie z zachodnią studencką kontrkulturą roku 1968, wplatając w "definicję” sporo wątków lokalnych: "Wolny Uniwersytet jest najwspanialszą zabawą z wielką ilością ciuciubabek, z tysiącami starych niedźwiedzi, które śpią, i karuzelą, która czeka – wzywa nas z daleka. Jest pracą kipera w probierni prawdy, dysponuje zachwycającymi smakami wiedzy...”

Grupy RNK (lub zbliżone do RNK) działały także we wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz w opolskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Grupa opolska wydawała nawet swoje pismo - Alternatywa na zielono, w treści i formie podobne do Pomarańczowej Alternatywy.

Drugi etap działalności PA przypadający na lata 1985-90, zaowocował znacznie większą ilością wydanych pism. We Wrocławiu ukazywało się pismo Prolet organ zajmujące się głównie powszechnym wśród PA ukazywaniem absurdalności systemu komunistycznego (głównie jego propagandy i komunistycznej wizji historii). Prolet organ był formatu A6 i miał 8 stron, powielany był techniką kserograficzną.

We Wrocławiu w 1988 roku ukazał się Pomarańczowy Małolat. Trudno stwierdzić jednoznacznie, czy był to periodyk. Za tą tezą przemawia podanie adresu korespondencyjnego redakcji i użyte we wstępach zwroty wskazujące jakoby Pomarańczowy Małolat był czasopismem, a nie na przykład nazwą grupy ("miałem napisać do Pomarańczowego Małolata”). Przeciw niej - brak jakiejkolwiek numeracji i to, że nie spotkałem się nigdy z innym numerem tego tytułu. Ciekawostką jest podwójny adres korespondencyjny - krajowy we Wrocławiu i emigracyjny w Montrealu. Pismo składało się z ośmiu stron formatu A5, było powielane offsetowo, przez drukarnię Solidarni. Pismo cechowała bardzo interesująca, pełna kolaży, a kompozycyjnie ocierająca się o sztukę (art-zine), szata graficzna pisma.

Wewnątrz pisma znalazła się "Moja Historia PA", autorstwa "Mareckiego”, jak można się spodziewać, absurdalna i nie mająca z rzeczywistością nic wspólnego. Całkiem prawdziwa za to, choć pełna różnych przedziwnych wtrąceń była relacja "Majora” (Waldemara Fydrycha - legendarnego twórcy Pomarańczowej Alternatywy) ze Zlotu Młodzieży Wegetującej "Hyde Park’88” w Białej Górze.

Z Pomarańczową Alternatywą związana była też istotna inicjatywa wydawnicza – pismo Wolny Wrocław. Ukazały się dwa numery tego pisma, było ono formatu A4 i liczyło 16 stron. Było to chyba najlepiej wydane od strony poligraficznej pismo "trzeciego obiegu” – fotografie były całkiem czytelne – co było zasługą druku offsetowego. Wewnątrz drugiego numeru, do którego udało mi się dotrzeć, znajdują się relacje z akcji ulicznych Pomarańczowej Alternatywy, wywiad z wrocławskim bardem ulicznym Kamanem, tekst o mail arcie i opowiadanie Tadeusza Złotorzyckiego "Fatamorgana”.

W roku 1988/89 Pomarańczowa Alternatywa zataczała na tyle szerokie kręgi, że pojawiła się jako jeden z głównych składników Higieny – przeglądu archeologicznego metafizyki społecznej, wydanego przez "Totart”36. Poza Wrocławiem, wielu innych ośrodkach kraju ukazywały się też różne pisma samej Pomarańczowej Alternatywy.

Jednym z nich była Profanacja, czyli Tajny Biuletyn Dywersyjnych Komórek Rzeszowskiej Pomarańczowej Alternatywy. Pismo ukazywało się w 1989 roku. Najprawdopodobniej ukazał się tylko jeden numer Profanacji. Pismo powielane było techniką kserograficzną i składało się z 4 stron formatu A5.

Jednak najważniejsze pismo PA wydawane było nie we Wrocławiu, a w Łodzi, i wiąże się z osobą uczestnika RSA – Krzysztofa Skiby. Zbliżone do przyszłej twórczości Pomarańczowej Alternatywy było wydawane przez niego już w 1985 roku pismo – Trawa. Ukazało się co najmniej 7 numerów Trawy, która od 1986 roku stanowiła dodatek do Acapelli. Na zawartość Międzynarodowego Organu Stowarzyszenia Dupków Żołędnych – Trawa składały się materiały satyryczne - zarówno teksty, jak i rysunki (czasami komiksy).

