Autonomia robotnicza

Autonomia robotnicza
Aby zapobiec degeneracji ruchu społecznego, włoscy autonomiści zrealizowali koncepcję, wybiegającą o krok dalej od realiów ruchów czy partii oficjalnie kontestujących, lecz rzeczywiście potwierdzających istnienie kapitalizmu, w jego ewentualnie odświeżonej formie i treści. Dokonali analizy z punktu widzenia tych, którzy najbardziej odczuwali agresywny charakter gospodarki.

Marksizm i anarchizm

Marksizm i anarchizm
Upadek marksizmu w sferze politycznej i kompromitacja praktycznej realizacji idei „dyktatury proletariatu”, pociągnęły za sobą ogromne przeobrażenia na płaszczyźnie kulturowej. Ideolodzy systemu kapitalistycznego, mogli więc ogłosić „koniec historii”, ruch rewolucyjny został wyrugowany nie tylko w sensie fizycznym, zniknął również z ludzkich umysłów.

Teorie kryzysu

Teorie kryzysu
Czy kryzysy są wpisane w naturę sytemu kapitalistycznego, czy też są wywołane czynnikami wobec niego zewnętrznymi? Rozstrzygnięcie tego dylematu oczywiście ma spore znaczenie dla postawy, jaką dziś przyjmiemy: odrzucimy system w całości, czy będziemy starali się go jedynie reformować... aby dotrwał do następnego wstrząsu.

Samorządowa alternatywa

Samorządowa alternatywa
Czy w latach 80. istniała w ruchu "Solidarność" samorządowa alternatywa, zarówno dla PRL-owskiego socjalizmu, jak i dla kapitalizmu? Co się z nią stało? Czy samorządowa rewolucja została zdradzona, a jeśli tak to przez kogo? Na te pytania, mające fundamentalne znaczenie dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji w Polsce, staramy się znaleźć odpowiedź w "Przeglądzie".

{rokbox title=|Przegląd Anarchistyczny nr 8 :: jesień-zima 2008-2009| thumb=|images/08-m.jpg|}images/08.jpg{/rokbox}
Stwierdzenie Bertolda Brechta „Czymże jest okraść bank w porównaniu z założeniem banku?”, nie traci na aktualności. W ostatnim czasie swoją prawdziwość potwierdza natomiast ze zdwojoną siłą. Zwrot gospodarek w stronę finansów rozpoczęty w okresie rządów Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, będący odpowiedzią na presję ze strony świata pracy (lat '60 i '70), nie po raz pierwszy ujawnia swoje słabości. Okazało się, że nie rozwiązano tym sposobem sprzeczności istniejących w społeczeństwach, jedynie je pogłębiono. Jak w micie o zachłannym Midasie, system ostatecznie obraca się przeciwko tym, którzy dzięki pieniądzom chcieli utrzymać swoją władzę. Dzisiejsze załamanie gospodarcze grozi co najmniej utratą uprzywilejowanej pozycji „zarządzających” obecnym kryzysem, a potencjalna przeciwwaga wobec obecnej władzy nie ogranicza się do społeczeństwa jednego kraju, jednej rasy, jednej kultury... Chęć zmiany stosunków gospodarczych jest globalna, podobnie jak kryzys.

W sytuacji osłabienia kapitał, jak zawsze, domaga się wsparcia ze strony reszty społeczeństwa, oszukując je co do przyczyn, jak i potencjalnych efektów kryzysu. Mechanizm uspołeczniania kosztów i prywatyzowania zysków to metoda rozwiązania problemów, bez której nie jest on w stanie przetrwać. W związku z tym obecny kryzys może skutkować ugruntowaniem nierówności społecznych. Jeżeli tak się stanie, z pewnością będzie on oznaczał próbę utrzymania obecnych sposobów dominacji, nawet za cenę brutalnej przemocy. Może on jednak mieć również inny skutek i nadejdą konkretne zmiany, mogące w dalszej perspektywie realnie zagrozić wpływom globalnej finansjery, bądź funkcjonalności całego systemu. Utopia finansów to pierwszy dział tego numeru „Przeglądu”, będącym jednocześnie pewnym komentarzem do najnowszych wydarzeń.

Finanse, w przeciwieństwie do produkcji, są obecnie sferą, w której najszybciej odnosi się największe zyski. Obrót pieniądzem, przy stosunkowo niewielkim nakładzie sił, daje możliwość wpływania na losy społeczeństw. Jest to zupełnie inny wpływ od tego, który można uzyskać za pomocą produkcji. Jednocześnie bez produkcji, na dłuższą metę, niemożliwe jest osiągnięcie zysków ze spekulacji finansowych. Są to dwie strony tego samego medalu. W swojej historii gospodarka kapitalistyczna przechodziła różne fazy rozwoju produkcji, ale od początku podstawowym założeniem było wyprodukowanie towaru jak najniższym kosztem, a sprzedanie go, jak najdrożej. Można to osiągnąć w sytuacji, kiedy na rynku światowym ceny pracy są zróżnicowane w zależności od miejsca występowania siły roboczej. Obecnie praktycznym wykorzystaniem tej zależności jest przenoszenie produkcji do Azji. Oczywiście m.in. ze względu na brak infrastruktury jest ona terenem, gdzie nie prowadzi się produkcji wymagającej rozbudowanego zaplecza technicznego czy logistycznego oraz nie rozwija się zaawansowanych technologii. Niemniej jednak na jej obszarze występuje wciąż olbrzymia populacja żyjąca w nędzy i w większości zamieszkująca obszary wiejskie. To ona, w założeniach, ma być tanią siła roboczą, przynoszącą zyski.

