Autonomia robotnicza

Autonomia robotnicza
Aby zapobiec degeneracji ruchu społecznego, włoscy autonomiści zrealizowali koncepcję, wybiegającą o krok dalej od realiów ruchów czy partii oficjalnie kontestujących, lecz rzeczywiście potwierdzających istnienie kapitalizmu, w jego ewentualnie odświeżonej formie i treści. Dokonali analizy z punktu widzenia tych, którzy najbardziej odczuwali agresywny charakter gospodarki.

Marksizm i anarchizm

Marksizm i anarchizm
Upadek marksizmu w sferze politycznej i kompromitacja praktycznej realizacji idei „dyktatury proletariatu”, pociągnęły za sobą ogromne przeobrażenia na płaszczyźnie kulturowej. Ideolodzy systemu kapitalistycznego, mogli więc ogłosić „koniec historii”, ruch rewolucyjny został wyrugowany nie tylko w sensie fizycznym, zniknął również z ludzkich umysłów.

Teorie kryzysu

Teorie kryzysu
Czy kryzysy są wpisane w naturę sytemu kapitalistycznego, czy też są wywołane czynnikami wobec niego zewnętrznymi? Rozstrzygnięcie tego dylematu oczywiście ma spore znaczenie dla postawy, jaką dziś przyjmiemy: odrzucimy system w całości, czy będziemy starali się go jedynie reformować... aby dotrwał do następnego wstrząsu.

Samorządowa alternatywa

Samorządowa alternatywa
Czy w latach 80. istniała w ruchu "Solidarność" samorządowa alternatywa, zarówno dla PRL-owskiego socjalizmu, jak i dla kapitalizmu? Co się z nią stało? Czy samorządowa rewolucja została zdradzona, a jeśli tak to przez kogo? Na te pytania, mające fundamentalne znaczenie dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji w Polsce, staramy się znaleźć odpowiedź w "Przeglądzie".

{rokbox title=|Przegląd Anarchistyczny nr 9 :: wiosna-lato 2009| thumb=|images/09-m.jpg|}images/09.jpg{/rokbox}
Oddajemy do Waszych rąk kolejny, dziewiąty numer „Przeglądu Anarchistycznego”, który, podobnie jest poprzedni, otwiera dział „Nie ma zysku bez kryzysu”. Publikujemy w nim teksty dotyczące obecnego kryzysu systemu kapitalistycznego i jego spodziewanych następstw. Wiodącym jest tu artykuł Anwara Shaikh Historia teorii kryzysu. Wprowadzenie. Kwestia cykliczności (ciągłych nawrotów) kryzysów gospodarczych, budziła zawsze duże zainteresowanie przynajmniej z kilku powodów.

Po pierwsze od dawna stawiano pytanie, czy kryzysy są wpisane w naturę sytemu kapitalistycznego, czy też są wywołane czynnikami wobec niego zewnętrznymi. Zwolennicy pierwszego poglądu zazwyczaj twierdzili, że kapitalizm nie jest doskonały i sam generuje konflikty, które ostatecznie mogą doprowadzić do jego upadku; jest wężem pożerającym swój własnym ogon. W drugim przypadku twierdzono, że kapitalizm jest systemem stabilizującym, który potrafi oprzeć się zewnętrznym czynnikom (naturalnym, politycznym itd.) dezorganizującym jego życie gospodarcze, a co za tym idzie społeczne. Nawet w łonie środowisk kontestujących obecne status quo nie obce są koncepcje mówiące, że kapitalizm jest „zaszczepiony” na zmianę, że potrafi absorbować lub zamortyzować wszystkie dla siebie niebezpieczne zjawiska, a nawet wykorzystać je na swoją korzyść. Rozstrzygnięcie tego dylematu oczywiście ma spore znaczenie dla postawy, jaką dziś przyjmiemy: odrzucimy system w całości, czy będziemy starali się go jedynie reformować... aby dotrwał do następnego wstrząsu.

Naiwnością jest sądzić, że struktura kapitalizmu i zachodzące w jego obrębie procesy, są czymś podobnym do zjawisk przyrodniczych, a kryzys gospodarczy jest czymś w rodzaju klęski elementarnej, na co jako poszczególne wspólnoty i grupy (a nawet całe społeczeństwo) nie mamy wpływu. Gospodarka kapitalistyczna jest sprzężona i uzależniona od procesów społecznych w dużo większym zakresie niż się powszechnie sądzi, zatem zmiany są możliwe, a o ich charakterze i kierunku decyduje układ sił społecznych. A w czasach kryzysu, kiedy system łatwo traci równowagę, jak twierdzi I. Wallerstein, nawet niewielkie grupy, mogą dokonać wielkich zmian. Dlatego, z drugiej strony, tak wiele nieraz miejsca poświęca się kwestii śledzenia cykli koniunktury i dekoniunktury gospodarczej, za którą postępują narastające i opadające fale niepokojów społecznych. Powstaje pokusa przewidzenia następnego kryzysu gospodarczego i społecznego, odkrycia jego natury, zorganizowania środków, które doprowadzą to trwałych zmian i wprowadzenia ich w odpowiednim momencie w życie. Jednak w naukach społecznych przewidywanie ma charakter indukcyjny, a nie dedukcyjny, który dla odmiany spotykamy często w naukach przyrodniczych. (...) Pomimo zatem cykliczności kryzysów, trudno jest dokładnie zdiagnozować jego przyczyny i uderzyć w miejscu i w czasie najbardziej odpowiednim dla dokonania gruntownych systemowych zmian. Oto dylematy strategii wszystkich antysystemowych ruchów społecznych, czy to alterglobalistycznych czy anarchistycznych. Stąd bogactwo teoretyczne i wielość różnych zastosowań praktycznych. W tym numerze Przeglądu... poświęcamy szczególnie wiele miejsca temu zagadnieniu.