Najpopularniejszym jednak pismem łódzkiej Pomarańczowej Alternatywy (w skrócie: PAŁ-y) było Przegięcie Pały. Wydawcą tej gazety, podobnie jak Trawy był Krzysztof Skiba. Do końca 1989 roku okazało się 8 numerów PP, miały one 4 strony formatu A4 (z wyjątkiem drugiego i siódmego, które miał format B5). Całość pisma była wykonana w konwencji kolażu z mnóstwem niezbyt starannie wykonanych rysunków. O ile pierwsze trzy numery wydawane były jako pismo łódzkiego WiP-u, to od czwartego ukazywały się pod szyldem Galerii Działań Maniakalnych, czyli Pomarańczowej Alternatywy - Łódź. W pierwszych dwóch numerach Przegięcia Pały można jeszcze odnaleźć pewne informacje, które można potraktować "serio”: wywiad z Januszem Waluszko na temat ówczesnej sytuacji ruchu anarchistycznego37, czy obszerny tekst o odmowie odbycia służby wojskowej38. Przeważającą większość zawartości nawet tych dwóch pierwszych numerów oraz całość pozostałych wypełniały artykuły satyryczne, często o bardzo śmiałej tematyce, przewrotne hasła, komiksy i karykatury. Wszystkie one miały jednak podtekst polityczny, kpin nie oszczędzono nikomu – władze PRL, opozycja solidarnościowa, a nawet sami autorzy byli wdzięcznym obiektem często bezpruderyjnych dowcipów. Nie można było traktować poważnie nawet adresów kontaktowych publikowanych w Przegięciu Pały – w ósmym numerze, jako osobę odpowiedzialną za korektę numeru złośliwie wymieniono Danutę Wałęsę, a autorem rysunków miał być "profesor Zin”39. Ukazał się także niemieckojęzyczny numer Przegięcia Pały, zatytułowany Unsympatisches Bllatt aus Osteneurope, w którym w skrócie przedstawiona została kwintesencja działań PA40. Grupa związana z PAŁ, późniejsza Wspólnota "Leeeżeć”, wydawała także pismo artystowskie - Kau gryzoni na serze, bardzo interesujące, jeśli idzie o stronę graficzną.

Najciekawszym jednak, z punktu widzenia tej pracy był zerowy numer pisma Papier, znalazł się w nim bowiem przepis na wykonanie pisma Pomarańczowej Alternatywy41. Na łamach idealnego pisma PA, zdaniem "Sobola” - autora artykułu, można było przeczytać:"Pismo Pomarańczowej Alternatywy z natury rzeczy powinno być alternatywne. Takie pismo traktowane jest jako wizytówka ruchu na zewnątrz. Pismo Pomarańczowej Alternatywy powinno być nieszablonowe, twórcze, oryginalne. Powinno bezbłędnie demaskować rzeczywistość. Tematyka poruszanych zagadnień nie powinna zasadniczo odbiegać od tych, które leżą w sferze zainteresowań ludzi młodych, a zwłaszcza tej nielicznej grupy młodzieży, która zdradza pewne zainteresowanie działalnością i filozofią wspomnianego ruchu.”42

Sam przepis na pismo PA przedstawiał się nader nieskomplikowanie: "Same zagadnienia można policzyć na palcach obu rąk. Bez większego ryzyka można też spróbować opisać, ewentualnie streścić, nie istniejące jeszcze artykuły, które niechybnie zapełnią łamy owego pisma. Gotowe. Cały repertuar przedstawia się następująco:

1. «Z dziejów oręża polskiego – Bitwa Warszawska»
Tekst autorstwa Sobola (koniecznie!) stanowi retrospektywny przegląd dorobku WPA [Warszawskiej Pomarańczowej Alternatywy – przyp. autora]. (...)
2. «Zaklinacze miasta»
Artykuł poświęcony graffiti, «sztuka ulicy», «sztuka naszych czasów», «indywidualna ekspresja osobowości» - takie określenia pojawiają się najczęściej. (...)
3. «Jesteśmy niewidzialną armią»
Wywiad z członkami warszawskiego SK FRONTU [SK FRONT – skaters – subkultura jeżdżących na deskorolkach – przyp. autora] (...)
4. «Woodstock jakiego nie znamy»
Dowolny przedruk z prasy zachodniej.
5. «Naprawdę jestem Majorem»
Rozmowa członków redakcji z Waldemarem Fydrychem – twórcą i animatorem Pomarańczowej Alternatywy. (...)
6. «COLD K. H. »
Przedruk z prasy fachowej (Może być Maximum Rock’n’Roll). Prezentacja nieznanego zespołu, grającego w małych klubach robotniczej dzielnicy Manchesteru niekonwencjonalną muzykę na pograniczu Hardcore’u i ortodoksyjnej nowej fali z widocznym wpływem jednej z bardziej znanych kapel. (...)
7. «Cuda zabronione»
Artykuł dotyczący problemu szkoły. Główne tezy: szkoła w jej obecnym kształcie nie spełnia oczekiwań uczniów. Winę za taki stan rzeczy ponoszą częściowo nauczyciele, a częściowo władze. (...)
8. «Nie wierzą politykom»
Felieton osnuty na kanwie tekstu ZNANEGO PRZEBOJU MŁODZIEŻOWEGO pod tym samym tytułem. (...)
9. «Anarchia – nie taki diabeł straszny»
W artykule gościnnym Janusz P. Waluszko zwany "papieżem polskich anarchistów”, obala fałszywe opinie i obiegowe mity dotyczące anarchistów i anarchizmu w ogóle. (...)
10. Dowolny artykuł o objętości 1/4 strony maszynopisu (tyle pozostało do zapełnienia parzystej ilości stron).
Otrzymaną w ten sposób alternatywną «treść» uzupełniamy alternatywną oprawą graficzną (leży to w zakresie możliwości przeciętnie zdolnego licealisty)...”