Kluczowym z państw docelowego przenoszenia produkcji są Chiny. Konsekwencją industrializacji tego kraju jest masowe przenoszenie się chłopstwa ze wsi do miast. Państwo to od drugiej połowy lat 70. ubiegłego wieku, zaczęło wprowadzać szczególny plan modernizacji. W przeciwieństwie do większości krajów, gdzie panował państwowy kapitalizm (czy jak kto woli realny socjalizm), i które po przełomie w 1989 r. skończyły z biurokratycznym modelem zarządzania swoimi gospodarkami, Chiny nie wdrażały jedynie neoliberalnego sposobu zarządzania gospodarką i społeczeństwem.

Pomimo przyjęcia odmiennej drogi rozwoju od reszty państw „post-socjalistycznymi”, które w znacznym stopniu uzależniły się od globalnych przepływów finansowych, nadal występują między nimi pewne powtarzające się zbieżności. Przejście od kapitalizmu państwowego do innej formy ekonomicznej, wiązało się ze znacznymi problemami ogólnospołecznymi. W przypadku Chin, jak i np. Polski mamy do czynienia z podobnymi sprzecznościami. Ujawniają się one m.in. w kwestiach dotyczących komercjalizacji przedsiębiorstw, będących wcześniej pod kontrolą biurokracji państwowej. Kolejną sprzecznością jest rozbijanie starych „socjalistycznych” modeli organizacji pracy pełniących jednocześnie funkcje organizowania całych społeczności. Przykładem tego jest zniszczenie polskich PGR-ów, tak jak i chińskich danwei (czego opis pojawia się w tekście Walki klasowe w Chinach), będących rodzajem komun produkcyjnych istniejących w ramach przedsiębiorstw. Konsekwencją tego rodzaju działań była redukcja zatrudnienia, zwiększające się bezrobocie oraz walka „starej” klasy robotniczej. Równoczesne otwarcie na inwestycje z zewnątrz spowodowało powstanie „nowej” klasy robotniczej, której siła przetargowa jest niewielka, lecz wywrotowy potencjał, w przeciągu kolejnych lat, będzie się zwiększał. W obu krajach występuje zbiór bardzo zbliżonych problemów, lecz naszym celem w przypadku przedstawienia chińskich realiów nie jest odnajdywanie analogii, ale próba odkrycia punktów, w których konflikty społeczne występujące w Polsce mogą się zazębiać z oporem chińskiego społeczeństwa.

Czasami twierdzi się, że na Wschodzie wyrasta konkurent dla globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych, które słabnąc, wszczynają ciągle to nowe konflikty zbrojne w różnych zakątkach świata. Trudno nie dostrzec powiązania amerykańskiej machiny wojennej z określonymi sektorami gospodarki. Taka bliska zbieżność działań wojennych z sferą ekonomii spowodowała wykształcenie się kompleksu militarno-przemysłowego.

Każdy rząd rozpoczynający wojnę poza granicami swojego państwa, aby ją wygrać, potrzebuje co najmniej pasywnego przyzwolenia społecznego. W takim wypadku kształtowanie opinii publicznej jest niezbędne. Z tekstów działu Wojna-Media-Kontrola wynika, że media mogą być bardzo precyzyjnymi narzędziami kontroli. Analizy Carrla Boggsa potwierdzają natomiast, że miasto Waszyngton będące stolicą przemysłu zbrojeniowego oraz dzielnica Hollywood będąca stolicą przemysłu filmowego, usytuowane na obu wybrzeżach Ameryki, pomimo dzielącego ich dystansu, są sobie wyjątkowo bliskie. Przemysł medialny i produkcja kultury stały się integralną częścią wojskowego konglomeratu, swego rodzaju „wojenną machiną”, wychwalającą na ekranach naszych kin i telewizorów interwencje zbrojne. To nowy rodzaj propagandy, prawdopodobnie skuteczniejszy od metod zastosowanych przez totalitarne reżimy w okresie II Wojny Światowej, ponieważ stwarzający trudność w rozróżnieniu indoktrynacji i rozrywki.