To, że po kryzysie gospodarczym nastąpi fala wystąpień społecznych wydaje się rzeczą pewną. Pytanie dotyczy jednak ich miejsca, czasu i charakteru, a tym samy powstaje pytanie jak zareaguje (czy jak powinien zareagować) na nie ruch wolnościowy? Jakie przyjąć założenia taktyczne? Dział „Teoria w ruchu, ruch w teorii” prezentuje debatę nad aktualną kondycją ruchu anarchistycznego (w tym w Polsce) i jego tendencjami. Podobnie dział „Granice insurekcji” jest dyskusją na temat różnych strategii ruchu anarchistycznego. Oba raczej stawiają pytania, niż podsuwają konkretne rozwiązania, bo te określi raczej codzienna praktyka, która – miejmy nadzieję – będzie też efektem przemyśleń teoretycznych, a nie prostą kalką dotychczasowych działań. „Ruchy rewolucyjne – pisze J.S. Gutierrez D. w Uwagach o insurekcjonizmie – muszą nauczyć się, jak być elastycznymi, jak dopasować się do nowych warunków nie tracąc z oczu swoich zasad i podstaw polityki”. Musimy zatem odrzucić dogmatyzm (także taktyczny), który jest tylko odbiciem słabości teoretycznych – konkluduje ww. autor. Warto w tym kontekście przeczytać też artykuł S. Shukaitis'a i D. Graeber'a Praktyka jako forma wiedzy, wiedza jako forma działania. Oba teksty gorąco polecamy.

10 lat temu pod koniec listopada 1999 roku doszło do gwałtownych zamieszek w trakcie szczytu WTO w Seattle. Symbolicznie przyjmuje się to za początek serii wystąpień antyglobalistycznych w różnych miejscach świata: Praga, Genua, Melbourne, Warszawa itd. Były one następstwem globalnego kryzysu gospodarki, który wybuchł w połowie lat '90. Dotknięte nim zostały przede wszystkim kraje Ameryki Łacińskiej (m.in. Meksyk i Argentyna) i wschodniej Azji (Korea Południowa czy Indonezja), ale z powodu globalnych powiązań jego skutki objęły (jak zwykle) całą gospodarkę, w tym oczywiście Polskę (co skutkowało ponad 20-procentowym bezrobociem w latach 2002/2003, szeregiem wystąpień pracowniczych i na tej fali demonstracją alterglobalistyczną w kwietniu 2004 roku w Warszawie). Seattle oznaczało odwrócenie dominującego trendu zauważalnego zwłaszcza od przełomu lat '60 i '70 – spadku aktywności i wystąpień ruchów społecznych. Jednak w „10 lat pod Seattle” (to jeden z działów „Przeglądu...”) słychać coraz więcej głosów twierdzących, że ruch alteglobalistyczny stracił impet, a nowy kryzys oznaczać będzie narodziny innych form oporu. W kilku publikowanych tu tekstach, które stanowią krótki przegląd analiz powstających przez te 10 lat, autorzy starają się przeanalizować znaczenie i charakter ruchu alterglobalistycznego. A idąc dalej możemy zapytać: czy tak jak Seattle było zwiastunem nowej serii wystąpień społecznych, dziś jest nim Grecja? (...) Warto też przyjrzeć się zaciekłym i gwałtownym walkom w Azji (np. Bangladesz czy Chiny), które w dalszym ciągu z perspektywy eurocentrycznej, wydają się – kompletnie niesłusznie – marginesem. Po wydaniu ostatniego numeru „Przeglądu...”, gdzie wiele miejsca poświeciliśmy walkom społecznym w Chinach, dotarły do naszej redakcji głosy zdziwienia: po co tyle pisać o Chinach? Musimy bowiem zrozumieć głęboką zależność pomiędzy poszczególnymi wystąpieniami i potrafić nadać im wspólny mianownik. Obecny kryzys unaocznia nam po raz kolejny, że mamy do czynienia z systemem globalnym, a państwo narodowe, jako jednostka analityczna, przestaje mieć zasadnicze znaczenie dla zrozumienia złożoności procesów ekonomicznych, społecznych i politycznych.

Wreszcie ostatni dział „Odzyskać ulice” stawia ważne pytania o rolę sztuki w działaniach społecznych, o relacje między sztuką a anarchizmem. Jak kwestia ta ma się do, głoszonych w innych tekstach, kryzysu anarcho-kulturalizmu (Jarosław Urbański Anarchizm – kryzys i transformacja)? Cindy Milstein, na początku tego działu, formułuje kilka gorzkich uwag pod adresem naszego postrzegania sztuki zaangażowanej społecznie, zwłaszcza tej związanej blisko z ideałami anarchistycznymi. Pyta między innymi dlaczego jest tak przewidywalna, a w wielu miejscach powierzchowna. Natomiast Eric Lyle w świetnym eseju Cienie na ulicach: szablony nowej Argentyny, prezentując narodziny „sztuki zrodzonej z kryzysu”, zaraz po rewolcie z grudnia 2001 roku. Autor nie rozwiewa niestety szeregu obaw dotyczących jej nieuchronnej ewolucji w kierunku komercjalizacji. Nasuwa się też analogia z początkową żywiołowością muzyki punk i narodzinami polskiej sztuki ulicznego szablonu w końcu lat '80 i na początku '90, z której zaangażowania tak niewiele pozostało. Wydaje się, że dziś wywrotowa sztuka, dużo bardziej niż polityka, podlega szczególnie szybkiej absorpcji przez kapitalistyczny system i utraciła swój buntowniczy potencjał. Ale być może ten osąd jest zbyt pesymistyczny.


Artykuł aktualizowany: 11.01.2011