Jak wynika z powyższego cytatu, wydawcy alternatywni potrafili spojrzeć na własną działalność z dystansu i napisać o sobie z pewną autoironią. Ważną rzeczą jest także widoczny tutaj fakt, że anarchizm, punk, graffiti, Pomarańczowa Alternatywa czy nawet skateboarding tworzyły pewien konglomerat kulturowy i z łatwościa występowały obok siebie (podobny obraz daje wyżej wymieniona Higiena, wystarczy spojrzeć na jej okładkę, gdzie występują wspólnie: PPR Pomarańczowa Alternatywa, Partia Radykalna, Galeria Pojęcie galeria jest nieodpowiednie, "Praffdata”, Grupa Poetycka Zlali mi się do środka, "Poezja Uliczna”, "Jany” Waluszko i Międzymiastówka Anarchistyczna oraz wydawca pisma - Formacja Tranzytoryjna "Totart”).

Szajba

Pod koniec lat 80-tych w Kożuchowie ukazywała się Szajba – pismo wydawane przez Ziggy’ego Stardusta [Andrzeja Tokarskiego]. W okresie 1989-92 ukazało się co najmniej 13 numerów pisma43. Numery, do których udało mi się dotrzeć (5, 6, 7, 12) były formatu A5 i miały 20 (nr 5, 6 i 7) lub 40 stron (nr 12).

Pismo od samego początku było silnie związane z działaniami Międzymiastówki Anarchistycznej, tak że w numerach 5 i 6 znaleźć można było znaczną ilość materiałów dotyczących MA – ogłoszenia innych pism MA, informacje na temat celów i metod działania MA oraz aktualne listy kontaktowe MA. Nie brakowało też mnóstwa innych tekstów dotyczących anarchizmu.

W piątym numerze ukazał się artykuł "Anarchia nie przejdzie?”, w którym autor przedstawił swój całkiem z resztą trzeźwy stosunek do realności wizji zbudowania wówczas społeczeństwa anarchistycznego w Polsce. Z uwagi na małą realność realizacji wszystkich postulatów anarchistów, wzywał do starania się o osiągnięcie minimum44.

W tym samym numerze ukazał się: przedruk z Anarchistycznego Krzyku Wolności artykułu "Parę słów o marksistowskiej dyktaturze proletariatu” oraz polemika z nim autorstwa Ziggy-ego, wybór ciekawostek dotyczących życia Bakunina ("Rzeczy dziwne i ciekawe”) i interesujące, choć dość kontrowersyjne, przemyślenia autorstwa "Patabuka”, dotyczące państwa jako wroga indywidualności.

Numer szósty z przełomu kwietnia i maja 1989, przyniósł bardzo ciekawą i chyba nigdzie indziej nie podejmowaną dyskusję na temat anarchizmu na polskiej wsi. Pojawiły się artykuły o upadku realnego socjalizmu, protest przeciwko przekształcaniu przedsiębiorstw państwowych w jednoosobowe spółki skarbu państwa, informacje o zagranicznym ruchu anarchistycznym (szwajcarskie OSL, amerykański ruch anarchistyczny) oraz kilka tekstów o anarchofeminizmie.

Numer siódmy z przełomu czerwca i lipca 1989 zawierał pokaźny artykuł o historii polskiego anarchizmu ("Stulecie polskiego anarchizmu”) przedrukowany z Le Monde Libertaire. Pojawił się także artykuł Ziggy’ego Stardusta "Nie stać na ortodoksyjnych pozycjach!”, w którym autor wyrażał swoją troskę o dalsze losy polskiego anarchizmu i postulował konieczność przenikania anarchistów do samorządów robotniczych i związków zawodowych. Przyczyn obaw autora można doszukać się w następnym artykule - relacji z pilskiego spotkania subkultury punk, na którym animatorzy polskiego ruchu punk dokonali niezbyt wesołego bilansu stanu ruchu, dodatkowo stwierdzając, że punki w Polsce stanowią główną grupę podatną na hasła anarchistyczne.