Szukając wspólnych punktów walk w Azji i w Polsce w „Przeglądzie” posłużyliśmy się przykładem ruchu lokatorskiego, skierowanego przeciwko prywatyzacji lokali mieszkalnych, żądającego prawa do ziemi, wbrew wszechobecnej tendencji utowarowienia wspólnych zasobów. Zrealizowanie podstawowej dla nas wszystkich potrzeby, polegającej na posiadaniu dachu nad głową, dla wielu mieszkańców Polski jest niemożliwe. Dodatkowo wzrost czynszów powoduje, że coraz wyraźniej mamy do czynienia z presją na najuboższe warstwy społeczne, które eksmituje się i odmawia prawa do życia w godnych warunkach. Walka o kawałek dachu nad głową ma bardzo długą historię i obywa się często równolegle do walki o prawa pracownicze na terenie zakładów pracy. Po drugiej strony barykady mamy – ponownie – spekulantów, finansowe korporacje i deweloperów, którzy chcą znowu przerobić wszystko na złoto – dzielnice nędzy, po uprzednim wypędzeniu biedoty, na apartamentowce dla bogaczy.

Teksty z działu poruszającego „kwestię mieszkaniową”, pisane przez działaczy polskiego ruchu lokatorskiego, przedstawiają realia stosunków społecznych w polskich miastach. Część z nich jest sprawozdaniem z wystąpień wobec narastającej presji ze strony urzędników państwowych, wielkich inwestorów czy właścicieli lokali. Inne umieszczają je w historycznym odniesieniu, śledząc przekształcenia w rozwoju mieszkalnictwa, wyjaśniają przyczyny obecnego kryzysu. Na ich podstawie możemy zrozumieć, w jaki sposób odgórne zarządzenia władz dotyczące planowania miejskiego są odbiciem słabości bądź siły mieszkańców miasta w walce o swoją autonomię i prawa. Część ta w połączeniu z tekstami Pun Nagai z działu Nowy rynek – nowa klasa ujawnia, że bez względu na długość i szerokość geograficzną mieszkalnictwo jest integralną częścią społecznej dominacji. Komasacja chińskich robotników w przyfabrycznych hotelach, wyraźnie np. ujawnia swoje funkcje kontrolne.

W tym numerze „Przeglądu” sporo miejsca poświęcamy sprawom ruchu kobiecego. Oprócz działu Płeć i klasa, również w tekstach Pun Ngai znajdziemy szerokie omówienie mechanizmów funkcjonowania kobiet na rynkach pracy i ich specyficznego położenia klasowego. Narzędzi dla pewnego typu analizy w tym kontekście dostarcza nam feminizm materialistyczny, na temat którego publikujemy ciekawą rozmowę. Industrializacja i proletaryzacja Chin, nie jest czymś w historii wyjątkowym. Podobnego typu procesy zaszły także w Niemczech w II połowie XIX wieku i na początku wieku XX. Kraj ten stał się w ciągu 50 lat miejscem największej koncentracji proletariatu na świecie i jednocześnie pretendentem do nowego światowego hegemona. Zatrudnienie w niemieckim przemyśle i górnictwie na przestrzeni lat 1850-1900 wzrosło z 0,6 do 5,7 mln osób, a ich udział w globalnej sile roboczej wzrósł w tym samym czasie z 4% do 22%, w dużej części za sprawą kobiet. Widzimy zatem pewne podobieństwa, również w pozycji kobiet, między tym dwoma okresami i krajami – Niemcami przed stu laty i Chinami dziś – nie zapominając jednocześnie o licznych różnicach.

Koncentracja proletariatu w Niemczech doprowadzała do narodzin silnego, żywiołowego ruchu robotniczego i wybuchu rewolucji w listopadzie 1918 roku. Przedstawiamy trzy teksty dotyczącego tego okresu. Stary Kontynent, a może nawet cały świat, stanął wówczas na rozdrożu i w obliczu konfrontacji robotniczych rzesz z walczącą o utrzymanie swoich przywilejów burżuazją – odpowiedzialną za kilkanaście milionów poległych na frontach I wojny światowej, nędzę i kryzys gospodarczy. W Niemczech, które jako państwo z wojny wyszły osłabione, walka ta przybrała szczególny charakter. Rozprawiwszy się z robotniczym buntem, sojusz finansjery i militaryzmu, nie chciał zrezygnować z niemieckich aspiracji hegemonicznych. To właśnie wówczas Brecht sformułował swoje słynne zapytanie, czy większą zbrodnią jest bank okraść, czy go założyć. Permanentny kryzys gospodarki kapitalistycznej popchnął Niemcy do kolejnej konfrontacji, której efekty – na czele z Oświęcimiem i Hiroszimą – położyły się cieniem na historii ludzkości. Czy w obronie lub w staraniach o swoje hegemoniczne interesy, „kasjerzy” posuną się po raz kolejny do zbrodni? Jak dokona się kolejna transformacja systemu, który znalazł się w kryzysie? Jakim państwem staną się Chiny czy Indie?

Jedno jest pewne. Oto mamy czasy, kiedy od zaangażowania ruchów społeczny wiele zależy, choć niekoniecznie Europa stanie się po raz kolejny centrum wydarzeń. Dlatego zadajemy w tym numerze „Przeglądu” pytanie o „niezachodnie anarchizmy”. Jest to – uchylając rąbka tajemnicy – pewnego rodzaju wstęp do problemu, który mamy zamiar kontynuować w kolejnych numerach pisma. Jaka jest stan i kondycja ruchów społecznych? Czy trzecia fala anarchizmu opada? O tym następnym razem.


Artykuł aktualizowany: 11.01.2011