W numerze tym ukazały się także artykuły o szwedzkim anarchosyndykalistycznym związku zawodowym SAC oraz utrzymany w duchu anarchofeminizmu artykuł - "Seksizm i handel kobietami”, atakujący przemysł pornograficzny i wiążące się z nim nadużycia, godzące zdaniem autora (bądź autorki) w godność kobiet i nierzadko łamiące podstawowe prawa człowieka. Jako jednego ze sprawców takiego stanu rzeczy i napływu tanich prostytutek z krajów "trzeciego świata” artykł wymienia Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Na końcu artykułu znalazło się podziękowania dla holenderskich feministek, co by potwierdzało niezbyt wówczas polski kontekst poruszanego problemu. Tekst ten, podobnie jak i manifest Ruchu Wyzwolenia Zwierząt, znajdujący się kilka stron dalej, zapowiadały nowe czasy otwarcia na Zachód także anarchistów, dla których pojawiły się całkiem nowe, lub wcześniej nie dostrzegane tak silnie, problemy, takie jak wyzwolenie kobiet, czy walka o prawa zwierząt.

Znacznie bardziej swojski charakter miał za to tekst "Kawaleria szatana”, dotyczący pojawiających się w Polsce satanistów. Opinia autora na temat rodzimych wyznawców Szatana jest negatywna, głównie jednak ze względu na brak znajomości zasad wiary (a może raczej etyki) satanistycznej, głoszonej przez A. LaVeya. Opinia zaś autora na temat teorii twórcy Czarnej biblii była raczej entuzjastyczna, zdaje się jednak, że redakcja Szajby nie podzielała przekonań autora i w komentarzu do artykułu kwestię satanizmu określiła jako "bzdurną”.

Kolejny numer Szajby, do którego dotarłem - dwunasty, był zdaje się przełomowym numerem. W słowie wstępnym można było przeczytać:  "Poprzednia Szajba była przeznaczona raczej dla wąskiego grona odbiorców – intelektualistów zafascynowanych anarchizmem. Być może właśnie to przyczyniło się do niemalże upadku finansowego pisma.” Zmiany były faktycznie zauważalne nawet na pierwszy rzut oka. Znikły długie i poważne artykuły dotyczące anarchizmu, pojawił się za to w ogromnej ilości absurdalny humor ("Mike Szczerbatoff żyje – największa tajemnica 2 wojny światowej rozwiązana” i "O szkodliwości muzyki rockowej”) oraz komiks ("Sidorak potwór z głębin – siewca śmierci”).

Anarchiści oczywiście ciągle pojawiali się w Szajbie, jednak już w inny sposób – są oni tematem obłąkanych opowiadań, takich jak "Zostałam zgwałcona na zjeździe anarchistów – twierdzi maturzystka z Radzymina” parodiującego "alternatywną” stylistykę pisma Na przełaj. Pojawiają się też artykuły o tym jaki jest komiksowy stereotyp anarchisty (w Batmanie pozytywnie, a w Pogromcy – The Punisher z pogardą).

W latach 1990-93 komiksy o Sidoraku zaczęły ukazywać się niezależnie od Szajby, a Marsjańska Oficyna Wydawnicza wydała w 1993 roku książkę Ziggy Stardusta "Moja szajba”45.

Inne czasopisma anarchistyczne

Polski ruch anarchistyczny w drugiej połowie lat osiemdziesiątych rozwijał się dynamicznie, a jego luźna i niescentralizowana formuła, oprócz zamierzonej autonomiczności ośrodków i odporności na represje państwowe, zaowocowała także powstaniem wielu efemerycznych ośrodków i wydawnictw, które, nawet w samym środowisku anarchistycznym, często nie były szerzej znane. Taki stan rzeczy, w połączeniu z faktem, że cały anarchistyczny obieg wydawniczy w tamtym czasie był nielegalny, a podejmowane przez anarchistów próby archiwizacji kończyły się nieraz wraz z pierwszą rewizją milicyjną, w ogromnym stopniu utrudniają dziś dotarcie do choćby jednego egzemplarza wielu tytułów, a w wielu przypadkach nawet sam tytuł odszedł w zapomnienie.

Ze szczątkowych informacji (recenzje lub nawiązania w innych pismach anarchistycznych, pojedyncze zachowane kserokopie stron, a czasem tylko relacja świadków) można sporządzić pewien ich zestaw, nie pełny oczywiście, jednak dający szerszy obraz prasy anarchistycznej.

W roku 1990 ukazały się 2 numery koszalińskiego pisma Atak. Pismo było stricte anarchistyczne – poruszano w nim takie problemy jak: kwestia związków zawodowych i anarchosyndykalizm, ekologia i ekowspólnoty, legalizacja narkotyków oraz rodzącego się już w 1989 roku bezrobocia. Pierwszy numer Ataku był formatu A5 i miał 4 strony, drugi zaś 12 stron i był formatu B5.

Na przełomie lat 1989-90 ukazywał się także Awers. Niestety nie wiadomo mi nic więcej o nim ponadto, że wydawany był przez Ruch Alternatywnej Młodzieży Polskiej z Koszalina, a jego drugi numer miał 8 stron formatu A5.

W połowie lat 80 wydawana była w Łodzi Anarchia, zaopatrzona w podtytuł Pismo Anarchistów Polskich. Pierwsze strony dwóch numerów, do których udało mi się dotrzeć, pochodzą z lat 1985 i 1986. Niestety nie posiadają one numeracji. Anarchię wydawała grupa Anarchia, nazywająca się potem Komitetem Walki Cywilnej, o której działalności niestety nic pewnego nie wiadomo. Treść dwóch artykułów, które widziałem stanowią dosyć banalne rozważania nad państwem i totalitaryzmem, urozmaicone cytatami Herlinga-Grudzińskiego. Być może (mam nadzieję) teksty te nie są najbardziej reprezentatywne dla pisma Anarchia.

Pod koniec lat osiemdziesiątych ukazywały się we Wrocławiu, oprócz już wspominanych pism Pomarańczowej Alternatywy, także pisma stricte anarchistyczne, były to Psychopata, dodatek do niego Psychomachia oraz Integracyjny Papier Anarchistyczny.

Psychopatę wydawała Grupa Anarchistyczna im. Kropotkina, w której najistotniejszą rolę odgrywał Piotr Żuk, późniejszy współpracownik Mać Pariadki. W latach 1989-90 ukazały się prawdopodobnie dwa numery pisma. Psychopata był formatu A4 i miał 8 stron. Dodatek – Psychomachia stanowiła dwustronnie zadrukowana kartka A5. Oba pisma powielane były techniką kserograficzną, w obu też – oprócz tematów uniwersalnych, pojawiających się we wszystkich ówczesnych pismach anarchistycznych, takich jak antymilitaryzm – szczególnie silny nacisk kładziono już wówczas na walkę z kapitalizmem. W Psychopacie ukazały się np. artykuły o The Anti Economy League of San Francisco – antykapitalistycznej organizacji z USA oraz anonimowy list z Zachodu ostrzegający Polaków przed znanym im już, a do Polski dopiero nadchodzącym kapitalizmem.

W 1989 roku w Poznaniu ukazało się "pismo inicjatywy działań niekonwencjonalnych” Ość. Był to prawdopodobnie jedyny numer tego pisma. Składało się ono z 4 stron A5 powielanych za pomocą sita. Na treść pisma składały się dwa teksty. Pierwszy z nich zatytułowany "Dystansoterapia” zawierał ciekawe porównanie państwa komunistycznego do obszernego pijaka z nieświeżym oddechem chuchającego nam prosto w twarz, z którym walka siłowa jest bezsensowna. Autorem artykułu był Barył. W numerze ukazała się także relacja z happeningu PA w Poznaniu, podczas którego Adolf Stalin atakował konsulat USA.

Podobnie jak w przypadku Ości, pomimo ambitnych założeń tylko jeden numer Salwy ujrzał światło dzienne. Wyszedł on w październiku 1989 i był firmowany przez Front Wyzwolenia Społecznego. Pismo składało się z kserowanych 4 stron A5. Najciekawszym tekstem w numerze był tekst "Głosuje na Solidarność – to twój problem koleś”, w którym autor wyraża swój negatywny stosunek do nowopowstałego senatu.

Szczecińscy anarchiści związani z tamtejszym RSA wydali pisemko Pranie mózgu (numer 2 z 1985 ma 4 strony formatu A5, powielane techniką sitodruku, i zawiera krótkie teksty i hasła agitacyjne, nie wychodząc poza poziom ulotki) oraz jeden biuletynu informacyjnego OSA, powielanego techniką białkową w formacie A4.

Formalne cechy prasy alternatywnej - szata graficzna, techniki składu i druku, kolportaż

Prasa podziemna wydawana w latach siedemdziesiątych bądź osiemdziesiątych posiadała charakterystyczne cechy odróżniające ją wizualnie od prasy wydawanej oficjalnie. Wynikały one z trudnych warunków wydawania pism, niedoboru materiałów oraz często z tego powodu, że pisma drukowali własnym sumptem ludzie, nie mający nic wspólnego z poligrafią. Także prasa anarchistyczna posiadała takie cechy, dochodziły do nich jednak jeszcze inne cechy - estetyczne, wynikające z popularności wśród środowisk anarchistycznych różnych technik artystycznych - głównie kolażu, co wynikało z twórczego zaangażowania wielu wydawców (mail-art, różne awangardowe grupy artystyczne, subkultura punk). W niniejszym rozdziale w bardzo zwięzłej formie przedstawiony zostanie ten problem.

Jak już wspominałem przy okazji omawiania kolejnych tytułów, w latach osiemdziesiątych stosowano szeroką gamę technik powielania prasy anarchistycznej. Problem technik można z powodzeniem ująć w sposób chronologiczny. Da się wyróżnić cztery okresy: pierwszy obejmujący lata 1980-81, drugi od 1981 do połowy lat osiemdziesiątych, trzeci - od połowy lat osiemdziesiątych do połowy roku 1989 oraz czwarty - obejmujący lata 1989-90. W znacznym stopniu ten podział chronologiczny odnosi się także do szaty graficznej, która była poniekąd wypadkową możliwości druku.

Pierwszy okres, w którym co prawda ukazywało się niewiele opisywanych tu pism (Gilotyna, Czerwony Kapturek, Post, Pomarańczowa Alternatywa, Alternatywa na zielono) to okres poprzedzający wprowadzenie stanu wojennego. Dostęp do wysokonakładowych technik poligraficznych dla osób indywidualnych albo nielegalnych organizacji, a zwłaszcza krytykujących system socjalistyczny, oficjalnie nie istniał.

Rozwój techniki kserograficznej także w krajach bloku wschodniego (Czechosłowacja, NRD) pozwolił wprowadzić kserokopiarki do zakładów pracy i szkół. Powstały także punkty usługowe świadczące usługi dla ludności, często jednak kontrolowane przez Służbę Bezpieczeństwa.

Sytuacja uległa zmianie po sierpniu 1980 roku, kiedy to można było skorzystać ze sprzętu podarowanego z Zachodu przez tamtejsze związki zawodowe opozycyjnej Solidarności (na offsecie nauczycielskiej Solidarności z Gdańska za dwie butelki wódki wydano 3. i 4. numer Gilotyny).

Częściej jednak korzystano z kserokopiarek, nierzadko dzięki prywatnym znajomościom. Z dzisiejszego punktu widzenia jakość kopii wydaje się bardzo słaba, jednak w owych czasach możliwość skopiowania nawet w taki sposób fotografii wzbudzała zachwyt. Wydający Posta Henryk Gajewski, we wspominanym już artykule "Robić swoje”, zachęcał do korzystania z tej techniki, jako najlepszej do wykonywania ciekawych kompozycji techniką kolażu. Sam Post był właśnie w taki sposób wykonywany, tekst wzbogacany był o rysunki, wycinki z gazet i fotografie zakomponowane w ciekawy sposób. Sam tekst często "biegł” niestandardowo np. ukośnie, co służyć miało dodatkowemu efektowi. Ujemną cechą kserografii był stosunkowo wysoki koszt pojedynczych kopii, wynikający z bardzo wysokiej ceny samego urządzenia i z wysokiej ceny materiałów eksploatacyjnych.

Pozostałe wymienione pisma miały szatę mniej efektowną, jednak i w nich pojawiały się ilustracje. Dwa ostatnie numery Gilotyny (3 i 4) powielane były offsetowo. Spośród wymienionych jedynie Pomarańczowa Alternatywa powielana była techniką białkową, najprawdopodobniej w warunkach "frontowych” - podczas strajków studenckich z listopada 1981. Odbiło to się na jej szacie graficznej i staranności wykonania.

Drugi okres od wprowadzenia stanu wojennego (13.12.1981) do połowy lat osiemdziesiątych cechował się zejściem do najgłębszego podziemia. Rozporządzenia WRON dotyczące zarekwirowania urządzeń poligraficznych, mimo że nie zastopowały całkowicie opozycyjnego ruchu wydawniczego, to jednak spowodowały znaczne jego ograniczenie.

Z oczywistych powodów zaistniała konieczność zmiany techniki powielania na niewymagającą dużego zaplecza sprzętowego technikę białkową. Jak wspomina jeden z założycieli RSA i wydawca Podaj dalej i Homka Janusz Waluszko - "...cała drukarnia mieściła się w niewielkiej walizce po maszynie do pisania...”46. Z uwagi na zmianę techniki powielania zubożeniu uległa szata graficzna. Przez długi czas, póki wydający nie nauczyli się sprawnie rysować na błonie białkowej z pomocą ołówka automatycznego z igłą zamiast grafitu47, ilustracje w ogóle się nie pojawiały. Winiety pism wykonywane były z pomocą maszyny do pisania - kilka małych liter ustawiało się w kształt jednej większej, a czasem odbijane były czerwoną pieczątką, co nieco ożywiało pismo. Tekst możliwie najpełniej (jak tylko pozwalała maszyna do pisania) wypełniał stronę, rzadko spotkać można było strony z nieco większym "światłem” pomiędzy akapitami, lub szerokimi akapitami, częściej za to z używaniem licznych skrótów. Świadczy to o "szacunku” dla trudno osiągalnego papieru, a więc o zjawisku (może z wyjątkiem kieszonkowych wydań Biblii i ściąg) raczej dziś nie spotykanym. Niewątpliwie na taki stan rzeczy wpływ miały też, konieczność ograniczenia do minimum czasu druku i zmniejszenia objętości kolportowanych paczek z pismami. Materiały poligraficzne od wspominanych już zatargów z Komisja Regionalną zdobywane były z własnych funduszów oraz wpłat czytelników (z kraju i zagranicy, do najciekawszych wpłat -obok wielokrotnych wpłat Komisji Zakładowej Solidarności z gdańskiego Unimoru czy J. Sygnarskiego i B. Cywińskiego ze Szwajcarii- należy wpłata KK = księdza katolickiego) i dzięki własnym koneksjom.

Niektóre pisma przepisywane były przez kalkę na maszynie do pisania [Nasza rewolucja...], czy papier przebitkowy [Dialog, manifest RSA], co także świadczy o daleko posuniętej determinacji wydawców.

Pewne złagodzenie zarządzeń stanu wojennego, które nastąpiło w połowie lat osiemdziesiątych, zaowocowało ponownym pojawieniem się punktów kserograficznych i zwiększony napływ sprzętu poligraficznego z Zachodu dla opozycji solidarnościowej48 (powstało wiele opozycyjnych oficyn wydawniczych).

Dzięki temu już w latach 1985-86 nowe pisma, głównie punkowe, często legalnie, powielane były kserograficznie, a większe, takie jak Acapella lub Homek, offsetowo - ciągle nielegalnie.

Nowocześniejszy sprzęt i wchodzący powoli w latach 1987-90 skład komputerowy podwyższyły znacznie jakość druku (Wolny Wrocław z 1988 roku nie ustępował jeśli idzie o jakość oficjalnym magazynom), z oczywistych powodów pozostawano jednak przy druku czarno-białym. Niektóre pisma takie jak krakowska Iskra drukowane były techniką sitodruku, co przy niezwykle małych czcionkach dawało katastrofalny efekt.

Szata graficzna pism była coraz bardziej śmiała - w latach 1988-89 niepodzielnie panował kolaż. Niektóre pisma np. Deprawacja znajdowały się na pograniczu pism zaangażowanych społecznie i artystycznych - bardzo ładne zresztą kolaże stanowiły większą powierzchnię pisma. Nie zawsze takie zabiegi wychodziły pismom na dobre, gdyż czytelność pism (głównie punkowych) takich jak Gangrena albo Anarchistyczne Wrzaski pozostawiały bardzo dużo do życzenia.

Niektóre pisma ciągle pozostawały dosyć proste i wypełnione głównie tekstem (Homek i Rewolta), Fraternite zaś było zupełnie ascetyczne.Ciekawostką było pojawienie się pism, głównie o graffiti, wydawanych w całkiem znacznych nakładach (ponad 100 egz.) wykonanych w znacznym stopniu ręcznie, techniką szablonową (Nie daj się złapać).

Rok 1989 przyniósł liberalizację gospodarki, dzięki czemu powstały pierwsze prywatne drukarnie49, z których zaczęli już na nowych komercyjnych zasadach korzystać także anarchiści.

Jeśli chodzi o sposoby generowania powielanego następnie w pismach tekstu, to przez całą dekadę dominowała maszyna do pisania, choć pojawiały się także teksty pisane ręcznie (Anarchistyczne Wrzaski, Azotox, Gangrena), a w drugiej połowie dekady pisane na komputerze. Teksty napisane na maszynie lub wydrukowane na drukarce (o ile tekst pisany był na komputerze) był wycinany, a następnie umieszczany na makiecie w otoczeniu stosownych zdjęć napisów ręczny czy wycinków z innych gazet. Wyjątkiem tu był Wolny Wrocław, który zdaje się że w całości złożony został na komputerze, a częściowo nawet naświetlony.

Tekst w pismach powielanych techniką białkową także był pisany na maszynie, bezpośrednio na błonie białkowej.

W warunkach konspiracyjnych lub na wpół konspiracyjnych istotnym problemem była kwestia sprawnego i bezpiecznego kolportażu. Musiał on się odbywać stosunkowo szybko, ponieważ znaczna część pism była odpłatna, musiał istnieć system rozliczeń pomiędzy wydawcą a dystrybutorem, co w warunkach inflacji (i hiperinflacji w latach 1988-89) było nader trudne.

Przez pewien czas pisma anarchistyczne korzystały z solidarnościowych kanałów kolportażu, jednak od roku 1984 - po opublikowaniu w Homku artykułów o służbie wojskowej i religii, konserwatywne kręgi Solidarności wymogły zamknięcie solidarnościowych kanałów dla tego pisma. Powstała w okresie późniejszym prasa anarchistyczna, czy tym bardziej punkowa, w ogóle nie korzystały z kanałów Solidarności. Pozostawały więc własne kontakty w szkołach średnich, na uczelniach wyższych i w zakładach pracy oraz na koncertach czy zwyczajne kontakty towarzyskie wewnątrz środowiska alternatywnego, a także, od roku 1988, tak zwane "stoliki” na uczelniach wyższych, zazwyczaj obsługiwane przez NZS. Część pisemek (bezpłatnych i w formie ulotnej) rozdawano lub rozrzucano na ulicach, między innymi podczas manifestacji.

Od 1981 do 1986 roku w zasadzie nie publikowano adresów redakcji. Dopiero w roku 1987 adres kontaktowy pojawił się na Acapelli i korespondencja z czytelnikami nie musiała się już odbywać za pośrednictwem dystrybutora pisma.

Nakłady pism anarchistycznych były bardzo różnorodne od kilkudziesięciu egzemplarzy do kilku tysięcy, choć nigdy dane, nawet pochodzące bezpośrednio od wydawcy, nie są pełne gdyż bardzo często pismo bywało "dokserowywane” przez dystrybutorów lub samych czytelników. Podobnie trudno jest oszacować liczbę rzeczywistych odbiorców, gdyż większość egzemplarzy przechodziła przez pisma przechodziła przez ręce kilku lub kilkunastu czytelników (do zjawiska tego nawiązywał tytuł pisma Podaj Dalej).

Zakończenie

Pisma anarchistyczne są jednymi z najmniej znanych polskich pism opozycyjnych, przez co często są marginalizowane. Dzieje się tak nie słusznie, gdyż wbrew pozorom ruch anarchistyczny (zwłaszcza w latach 1988-89) był liczny i bardzo aktywny, choć nie zawsze występował oficjalnie pod flagą anarchizmu - często włączając się do szerszych struktur takich jak WiP czy Pomarańczowa Alternatywa.

Nie można odmówić pismom anarchistycznym dużej różnorodności zarówno jeśli chodzi o zawartość - jednocześnie pojawiały się takie pisma jak, zawierające tłumaczenia teoretyków ruchu anarchistycznego Fraternite, oraz publikujące wyłącznie absurdalne dowcipy Przegięcie Pały, czy Szajba.

Przypisy

25 Fraternite, nr 1, Warszawa 1989.
26 R. L. Levasseur, Aż wszyscy będą wolni, [Warszawa 1990].
27 Iskra, 1 (2), 1988, Kraków.
28 Iskra, 2 (3), 1988, Kraków.
29
Taką informację znaleźć można w tekście "Od redakcji” w trzecim numerze Spartakusa, jednak dotyczyć to może okresu po lecie 1988 – wtedy to bowiem została założona Międzymiastówka Anarchistyczna.
30 Brak niestety dokładniejszych informacji na temat kim byli owi "działacze NSZZ Solidarność”. Tytuł artykułu wskazuje na grupę roboczą Komisji Krajowej. Stanowiska zawiera między innymi postulat tworzenia tajnych grup rejestrujących prywatyzację i wiążące się z nimi nieuczciwości. Znalazł się tam także wniosek, aby w celu uniknięcia sytuacji paradoksalnych usunąć z funkcji reprezentacyjnych związku zawodowego osoby będące aktualnie pracodawcami.
31 Biuletyn Informacyjny ZZF, nr 3, 23. 04. 1990, [Sopot] 1990.
32 Biuletyn Informacyjny ZZF, nr 2, 10. 12. 1989, [Sopot] 1989.
33 Qqryq, nr 12, Warszawa 1988, s. 3; Qqryq nr 3, [Warszawa 1985], s. 9, Qqryq, nr 7, [Warszawa 1986], s. 7.
34 Qqryq, nr 15, Warszawa 1990, s. 28-30.
35 Pomarańczowa Alternatywa, nr 1, Wrocław 1981.
36 Higiena, Gdańsk 1989.
37 Przegięcie Pały, nr 2, Łódź 1988.
38 Przegięcie Pały, nr 1, Łódź 1988.
39 Przegięcie Pały, nr 8, Łódź 1989.
40 Unsympatisches Bllatt aus Osteneurope, [Łódź 1989].
41 Papier, nr 0, [Warszawa 1989].
42 Tamże.
43 Xerofeeria – polskie alternatywne pisma artystyczne do 1993, Warszawa 1993, s. 162.
44 Szajba, nr 5, [Kożuchów 1989], s. 2-3.
45 Tamże.
46 Rozmowa odbyta przez autora z Januszem Waluszko 17.09.1998 r.
47 Rozmowa odbyta przez autora z Januszem Waluszko 29.09.1998 r.
48 Skalę zjawiska dobrze oddaje artykuł Marka Trzebiatowskiego "Największa kontrabanda środkowej Europy” opublikowany w magazynie 30 dni, nr 5 (19) 2000, s. 64-71.
49 Nowe drukarnie powstawały często dzięki sprzętowi poligraficznemu "podziemia”, nieuczciwie "sprywatyzowanemu” przez funkcjonariuszy MO i SB, lub samych podziemnych drukarzy, w ten sposób "odnajdujących się” w nowej rzeczywistości.


Część 1 <<>> Część 2

Fragmenty niepublikowanej pracy pod tym samym tytułem, Gdańsk 2002

Artykuł opublikowany w 4 numerze Biuletynu Poznańskiej Biblioteki Anarchistycznej

Cytowanie artykułu:
Blaut Michał : Prasa anarchistyczna w PRL cz.2 [online]. Przegląd Anarchistyczny, [dostęp: 13.12.2017]. Dostępny w Internecie: http://przeglad-anarchistyczny.org/historia/123-prasa-anarchistyczna-w-prl-cz-2

Przypis zgodny ze standardem PN-ISO 690-2:1999. Informacja i dokumentacja. Przypisy bibliograficzne. Dokumenty elektroniczne i ich części.


Artykuł aktualizowany: 21.11.2009